Kolekcja manuskryptów Leona Vita Salavala we Wrocławiu

Kolekcja manuskryptów Leona Vita Saravala Wrocławiu

Jerzy Kichler

Niemieccy Żydzi, do drugiej wojny światowej byli większości liberalni, traktowali siebie jako Niemców wyznających judaizm. W czasie wojny wyznawanie judaizmu, choćby formalne oznaczało wyrok śmierci. Po wojnie społeczność Żydów wrocławskich tworzyli Żydzi z Polski, z zupełnie inną kulturą , mówili w jidysz i odmawiali modlitwy w rycie chasydzkim. Pamięć o Żydach niemieckich była nieobecna. Dopiero od 1995 roku upamiętnia się w Gminie Wyznaniowej Żydowskiej modlitwami ofiary tzw. Kristllnacht 1938 roku, od wojny było to poza tradycją tej społeczności. Nie były zatarte do 1992 roku różnice kulturowe pomiędzy przedwojenną i powojenną społecznością żydowską we Wrocławiu..

 

W 2001 r. przewodzona przez Ronalda S. Laudera Komisja do spraw Zwrotu Dzieł Sztuki (zagrabionych przez nazistów) powiadomiła Jerzego Kichlera o znalezieniu w zbiorach Bibliotek Narodowych w Pradze i Moskwie części kolekcji przedwojennego Żydowskiego Seminarium Teologicznego we Wrocławiu (Breslau), także o innych znaleziskach w tym archiwum rabina Schneersona w Moskwie, obrazów z kolekcji Herzogów na Węgrzech i w Polsce, obrazów z kolekcji Sachsów w Polsce, także o dziełach sztuki znajdujących się do wojny w Polsce, a obecnie m.in. w USA. W 1999 roku uchwalono Zasady Waszyngtońskie, które zobowiązywały kraje uczestniczące w ujawnianiu i wykazaniu dobrej woli w zwrocie zagrabianych dzieł sztuki, bibliotek i archiwaliów ich przedwojennym właścicielom, zarówno osobom fizycznym jak i prawnym.

 

Żydowskie Seminarium Teologiczne we Wrocławiu (Jüdische Theologische Seminar in Breslau, JTS) powstało w 1854 roku z inicjatywy rabina Abrahama Geigera. Zgodnie z testamentem Jonasa Fraenkla (4 października 1844 roku) miała być powołana Fundacja z kapitałem 300.000 talarów oraz nieruchomość przy ul. Włodkowica 1B (dzisiaj nr 14). Do 1903 r. Seminarium opuściło 452 absolwentów, z czego 276 z Niemiec. Poza tym 91 z Austrii, 47 z Węgier, 21 z Rosji, 11 z innych krajów Europejskich, 6 z Ameryki.

 

Podstawę Biblioteki Żydowskiego Seminarium Teologicznego stanowił księgozbiór Leona Vita Savarala (1771-1851) z Triestu, za który zapłacono 8.331 marek i 31 fenigów. Dzięki późniejszym darom: żony dr Bernarda Beera z Drezna (36 wol.), Raphaela Kirchheima z Frankfurtu, Frenkla, Bernaysa, Adlera, Zukermana, Rosina, Tiktina, Kohna i in., a także zakupom księgozbiór wzrósł do 405 rękopisów, 54 inkunabułów oraz ok. 18.000 dzieł w 24.000 woluminach (wg. różnych źródeł biblioteka liczyła 30.000 a nawet 40.000 woluminów). Był to największy zbiór judaików w Niemczech i jeden z największych wówczas na świecie.

 

W noc Kristallnacht 9/10 listopada 1938 roku hitlerowcy wyrzucili zbiory biblioteczne Żydowskiego Seminarium Rabinackiego we Wrocławiu przez okna na ulicę. Część z nich, w tym rękopisy i inkunabuły zostały zebrane w budynku Seminarium i na początku wojny zapakowane i przewiezione do Berlina, początkowo do budynku Loży Wolnomularskiej przy Emserstrasse, później do budynku Wielkiej Loży Masońskiej przy Eisenacherstrasse 12, gdzie koncentrowano zagrabione z różnych bibliotek judaika.

 

Ten zbiór podlegał początkowo Gestapo, potem Departamentowi A1 RSHA (Reichssicherheitshauptamt – Główne Biuro Bezpieczeństwa Rzeszy (kierowane przez Reinharda Heydricha, od 1942 Ernsta Kaltenbrunnera), we współpracy z Instytutem Badań nad Kwestią Żydowską (Institut zur Erforschung der Judenfrage) we Frankfurcie nad Menem założonym przez Alfreda Rosenberga. Zbiory przewoził Oddział do Zadań Specjalnych dla Terytoriów Okupowanych Rosenberga (Einsatzstab Reichsleiter Rosenberg für die Besetzen Gebiete, ERR).

 

W sierpniu 1943 r. zbiór został ewakuowany z Berlina i przewieziony do różnych miejsc na Dolnym Śląsku, w północnych Czechach i w Niemczech, głównie do:

  • – Zamku Niemes koło Reichenbergu (Liberec) w Czechach, gdzie trafiła lub miała trafić  m.in. kolekcja rękopisów;
  • – Zamku w Schlesiersee (Sławie) koło Głogowa;
  • – Zamku Perstein koło Deutsch – Gabel (Jablonné v Podještědí);
  • – Zamku Hauska w Deutsch-Gabel;
  • – Zamku Książęcego w Walenburger Bergland;
  • – Daggendorf nad Dunajem;
  • – Zwiesel w Bayrischen Wald;
  • – Greiz w Turyngii;
  • – Arnstadt w Turyngii.

Kolekcja literatury w języku hebrajskim, jidisz i ladino została przewieziona do Theresienstadt w Czechach. Kilka paczek zostało w piwnicach RSHA przy ul. Munchenstr. 13 w Berlinie – Schoenberg. Szczegóły przemieszczeń zbiorów nie są do końca jasne. W 1945 r. część kolekcji Żydowskiego Seminarium Teologicznego została odnaleziona w Kłodzku w piwnicach Gestapo i w pociągu na stacji kolejowej w tym mieście. Ta część została przekazana polskiemu rządowi i znajduje się w Żydowskim Instytucie Historycznym w Warszawie (w tym ok. 160 rękopisów). Inne części księgozbioru, a które koniec wojny zastał w różnych nieznanych nam dziś miejscach, zostały przejęte czy to przez Armię Czerwoną, czy przez władze czeskie, czy inne instytucje lub osoby prywatne.

Fragmenty najcenniejszych zbiorów Seminarium znajdują się:

  • – w Bibliotece Narodowej Republiki Czeskiej (34 rękopisy i 6 inkunabułów w 7 tomach, a które zostały przekazane do Wrocławia 8 grudnia 2004 (o czym niniejsze opracowane);
  • – w Rosyjskiej Bibliotece Państwowej w Moskwie (rękopisy oraz szczątki akt biblioteki Seminarium)
  • – w Nowym Jorku
  • – w Jerozolimie
  • – w innych miastach.

 

Dla wyjaśnienia i rozstrzygnięcia spraw restytucji zagrabionych dzieł sztuki i bibliotek miały miejsce Międzynarodowe Konferencje: w Waszyngtonie w 1998 r. i Wilnie w 2000 r. Brał w nich udział Jerzy Kichler, ówczesny przewodniczący zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, na zaproszenie ambasadora Ronalda S. Laudera współpracował on wówczas z Komisją do spraw Restytucji Dzieł Sztuki (Commision for Art. Recovery) przy Światowym Kongresie Żydów. Ronald S. Lauder w 2001 roku powiadomił Jerzego Kichlera o odnalezieniu przez pracowników Komisji części   kolekcji Leona Vita Savarala w bibliotekach w Pradze i Moskwie.

 

Jerzy Kichler postanowił odzyskać dla Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu tę kolekcję. Uważał, że kolekcja jest częścią kulturowego i historycznego dziedzictwa wrocławskich Żydów, jej odzyskanie będzie symbolem ciągłości życia społeczności żydowskiej we Wrocławiu.   W 2001 roku Jerzy Kichler był przewodniczącym zarządu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu (niezależnie od przewodniczenia ZGWŻ), jego staraniem po 1993 roku ta Gmina mająca ok.40 członków, w 2001 roku odradzała się, przybyło do niej ponad 150 nowych osób, w większości młodych Żydów. Gmina nie posiadała wówczas żadnego księgozbioru z bogatej przedwojennej biblioteki. Odzyskanie kolekcji Leona Vita Savarala miało być nowym bodźcem dla odrodzenia Gminy Wyznaniowej Żydowskiej w tym mieście.

 

W 2001 roku Kichler uzyskał odpowiednie poparcie ambasadora Ronalda S. Laudera prezydenta Komisji do Spraw Restytucji Dzieł Sztuki Światowego Kongresu Żydów. Pracownicy tej Komisji, w imieniu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu prowadzili negocjacje w tej sprawie z Rządami Czech i Rosji[1]. W latach 2001 –2002 starania Jerzego Kichlera znalazły także poparcie ze strony rządu RP, w tym Kancelarii Prezydenta a przede wszystkim Ministerstwa Spraw Zagranicznych w osobie prof. Witolda Kowalskiego. Wyniknęło wiele wątpliwości prawnych: czy obecna Gmina Wyznaniowa Żydowska we Wrocławiu jest sukcesorem Juedische Gemeinde z Breslau, czy porozumienia czechosłowacko-polskie z 1946 r. nadal mają moc prawną, czy Biblioteka Narodowa Republiki Czeskiej ma prawo wydania swych zbiorów do Polski? Jerzy Kichler wykazał prawa do tej kolekcji przysługujące Gminie Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu na podstawie zapisu testamentowego Jonasa Fraenkla z 1844 roku (odnalezionego w archiwum Żydowskiego Instytutu Historycznego), w którym Fraenkel wskazał tą Gminę jako sukcesora majątku w razie likwidacji Seminarium.

 

Proces prawny dotyczący restytucji kolekcji Saravala odbył się to zgodnie z procedurą określoną przez prawo międzynarodowe, w szczególności w artykule 5 porozumienia pomiędzy Republiką Czechosłowacką a Rzeczpospolitą Polską z 12 grudnia 1946 r. z dodaniem punku 1b artykułu 5 podpisanego w Pradze 29 marca 1958 roku a dotyczącego dziedzictwa kulturalnego i archiwów i tzw. Zasad Waszyngtońskich z 1997 roku. Te sprawy, pozytywnie dla Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu wynegocjowali prawnicy Komisji Laudera w 2002 r.

 

Przez dwa lata Ministerstwo Spraw Zagranicznych pracowało nad zgonieniem przez rządy Polski i Czech nad procedury przekazania kolekcji z Pragi do Wrocławia. Kancelaria Prezydenta Rzeczpospolitej wydatnie pomogła w materialnym przewiezieniu kolekcji Leona Vita Savarala z Biblioteki Uniwersytetu Karola w Pradze do Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego.

 

Poproszony o pomoc prof. Marcin Wodziński z Uniwersytetu Wrocławskiego oddelegował do koniecznych prac dra Pawła Woroczaka. Od 1 grudnia 2004 roku dr Paweł Woronczak wraz mgr inż. Jerzym Kichlerem w Bibliotece Uniwersytetu Karola w Pradze pieczołowicie uzgadniali i potwierdzali zgodność każdej strony manuskryptów i inkunabułów. Koszty pobytu w Pradze dra Pawła Woronczaka i mgr inż. Jerzego Kichlera sponsorowała Fundacja Ronalda S.Laudera. Życzliwą pomoc uzyskano także ze strony Instytutu Polskiego w Pradze. Przedstawiciele strony polskiej: prof. Wojciech Kowalski (Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP), mgr inż. Jerzy Kichler (Gmina Wyznaniowa Żydowska we Wrocławiu), dr Jan Paweł Woronczak (Uniwersytet Wrocławski) oraz przedstawiciele Biblioteki Uniwersytetu Karola dr Olga Sixowa i dr Jerzy Stankiewicz podpisali w Pradze wstępne protokoły 3 grudnia 2004 roku. Całość postępowania restytucyjnego zakończono 8 grudnia 2004 roku podpisaniem w Pradze aktu przekazania Kolekcji Saravala do Polski przez Ministrów Kultury Republiki Czeskiej i Polskiej: Zdenka Novaka i Waldemara Dąbrowskiego.

 

62 lata po zagrabieniu kolekcji przez htlerowców, kolekcja została przekazana podczas specjalnej uroczystości przez prezydenta Republiki Czech Vaclava Klausa prezydentowi RP Aleksandrowi Kwaśniewskiemu w dniu 7 grudnia 2003 roku w Pradze. Następnego dnia na pokładzie samolotu Prezydenta RP Aleksandra Kwaśniewskiego kolekcja wróciła do Polski i 9 grudnia do Wrocławia. Jerzy Kichler ze wzruszeniem towarzyszył w czasie całej podróży skrzyni, w której przechowano bezcenny zbór na czas transportu.

 

Kolekcja Manuskryptów Żydowskiego Seminarium Teologicznego odzyskanego z Pragi w 2003 roku obejmuje 34 rękopisy i 6 inkunabułów (te w 7 tomach), w większości z kolekcji Saravala. Najstarszy rękopis został ukończony w 1284/85 roku, najmłodszy w 1833 roku Powstały one w różnych miastach Europy, Północnej Afryki i Bliskiego Wschodu, w Portugalii, Hiszpanii, Algerii, Turcji, Włoszech, Niemczech i Polsce. Rękopisy reprezentują różne tradycje pisarskie żydowskiego średniowiecza w Europie: sefardyjską, włoską i aszkenazyjską. Choć nie jest ich wiele, są bardzo różnorodne – od Biblii, poprzez komentarze do niej, dzieła mistyczne, modlitewniki aż do poezji, filozofii, astronomii.

Niektóre są pięknie iluminowane, spotykamy też interesujące migrografie (tekst rozmieszczany na stronie tak, by układał się w obraz). Jedna z ksiąg bez wątpienia została napisana przez kobietę w Rzymie w końcu XIII wieku, której rodzina emigrowała z Eger (dzisiaj miejscowość Cheb w Czechach).

 

Po roku 2000 kolekcja została zdigitalizowana w ramach projektu Memoriae Mundi Series Bohemica (Memoria) UNESCO, przy współpracy Olgi Sixowej i Jerzego Stankiewicza z Muzeum Żydowskiego w Pradze. Dzięki temu większość badań nad poszczególnymi rękopisami można prowadzić na kopiach, bez groźby uszkodzenia cennych oryginałów.

 

W 2002 roku Jerzy Kichler w imieniu zarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu podpisał z Dyrektorem Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego umowę o złożeniu kolekcji do depozytu w Dziale Rękopisów i Starodruków Biblioteki, gdzie będzie pozostawać pod opieką fachowców. Umowa została odnowiona w 2004 roku. Formalnym właścicielem kolekcji jest Gmina Wyznaniowa Żydowska we Wrocławiu. W ten sposób wrócił do Wrocławia fragment rozproszonego przez rządy nazistowskie i wojnę bogatego dorobku wrocławskich Żydów i stworzonej przez nich placówki, która miała swoje ważne miejsce i w świecie, i w mieście.

 

Badania nad Kolekcją Saravala miały pomóc w odzyskaniu tożsamości przez Żydów wrocławskich. Przekazanie tej kolekcji do Wrocławia było wyjątkowe: kolekcja nie jest tylko częścią kultury polskiej, lecz także niemieckich Żydów, dzisiejsza Gmina Żydowska poprzez pozyskanie Kolekcji Saravala miała odnaleźć nową tożsamość mając udział w badaniach nad nią we współpracy z Uniwersytetem Wrocławskim i innymi instytucjami w Polsce i na świecie. Niestety, po 2004 roku, gdy Jerzy Kichler ustąpił z funkcji przewodniczącego zarządu Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu ta kolekcja uległa niemal całkowitemu zapomnieniu. Potem Biblioteka Uniwersytetu Wrocławskiego udostępniła w ramach specjalnej wystawy fragmenty kolekcji odwiedzającym Muzeum Uniwersyteckie, Fundacja Bente Kahan urządziła wystawę w Synagodze pod Białym Bocianem dotyczącą kolekcji, co w pewnym stopniu przywróciło pamięć o bezcennej kolekcji   Leona Vita Savarala z Triestu. Dzięki digitalizacji, korzystają z zasobów kolekcji naukowcy z Izraelskiej Academy of Sciences i Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie.

 

Źródła:

  1. Leszek Ziątkowski, Dzieje Żydów we Wrocławiu, Wrocław 2000
  2. Dov Schidorsky, Konfiskata bibliotek i zmuszanie do pracy przymusowej – Dwa dokumenty z okresu Holokaustu, www.fiat.
  3. Opis wystawy Dziedzictwo Savarala – wyjątkowa wystawa rzadkiej kolekcji manuskryptów hebrajskich i starodruków w Klementinum w Pradze, 2004.

 

 

 

 

 

[1] Kolekcja z Moskwy nadal pozostaje w tym mieście. Kopie niektórych archiwaliów można zobaczyć w Katalogu wydanym w 2004 roku przez Komisję do spraw Restytucji Dzieł Sztuki i ufundowanego przez Ronalda S. Laudera.

Advertisements

Reichkristallnacht we Wrocławiu (Breslau)

Raichkristalnacht – Noc Podpalonych Synagog w Wrocławiu (Breslau)

 

Jerzy Kichler

 

W Polsce stały się znane wydarzenia pogromu na Żydach dokonanego w Niemczech i Austrii 9/10 listopada 1938 roku. Jak się wydaje, mało znana jest związana z tymi tragicznymi wydarzeniami, antysemicka polityka rządu RP w 1938 roku i utworzenie w polskim Zbąszyniu ogrodzonego zasiekami obozu deportacyjnego (przejściowego) dla polskich Żydów.

 

Jest oczywistym, że plan i przeprowadzenie Zagłady Żydów w Niemczech i na terenach zdobycznych wymyślił tylko Hitler. Był zbyt leniwy by zajmować się szczegółami, więc polecenia ustne Fürera realizował aparat cały aparat państwa niemieckiego. W wizji świata, gdzie sam Hitler będzie jedynym wodzem, ideologiem i bożkiem nie może być miejsca dla religii, rasy lub krwi która niesie w sobie ideę Jedynego, Wszechobecnego Boga. W obliczu takiej rywalizacji – Hitler postanowił usunąć wszystkich Żydów z Niemiec i Austrii. W 1938 roku „wypchnięcie” Żydów z tych krajów wydawało się możliwe. Pogrom w noc 9/10 listopada tego roku wpisywał się w ten plan.

 

Nazwa „noc kryształowa” nie jest właściwa dla nazwania tak wydarzeń z 1938 roku. Tradycyjna kalka niemieckiego Kristallnacht może wzbudzać pozytywne skojarzenia: biedni faszyści potłukli kryształowe, kosztowne naczynia kryształowe. Był to w istocie straszliwy pogrom, w czasie którego bito I mordowano Żydów, grabiono ich mienie. Tę grabież ułatwiało wcześniejsze rozbijanie witryn w żydowskich sklepowych. Używanie nazwy   „kryształowa” jest bezczeszczeniem tragedii Żydów w hitlerowskich Niemczech. Wydaje się poprawnym używanie nazwy „Reichkristallnacht”, była to noc zorganizowanego przez władze III Rzeszy pogromu, a zbrodnicze rozbijanie „kryształów” powinno być ostrzeżeniem dla przyszłych pokoleń.

 

Wbrew przekonaniu hitlerowców o wyższości aryjskiej rasy, w Niemczech i Austrii stały olbrzymie synagogi, siedliska znienawidzonej żydowskiej religii, należało je wobec tego spalić, wraz z żydowskim Bogiem. Według mnie noc 9/10 listopada nie powinno nazywać się „nocą kryształową”, lecz „nocą podpalenia synagog”. Wyraz „kryształ” kojarzy się z czyś pięknym, cennym. Po tej nocy przerażonych Żydów aresztowano i z braku miejsc w aresztach przewieziono do obozów koncentracyjnych, kilku z nich przy tym pobito, niektórzy zginęli w zamieszkach ulicznych. Tej samej nocy Gestapo aresztowało majętnych Żydów, bojówki SD usuwały Żydów z mieszkań i zasiedlało je Aryjczykami, był to potworny pogrom na Żydach w świetle łun palonych synagog.

 

Noc palenia synagog była apogeum drugiego etapu[1] Holokaustu: grabieży ich mienia (aryzacja, konfiskaty, kontrybucje). Wywieranie nacisku na wyjazd Żydów z Niemiec było, zgodnie z klasyfikacją Hilberga[2] częścią procesu ograbienia Żydów ze wszelkiego majątku. Pierwszym, wcześniejszym etapem, było zdefiniowanie, która osoba jest Żydem i oznakowaniu ich wszystkich w Niemczech i Austrii. Przerażającym jest to, że w hitlerowskich Niemczech, formalnie w tradycyjnym państwie prawa, każdemu krokowi w Zagładzie Żydów towarzyszyły akty prawne, uzasadniające te kroki.

 

Zdefiniowanie ofiar miano określić w tzw. ustawach norymberskich z 15 września1935 roku. Jednomyślnie uchwalona przez Reichstag „Ustawa o ochronie niemieckiej krwi i czci” mówiła „Sejm Rzeszy przepojony świadomością tego, że czystość krwi niemieckiej stanowi warunek dalszego trwania ludu niemieckiego i ożywiony niezłomną wolą zabezpieczenia Niemieckiego Narodu po wszystkie czasy – uchwalił: Paragraf. 1. Zawieranie małżeństw między Żydami i niemieckimi poddanymi krwi niemieckiej albo pokrewnej jest zakazane. (…)”, Par.2 Pozamałżeńskie stosunki między Żydami a niemieckimi poddanymi krwi niemieckiej albo pokrewnej są zakazane (…)”. Uchwalona jednocześnie z wyżej wymienioną „ustawa o obywatelstwie Rzeszy” mówiła w paragrafie.2. ust. 1 „Obywatelem Rzeszy jest jedynie niemiecki poddany krwi niemieckiej albo pokrewnej, którego zachowanie świadczy o chęci i zdolności do wiernego służenia Narodowi Niemieckiemu i Rzeszy”, ust.2: Obywatelstwo Rzeszy nabywa się przez uzyskanie aktu nadania obywatelstwa (Reichsbuergerbrief); ust.3: Jedynie obywatelowi Rzeszy przysługują pełne prawa polityczne, określone ustawami.”

 

W nazistowskich Niemczech szybko okazało się, że trudno zdefiniować pojęcie „Żyd” dla celów stosowania tych ustaw, dlatego wydano rozporządzenia wykonawcze, które nie mówią nic o „rasie” lub „krwi”. Nie udało się tęgim naukowcom niemieckim: teoretykom antropologii i lekarzom wydzielić rasy i krwi narodu żydowskiego. Te pojęcia były często wykorzystywane przez propagandę niemiecką, jak się okazuje skutecznie, gdyż tą retoryką posługują się niekiedy dzisiaj piszący o Holokauście: ofiary, oprawcy, historycy i dziennikarze. W 1935 roku nazistom pozostał, więc jedyny możliwy wyznacznik formalno-prawny: przynależność do żydowskiej gminy wyznaniowej (lub jej odpowiednika prawnego). Można, więc stwierdzić, że prześladowania nazistowskie, które sięgnęły Zagłady, objęły osoby, które należały do gminy żydowskiej lub ich przodkowie do trzeciego pokolenia wstecz (niezależnie od ich statusu wyznaniowego w chwili oznakowania przez nazistów). Jak się okaże, dotyczyło to także osób które były w związku małżeńskim z Żydem (Żydówką) po 14 listopada 1935 roku.

 

Ponieważ tekst „ustaw norymberskich” Zawarto to w niżej wymienionych rozporządzeniach: 1- sze Rozporządzenie wykonawcze do ustawy o obywatelstwie Rzeszy z 14 listopada 1935 roku: „Par. 2:

  1. Przepisy te odnoszą się także do żydowskich mieszańców.
  2. Mieszańcem żydowskim jest osoba posiadająca swoich krewnych II stopnia (dziadków) jednego lub dwóch przodków pochodzenia rasowego żydowskiego, o ile nie jest uznana za Żyda na podstawie Par. 5 ust. 2. Za przodka pochodzenia żydowskiego uważa się dziadka lub babkę na podstawie ich przynależności do wyznaniowej gminy żydowskiej.

Par. 3. Jedynie obywatelowi Rzeszy jako posiadającemu pełne prawa polityczne przysługują prawa wyborcze i prawo piastowania urzędu publicznego (..)

Par. 4.1. Żyd nie może być obywatelem Rzeszy.

Par. 5.

  1. Żydem jest osoba mająca wśród krewnych wstępnych II stopnia (dziadków), co najmniej trzech przodków pochodzenia rasowego żydowskiego.
  2. Za Żyda uznaje się też osobę (…), mieszańca będącego wnukiem dwóch przodków pochodzenia żydowskiego:
    1. a) która w czasie wydania ustawy należała do wyznaniowej gminy żydowskiej, względnie do niej została później przyjęta,
    2. b) która w czasie wydania ustawy żyła w związku małżeńskim z Żydem, lub później taki związek zawarła
    3. c) która pochodzi z małżeństwa z osoba będącą Żydem w rozumieniu ust. 1 zawartego po dacie wejścia w życie ustawy
    4. d) która została poczęta w wyniku pozamałżeńskiego stosunku z osoba będą ca Żydem i urodziła się jako dziecko nieślubne po 31.07.1936.[3]

Te zasady, sformułowane pokrętnie sprowadzają się do podziału ludzi na Żydów i Aryjczyków. Istotą antyżydowskiego ustawodawstwa było: Żydem była osoba, która należała do Gminy Żydowskiej. Było to także, gdy jej rodzice lub jedno z nich należało do Gminy Żydowskiej, oraz gdy troje dziadków należało do Gminy. Pozostała kategoria to „mieszańcy”, której to tutaj nie rozpatruję[4].

 

Jedynym wyznacznikiem, który sprowadzał na daną osobę opieczętowanie symbolem „J” i noszeniem opaski z żółtą Gwiazdą Dawida, a w konsekwencji mord – była religia, to jest przynależność do Gminy. W polskim języku można stosować określenia Żyd – jako narodowość i żyd –   jako wyznanie. Przyjęto współcześnie zapis Żyd z dużej litery. W świetle rozważań nad „ustawami norymberskimi 1935” wydaje się, że żyd też jest dumnym zapisem.

 

Miesiąc przed uchwaleniem Ustaw Norymberskich, 17 sierpnia 1935 r. rozporządzeniem centrali Gestapo stworzono „kartotekę Żydów” opartą na aktualnych listach członków organizacji żydowskich, głównie Żydowskich Gmin Wyznaniowych. Listy te sporządzały same organizacje i przesyłały je do Gestapo. Te listy były postawą do sporządzenia kartotek, informacje w formie kart perforowanych wprowadzane były za pomocą maszyn amerykańskiej firmy IBM[5]. Niemcy posłużyli się technologią kart perforowanych podczas spisów powszechnych w 1933 roku i w 1939 roku. Właśnie dzięki amerykańskiej technologii mogli uzyskać dokładne informacje na temat struktury społeczeństwa, co pozwoliło im później na precyzyjne śledzenie osób pochodzenia żydowskiego. Użyto kilkuset maszyn Holleritha dostarczonych przez firmę Dehomag, a w trakcie opracowania danych wykorzystano 80 milionów kart perforowanych. Te kartoteki zawierały wszystkie dane o osobie, także to, czy jest Żydem w myśl wyżej omówionych rozporządzeń.

 

Sytuacja międzynarodowa w latach 1930 -1938 była skrajnie niekorzystna dla Żydów. W maju 1930 roku rząd Wielkiej Brytanii wydał tzw. „Białą Księgę”, która ograniczała imigrację e Palestynie do minimum.[6] W 1930 roku nastąpił w gospodarce światowej „Wielki kryzys”, określany też mianem wielkiej depresji – najprawdopodobniej największy kryzys gospodarczy w XX wieku, który według większości historyków, miał miejsce w latach 19291933 i objął praktycznie wszystkie kraje (oprócz ZSRR) oraz wszystkie dziedziny gospodarki. Tradycyjnie przyjmuje się iż kryzys ujawnił się w Stanach Zjednoczonych, po tzw. czarnym czwartku (a według niektórych źródeł już kilka miesięcy wcześniej), czyli po tzw. panice na giełdzie nowojorskiej na Wall Street 24 października 1929 roku kiedy to, zgodnie z zachowanymi informacjami, gwałtownie spadły ceny praktycznie wszystkich akcji, pociągając za sobą łańcuch bankructw i zadłużenia, które rozprzestrzeniły się stopniowo na prawie wszystkie kraje[7] . Jednym ze skutków kryzysu było wprowadzanie przepisów o zakazie imigracji do prawie wszystkich krajów świata. Rząd polski został wyłoniony w 1937 roku z premierem i ministrem spraw wewnętrznych Felicjanem Sławoj – Składkowskim, a który wykazywał negatywne stanowisko w sprawach ludności żydowskiej w Polsce (w 1936 roku ogłosił ekonomiczną wojnę z Żydami). W 1938 roku było ok. 3,5 miliona Żydów w Polsce, którzy bądź nie interesowali się sprawami publicznymi, bądź należeli do licznych, nie współpracującymi ze sobą instytucjami. Dość przypomnieć, że w 1935 roku pod presją antysemityzmu przystąpiono do organizacji Komitetu Gmin (Waad ha-Kehilot), w którym miało być reprezentowanych około 140 największych gmin w kraju. Ostatecznie do wyłonienia jednolitej ich reprezentacji nie doszło. W owym czasie w Polsce było 81 dużych gmin żydowskich i 737 małych.[8]

 

Kraje „demokratyczne” jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania nie zareagowały stanowczo na łamanie praw człowieka w Niemczech. Hitler uświadomił sobie, że od tego czasu (od 1935 roku) łamanie wszelkiego prawa międzynarodowego jest bezkarne.

 

Wydarzenia poprzedzające Reichkristalnacht można nazwać tragifarsą, była to gra w przerzucanie się Żydami, jak piłeczkami do ping-ponga przez granice państwowe: polską i niemiecką. Brak reakcji rządów europejskich na Anschluss Austrii 13 marca 1938 roku był szeroko komentowany w ówczesnej polskiej prasie. Naziści, wkrótce po wkroczeniu do Austrii wprowadzili wszystkie hitlerowskie, antyżydowskie akty prawne. W Austrii przebywało wówczas ok. 20.000 Żydów z polskim obywatelstwem. Pozbawieni przez ustawy norymberskie możliwości uzyskania obywatelstwa niemieckiego mieli do wyboru: emigrację do jednego z państw świata na podstawie trudno uzyskiwanych wiz wjazdowych lub powrót do Polski, przy czym ich majątek cały czas formalnie stanowił własność Państwa Polskiego. Wściekli Hitlerowcy tego majątku nie mogli przejąć.

 

Rząd RP obawiał się masowego powrotu Żydów do Polski[9]. Jak pisze prof. Karol Jonca[10]: 31 marca 1938 roku polski sejm uchwalił ustawę „o pozbawieniu obywatelstwa polskiego tych obywateli polskich, którzy w ciągu 5 lat nie wykazali się więzami łączącymi ich z Polską lub ze społeczeństwem polskim poza granicami RP”. W razie pozbawienia takiej osoby obywatelstwa polskiego, automatycznie dana osoba stała by się bezpaństwowcem w kraju, w którym aktualnie przebywała. Dla uniknięcia takiej sytuacji na naradzie zwołanej 21 kwietnia tego roku przez Himmlera w Berlińskiej centrali RSHA (Główny Urząd Bezpieczeństwa Rzeszy) zastanawiano się o możliwości „wypchnięcia” Żydów z polskim obywatelstwem z terenu Rzeszy. W trakcie narady dr Wilhelm Stuckart, sekretarz stanu w niemieckim Ministerstwie Spraw Wewnętrznych ocenił liczbę polskich Żydów przebywających w Niemczech i Austrii na 72 tysiące. W imieniu niemieckiego MSW oświadczył, że rząd niemiecki nie zamierza tolerować sytuacji, w której Żydzi mogą być pozbawieni obywatelstwa polskiego, a jednocześnie rząd polski nie umożliwi im powrotu do Polski. Piątego października dr Wernera Besta, szef biura w głównym urzędzie SD [11] wydał „rozporządzenie o paszportach podróżnych Żydów”, w którym uzależniono możliwość przedłużenia takiego paszportu, jeśli nie będzie oznakowany literą „J”. Dzień później premier rządu polskiego i minister spraw wewnętrznych RP Felicjan Sławoj – Składkowski wydał rozporządzenie o obowiązku złożenia w Ambasadzie RP paszportu celem jednorazowego sprawdzenia paszportów zagranicznych wydawanych przez Urzędy Zagraniczne RP. Rozporządzenie miało obowiązywać do 29 października 1938. Odmowa lub wstrzymanie umieszczenia adnotacji mogło nastąpić w 2 wypadkach:, 1) gdy zachodziło podejrzenie co do autentyczności lub ważności paszportu albo 2) jeżeli zachodziły okoliczności uzasadniające pozbawienia obywatelstwa lub stwierdzenie jego utraty przez posiadacza obywatelstwa.[12] To rozporządzenie stało się zarzewiem „przerzucanki Żydów przez granice Niemiec i Polski”.

 

Ministerstwo Spraw Zagranicznych Niemiec za pośrednictwem ambasadora Niemiec w Warszawie, Adolfa von Moltke, 26 października przekazał aide-memoire, informujące o tym, że rząd Rzeszy „natychmiast, w najkrótszym czasie prewencyjnie” sprawi, by Żydzi będący obywatelami polskimi zostali wydaleni z Rzeszy. W tym samym dniu Reichsfuerer SS Heidrich wydał polecenie dr Wernerowi Bestowi zakazujące pobytu na terytorium Niemiec Żydom – obywatelom Państwa Polskiego. Akcję deportowania Żydów z polskimi paszportami nazwano „Polenaction”. 27 i 28 października 1938 roku odbyły się aresztowania w różnych miastach. Policja niemiecka w środku nocy wyciągała z domów całe rodziny żydowskie z polskim obywatelstwem.. Najczęściej pozwalano im zabrać tylko konieczne rzeczy jak szczoteczkę do zębów i bieliznę. Siłą wsadzano ich do pociągów jadących do stacji granicznych z Polską. Pierwsze transporty około 7.000 Żydów zostały przyjęte przez władze polskie na stacji kolejowej w Neu Bentchen (Zbąszynek) . Polska policja odmówiła przepuszczenia następnych transportów na teren Państwa Polskiego. Te transporty z 5.000 Żydów [13] zostały wyrzucone z pociągów w pobliżu Zbąszynia, transport 2000 Żydów polskich między Bytomiem a w Radzionkowem. Policja niemiecka wysadzała Polskich Żydów w szczerym polu, w celu przepędzenia ich na tereny Polski ta policja popychała tłum i grożąc bagnetami zostawiała ich w pasie „ziemi niczyjej”.

 

Wyżej wymienione transporty nie zostały wpuszczone na terytorium Polski, osoby z tych pociągów były deportowane przez polską policję, tak by polscy Żydzi, z polskimi obywatelstwami wyrzuceni z Austrii i Niemiec nie mogli wejść na terytorium Rzeczpospolitej. Musieli więc wegetować w pasie „ziemi niczyjej” między formalnymi granicami: niemiecką i polską. Niewiele wiadomo o pomocy, jakiej udzielono deportowanym. American Joint Distribution Committee (Jont) wysyłał lekarzy i zaopatrzenie, ale „trudności były przytłaczające”[14]. Polskie władze udostępniły pobliskie stajnie i chlewy, większość spała na gołej posadzce. Dla ok. 2000 osób udostępniono małą stację kolejową. Dopiero po kilku dniach polskie Gminy Wyznaniowe Żydowskie zaczęły pomagać deportowanym, osiedlano ich w większości w Warszawie. W obozie internowania w Zbąszyniu przebywało o października 1938 roku 6.000 – 10.000 Żydów, w czerwcu 1939 roku przebywało w nim jeszcze 2,800 osób[15] (w tym rodzina Grynszpanów).

 

Wśród rodzin wyrzuconych z pociągu w Zbąszyniu była deportowana z Hannoweru rodzina Grynszpanów, byli to: krawiec Sendel jego żona Ryfka, córka Ester Beile (22) i syn Markus.(19). Drugi, nieletni syn Herszel uniknął deportacji, gdyż przebywał w domu stryjowstwa Abrahama i Chawy w Paryżu. 28 października Ryfka Grynszpan napisała do siedemnastoletniego Herszla kartę pocztową, w której napisała o brutalnej akcji deportacji rodziny w Hannowerze i prośbę o przysłanie pieniędzy do Zbąszynia. Herszel Grynszpan 7 listopada 1938 roku kupił w sklepie żelaznym w Paryżu pistolet i w tym samym dniu wszedł do ambasady Niemiec w Paryżu, gdzie skierowano go do sekretarza ambasady Ernsta vom Ratha [16]. Po wejściu do pokoju, Grynszpan oddał 5 strzałów do vom Ratha, w wyniku, czego został on ciężko ranny. Herszel Grynszpan został natychmiast aresztowany przez francuską policję. [17]. Ernst vom Rath zmarł 9 listopada o godzinie 16.30 w klinice w Paryżu. Wierusz Kowalski, I sekretarz ambasady polskiej w Paryżu złożył telefonicznie wyrazy współczucia sekretarzowi ambasady niemieckiej w Paryżu dr. Heinrichowi Grafowi von Thun – Hohenstein.

 

W tym czasie odbywał się w Monachium coroczny marsz na trasie nieudanego puczu w 1923 roku, a po północy uroczyste zaprzysiężenie SS-manów i towarzyskie spotkanie Hitlera z dowództwem NSDAP i uczestnikami puczu w 1923 roku w monachijskim ratuszu. Podczas gdy spotkanie odbywało się w atmosferze wypijanych kufli piwa i pieśni nazistowskich, Hitler dowiedział się o śmierci vom Ratha, szepnął coś do Goebbelsa i wyszedł z Ratusza. Po jego wyjeździe Goebbels wygłosił przemówienie, w którym skomentował wydarzenie w Paryżu i powiedział o konieczności odwetu, co było sygnałem do rozpoczęcia pogromu. Reichsfuer Himmler 9 listopada o godzinie 1.20 podyktował Gruppenfuerrowi SS Heydrichowi rozkaz, który Heydrich przesłał następnie do kierowników placówek gestapo w całych Niemczech. Rozkaz mówił o konieczności wywołania pogromu na Żydach. Treść rozkazu otrzymali także dowódcy policji i SD.

 

Śmierć sekretarza vom Ratha z rąk Żyda Grynszpana stała się pretekstem dla intensyfikacji drugiego etapu jakim było zarabianie mienia żydowskiego w Niemczech. Goering wydał 12 listopada kilka rozporządzeń między innymi „o świadczeniach pokutnych” i nacjonalizacji (aryzacji) całej gospodarki niemieckiej w części należącej wcześniej do Żydów. Ten proces był wcześniej przygotowany przez ministrów gospodarki i finansów, które nakazywało spis mienia żydowskiego w Niemczech, jednocześnie wyznaczając pełnomocnika d.s. planu czteroletniego Goeringa do wykorzystania zagrabionego majątku. W ramach tego pierwszego nałożono na całą ludność żydowską w Niemczech niewiarogodnie olbrzymią kontrybucję w wysokości 1,750 miliarda marek, co doprowadziło tysiące rodzin żydowskich do skrajnej nędzy. Działania aparatu hitlerowskiego w zakresie grabieży mienia żydowskiego dotyczyły: zajęcia i zabezpieczenia majątku, konfiskaty i przepadku na rzecz Państwa Niemieckiego. Były też inne formy grabieży: haracz emigracyjny i 25% podatek „za ucieczkę z Rzeszy” emigrantów[18]. Poza dokumentacją policyjną pozostawało mienie po ofiarach zamordowanych w obozach zagłady, jak futra lub złote zęby oraz indywidualne grabieże, z których najbardziej spektakularną była grabież dzieł sztuki z kolekcji żydowskich, dokonywana głównie przez Goeringa.

 

W raporcie Szefa Służby Bezpieczeństwa Heydricha sporządzonym dla Goeringa wymienia się następujące straty: 191 spalonych synagog, 76 zdemolowanych synagog, 14 podpalonych lub zdemolowanych Domów Zarządów Gmin Żydowskich, domów przedpogrzebowych. Raport ten wymienia 815 zdemolowanych sklepów, 29 spalonych lub zdemolowanych domów towarowych, mówi o ofiarach: aresztowaniu 20.000 Żydów, śmierci 72 osób.[19]. W setkach miejsc członkowie paramilitarnego Sturmabteilung rozpalali ogniska, do których wrzucali sprzęty i książki z żydowskich domów. Goniono Żydów po ulicach, znęcano się nad nimi i bito. 30.000 Żydów aresztowano i przewieziono do obozów koncentracyjnych, gdzie wkrótce tysiąc z nich straciło życie[20]. Bojówki Sturmabteilung rozbijały szyby i witryny w żydowskich sklepach, rabowały znajdujące się w nich towary. W noc 9/10 listopada 1938 roku bojówki SA podpaliły i zniszczyły łącznie ponad 1000 synagog[21].

 

We Wrocławiu dowództwo „SS-Oberabschnitt Sudost”[22] odebrało o godz.109 w nocy z 9 na 10 listopada radiogram z „SS-Hauptamt” w Berlinie, nakazujący dowódcy sztabu nadodcinka SS, by niezwłocznie połączył się telefonicznie z mo­nachijskim hotelem „Vier Jahreszeiten” w celu odebrania pilnych instrukcji. W ślad za nim odebrano rozkaz sygnowany przez Reinharda Heydricha, skiero­wany do wszystkich placówek gestapo oraz lokalnych dowódców SS i SD, zawierający szczegółowe wytyczne dotyczące realizacji „demonstracji” antyży­dowskich w odwet za zamordowanie w Paryżu dyplomaty Ernsta vom Ratha.

 

Dokumenty pochodzące z wrocławskiego „SS-Oberabschnitt Sudost” wska­zują na

eksponowaną rolę dowódcy odcinka SS, którym był Wyższy Dowódca SS i Policji Erich von dem Bach – Zelewski przeniesiony do Wrocławia w 1936 r. z Królewca. W jego rękach spoczęła organizacja i reali­zacja pogromu, szczególnie okrutnego we Wrocławiu. Rolę von dem Bacha-Zelewskiego w wypadkach Reichkristallnacht ujawnił dopiero w 1951 roku Sauter, nadprokurator Sądu Krajowego Nurnberg-Furth. „Zarówno ze względu na swój urząd najwyższego dowódcy SS i policji na Śląsku – stwierdził nadprokurator we wniosku o wszczę­cie wstępnego śledztwa – jak również ze względu na szczególne więzy zaufania łączące go z Himmlerem, obwiniony wziął udział w sposób decydujący w 1938 roku w przygotowaniach do pogromu Żydów (Judenpogrom) w dniach 9/10 listopada 1938 roku. „Akcja” ta przebiegała na Śląsku bez zahamowań (reibungslos), bowiem obwiniony polecił podległym organom policji, by nie interweniowały podczas ekscesów. Po zakończeniu pogromu pełen dumy meldował Hitlerowi, że w pod­ległym mu okręgu dowodzenia HSSPF płomienie pochłonęły 80 synagog” Wszczęte po wojnie postępowanie karne przeciwko von dem Bachowi[23] nie objęło jednak jego udziału w pogromie Żydów w 1938 r.

 

Niespełna w godzinę po nadejściu do Wrocławia rozkazu o rozpoczęciu pogromu, około godz. 200 w nocy płonęła Nowa Synagoga, okazałe dzieło architekta Edwina Opplera z lat 1866-1871. „To replika ludności dla Żydów” – komentowały Breslauer Neueste Nachrichten dodając, że również na wroc­ławskim Rynku „roztrzaskały się sklepy i szyldy z nazwiskami Żydów” 145. Organ wrocławskiej NSDAP Schlesische Tageszeitung w artykule Jak Breslau rozliczył się z Żydami relacjonował przebieg demolowania sklepów i Nowej Synagogi przy ul. Łąkowej, której dopalające się ruiny około południa kilkoma ładunkami wysadzono w powietrze. Wysadzenie w powietrze ruin synagogi przez saperów (Pioniertruppen) był chyba jedynym tego rodzaju wypadkiem zaangażowania wojska w akcję wyburzania żydowskich obiektów sakralnych. W innych wypadkach ruiny synagog wyburzali bądź sami sprawcy podpalenia, bądź lokalne organy administracyjne, a które, paradoksalnie najczęściej zobowiązywały same wspólnoty żydowskie do usuwania ruin. „Wreszcie rozległa się jeszcze jedna eksplozja, by wysadzić ostatnie resztki filara środkowej części budowli – pisał organ NSDAP – potem już to, co w centrum niemieckiego Breslau wznosiło się zuchwale jako twierdza żydostwa, należało do przeszłości, a wraz z nim żydostwo w Niemczech” 146. Przebieg pogromu na całym Śląsku organ NSDAP komentował jako „głos ludu” i „sprawiedliwą miarę oburzenia”, przede wszystkim jednak wmawiał swym czytelnikom, że „akcje nie były wyrazem jakiegoś instynktu niskiego i wcale nie sprowadzały się do chęci plądrowania, lecz miały jedynie i wyłącznie dowieść Żydom, że skończyła się już nasza cierpliwość”147.

 

W dniu 9 listopada aresztowano sześciu spośród dziewięciu członków zarządu wrocławskiej gminy żydowskiej. Prezesem gminy był wówczas radca miejski Less, jego zastępcą – Willi Gluskinos. Schultheis wymienia następujące obiekty zdemolowane przez bojówkarzy we Wroc­ławiu w czasie Reichkristallnacht : 1) „Pinchas-Schul” im „Hoefchen” (gdzie zniszczono kilka zwojów tory), 2) „Glogauer-Schul” przy ówczesnej Gartenstrasse (dzisiejsza ul. K. Świerczewskiego), 3) „Sklower-Schul” przy ówczesnej Goldene Radegasse (dzisiaj ul. Złote Koło), liczącą około 160 lat, Synagoga pod Białym Bocianem przy ówczesnej Wallstrasse (dzisiaj ul. Włodkowica), Sala Modlitw w seminarium rabinów, „Landschul” przy ówczesnej Sonnenstrasse (ulica nie istnieje). Zdaniem tego autora nie zostały natomiast zdemolowane synagogi w „Rhediger Heim” (Szkole Żydowskiej) przy ówczesnym Rhediger Platz (placu Pereca) oraz synago­ga w Szpitalu Żydowskim przy dzisiejszej ul. Wiśniowej. Brak informacji o synagodze znajdującej się w „Zufluchtshaus” przy ówczesnej Willmannstrasse, fundacji radcy Fraenkela. Autor wymienił jeszcze „Wochentags-Synagoge” położoną w obrębie domu gminnego obok synagogi „Pod Bocianem”, która również została zdemolowana, a majątek w tej Synagodze skonfiskowano[24]. Wstrzymano się od jej podpalenia, gdyż pożar synagogi położonej w podwórzu ówczesnej Wallstrasse (ul. Pawła Włod­kowica) mógł przerzucić się na gęsto zabudowaną dzielnicę mieszkaniową wroc­ławskiej Starówki. Wiceprezes gminy żydowskiej Willi Gluskinos wspominał, że naziści w swym szale wcale nie pominęli wnętrza „Synagogi pod Bocianem”, bowiem wszystko tam zdemolowano. Powyrywano i podarto w strzępy zwoje Tory, ze ściany wyrwano srebrną szafę, wykradziono zawartość innych szaf.

 

Systematyczne demolowanie wszystkich żydowskich sklepów skończyło się 10 listopada, jednak w tym dniu rozpoczęto masowe aresztowania mężczyzn przez policję przy udziale SS-manów. Wśród aresztowanych znajdowali się rabini, chłopcy w wieku 14-16 lat, a nawet starcy. Deportowano ich do obozu w Buchenwaldzie. Poza niewielkimi wyjątkami aresztowano lekarzy, asystentów, męski personel i wszystkich zdolnych do marszu pacjentów w szpita­lu żydowskim na Krzykach. Dr S. Hadda, dyrektor szpitala żydowskiego, przypomniał, że była to już druga w tym roku akcja aresztowań niemieckich Żydów we Wrocławiu. Wcześniejsza miała miejsce 25 czerwca, kiedy rozzuchwaleni esesmani wtargnęli do mieszkań setek wrocław­skich Żydów i wywieźli ich do Buchenwaldu153. Szpital żydowski podjął normal­ną pracę po zwolnieniu lekarzy z obozu w początkach stycznia 1939 r. Odtąd jednak ani pacjenci nie byli już pewni swego losu, ani lekarze nie zdołali się uchronić przed ciągłymi szykanami154. Lekarz Alexander Walk z podwrocławskiej Miękini był wśród Żydów aresztowanych 10 listopada. „Z punktu zbornego wywieziono nas obok płonącej wielkiej synagogi we Wrocławiu i deportowano do Buchenwaldu . Kiedy widziałem płonącą świątynię, byłem przeświadczony, że musi to w końcu pociągnąć za sobą zagładę Niemiec”. Po około miesiącu wydano rozkaz zwolnienia z Buchenwaldu tych wszystkich, którzy mieli przy sobie zaświadczenie stwierdzające nadanie im Ehrenkreuz der Frontkampfer (Krzyża Honorowego Żołnierzy Frontowych), który swego czasu z rozkazu Hindenburga Hitler musiał nadać również żydow­skim żołnierzom frontowym. Godzi się wspomnieć, że „Krzyż Honorowy”, ustanowiony dekretem prezydenta Rzeszy Paula von Hindenburga z 13 lipca 1934 r., przekazał dr Wałkowi 15 grudnia 1934 r. „w imieniu Fuehrera i Kanclerza Rzeszy” landrat ze Środy Śląskiej. Zaświadczenie landrata o na­daniu Krzyża, przezornie zabrane przez Walka do obozu, stało się podstawą jego wcześniejszego zwolnienia z obozu koncentracyjnego w Buchenwal­dzie[25]. Do obozu w Buchenwaldzie deportowano w tych dniach około 2.200 Żydów, wielu z nich zmarło.

 

Autor artykułu jest wrocławskim Żydem na początku lat 90. XX wieku, który starał się przywrócić pamięć o Holokauście Żydów Wrocławskich. W 1992 roku udało mu po raz pierwszy po II wojnie światowej zorganizować przemarsz 9 listopada pamięci ofiar Reichkristalnacht. Było to w okresie, gdy z trudem można było znaleźć wzmiankę o historii niemieckiego Wrocławia. Mimo mszy pojednania w Krzyżowej 12 listopada 1989 roku, podczas której znak pokoju wymienili kanclerz Kohl i premier Mazowiecki, pomimo zakończenia wszelkich granicznych sporów polsko – niemieckich, niewiele mówiło się o przedwojennej historii Dolnego Śląska. Autor artykułu odbył w 1997 roku kilka spotkań z bł.p. prof. Karolem Joncą z Uniwersytetu Wrocławskiego, na którym profesor opowiadał o przygotowywanej książce o Reichkristallnacht, wspólnie zwrócili uwagę na konieczność przypomnienia tragicznej historii Żydów wrocławskich po 1935 roku. Autor artykułu poznał wówczas także prace prof. Franciszka Połomskiego[26] i prof. Alfreda Koniecznego[27], wiele rozmawiał na ten temat z dr Maciejem Łagiewskim. To były jedyne, jak się wydaje, osoby zainteresowane wówczas tą historią Reichkristallnacht we Wrocławiu.

 

Wiele lat wcześniej, w 1983 roku, autor artykułu w Krakowie zorganizował z grupką przyjaciół spacer (gdyż trudno to było nazwać marszem) od pl. Zgody, krakowskiego Umschlagplatzu do pomnika ofiar na terenie byłego obozu w Krakowie – Płaszowie. W czasie spaceru odczytywał odnalezione wspomnienia ocalałych. Uczestnicy marszu rozglądali się, czy nie zbliża się policyjna suka (samochód), bo mogli być potraktowani jako nielegalne zgromadzenie (obowiązywał wówczas jeszcze stan wojenny w Polsce). O ile wiadomo, teraz ten spacer przerodził się w uznany marsza pamięci krakowskich ofiar Holokaustu.

 

W 1995 roku autor artykułu postanowił zorganizować podobny marsz we Wrocławiu. Zarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu nie zgodził się by formalnym organizatorem takiego marszu była Gmina. Od 1992 roku we Wrocławiu działało Bractwo dla Poznawania Judaizmu, związek wyznaniowy, którego jednym z celów było zachowanie pamięci o Holokauście. W październiku 1995 roku autor artykułu, jako Starszy Bractwa uzyskał formalne pozwolenie na demonstrację – przejście chodnikami od ruiny Synagogi pod Białym Bocianem do ulicy Łąkowej, placu po Nowej Synagodze spalonej w noc 9/10 listopada 1938 roku. W 1995 roku 9 listopada wypadał w niedzielę, więc na szczęcie był mały ruch samochodowy. Ku zaskoczeniu organizatora marszu na dziedzińcu synagogi zebrał się tłum ok. 200 osób, a więc gdy pochód szedł na ulicę Łąkową, ten rozlał się na cała ulicę. Choć Bractwo zaprosiło do udziału w marszu kilku przedstawicieli władz Wrocławia, na ten marsz przyszedł jedynie wice-wojewoda wrocławski Andrzej Kalisz. Wśród maszerujących rozmawiano o potrzebie przywrócenia historii przedwojennej gminy żydowskiej, odczuwalna była satysfakcja z pierwszej publicznej demonstracji społeczności żydowskiej we Wrocławiu. Organizator marszu przyniósł dwie flagi: polską i izraelską, flaga izraelska pojawiła się pierwszy raz w powojennym Wrocławiu na ulicach miasta. Wówczas nikt z nas nie wiedział, że 9 listopada został wyznaczony jako Międzynarodowy Dzień Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem w 1988 roku.

 

W następnym roku marsz, zarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu, (którego autor artykułu był wiceprzewodniczącym), zgodził się na jego firmowanie. Trasa marszu była powiększona: zaczęto od płyty pamięci Bohaterów Getta Warszawskiego (postawionej w 1963 roku), przez dziedziniec Synagogi pod Białym Bocianem (miejsca skąd odbywały się deportacje Żydów wrocławskich do obozów zagłady) dalej na plac po Żydowskim Seminarium Teologicznym przy ul. Włodkowica. Autor artykułu przygotował wspomnienie o splądrowanym 9 listopada 1938 roku przez bojówki nazistowskie budynku Seminarium, gdy książki z biblioteki spalono w zaimprowizowanym ognisku (ta biblioteka liczyła ok. 40.000 woluminów). Potem uczestnicy marszu przeszli do placu po spalonej Nowej Synagodze przy ul. Łąkowej (wówczas jeszcze nie było pamiątkowej płyty). Na każdym z przystanków, z.b. kantor Henryk Traler odmawiał modlitwy wspominkowe: El Male Rachamim i Kaddisz. Na końcu marszu, przy ul. Łąkowej czekała grupa młodzieży narodowej. Gdy Chór Synagogi pod Białym Bocianem pod dyrekcją Stanisława Rybarczyka odśpiewywał jeden z Psalmów, skini głośno wykrzykiwali hasła antysemickie. Jak mi się wydaje, głośniejszym był Chór Synagogi. Skonsternowani byli dziennikarze radiowi i telewizyjni przybyli na uroczystość, nie wiedzieli, które wydarzenie jest większą sensacją. W Dniu Walki z Faszyzmem i Antysemityzmem przez następnych kilkanaście lat, w tym samym miejscu odbywają kontr-manifestacje grup polskich narodowców i obrońców Palestyny..

Od 1997 roku w uroczystościach przy pomniku pamięci ofiar Kristallnacht brali udział duchowni z Dzielnicy Wzajemnego Szacunku: protestanccy, prawosławni i katoliccy.

Wiosną 1998 roku autor artykułu zainicjował postawienie pomnika pamięci ofiar Reichkristallnacht we Wrocławiu. Wówczas kamienienie na płytę (skromny pomnik) ufundowało niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych dzięki staraniom wrocławskiego Konsula Generalnego

Niemiec w Polsce dr Rolanda Kliesowa, a władze Miasta Wrocławia z prezydentem Bogdanem Zdrojewskim uporządkowały teren przy ul. Łąkowej we Wrocławiu. Inskrypcje ułożył autor artykułu, relief Synagogi i liternictwo zaprojektował artysta plastyk Wiesław Zajączkowski, a tłumaczenia inskrypcji na język hebrajski dokonał prof. Jerzy Woronczak, projekt płyty wykonał A. Kaszen. Uroczyste osłonięcie płyty odbyło się w 60.rocznicę pogromu, 9 listopada 1998 roku. To rozwiązanie w postaci prostej kamiennej płyty wynikało ze skromnych możliwości Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu i tego, że formalnym właścicielem terenu było wówczas Miasto Wrocław. Dla autora artykułu sensacyjne były konsultacje z odpowiednią Komisją Rady Miasta Wrocławia dotyczące tekstu inskrypcji.(dotyczące stosowności słów Niemcy, hitlerowcy, wreszcie ustalono, że pogromu dokonali niemieccy faszyści). Od tamtych lat, co roku, Gmina Wyznaniowa Żydowska organizowała marsz Pamięci Ofiar Reichkristallnacht, niekiedy ograniczony do zgromadzenia przy postawionej w 1998 roku płyty przy ulicy Łąkowej. Autor artykułu chciał, by płyta stała się symbolem pamięci o Żydach niemieckich mieszkających we Wrocławiu przed II wojną światową.

 

Na granitowej płycie umieszczonej na ulicy Łąkowej, staraniem autora artykułu umieszczono inskrypcje w trzech językach: hebrajskim, polskim i niemieckim. Do 1998 roku była jedynym pomnikiem we Wrocławiu przypominającym niemiecką społeczność w tym mieście. W połowie 90. lat   XX wieku zdawało się, że we współczesnej Polsce ciągle trudno mówić o pojednaniu Polaków, Niemców i Żydów.   Wówczas udało się symbolicznie stworzyć pomost z pomocą słów między tymi. Narodami.

 

Historia terenów należących do Niemiec do 1945 roku jest historią tego państwa. Część terytorium Niemiec zostało przekazane Polsce mocą postanowień jałtańskich. Jak się wydaje, ciągle aktualne jest pytanie: jak i kto powinien upamiętniać historię tych ziem: Polacy czy Niemcy?. W 1998 roku pomost budowali Żydzi wrocławscy.

 

W 2005 roku Marsz Wzajemnego Szacunku od dziedzińca Synagogi pod Białym Bocianem do pomnika przy ul. Łąkowej poprowadziła Bente Kahan, aktorka i pieśniarka norweska, zamieszkała we Wrocławiu. Od tego roku, Fundacja Bente Kahan wraz ze oddziałem wrocławskim Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP organizuje obchody rocznicowe pamięci ofiar Reichkristallnacht, tematyczne wystawy, koncerty i przedstawienia teatralne zakończone Marszem Wzajemnego Szacunku. Od 2011 roku te instytucje organizują Dni Wzajemnego Szacunku zakończone marszem pod pomnik po Nowej Synagodze[3].

 

Plac po spalonej Nowej Synagodze we Wrocławiu jest miejscem demonstracji antyfaszystów i zwolenników tolerancji. Jest to także miejsce manifestacji polskich narodowców i obrońców Palestyny. Miejmy nadzieję, że będzie wyłącznie symbolem szacunku dla człowieka.

 

Wrocław, 24 sierpnia 2014

[1] Etapy przebiegu Holokaustu opisał Raul Hilberg w The Destruction of the European Jews, Quadrangle Books, 1961. Hilberg podzielił ten proces Zagłady Żydów Europejskich na następujące etapy: Etap I: zdefiniowanie, zagrabienie mienia, koncentrację. Etap II : operacje ruchomych grup zabijających, deportacje, stworzenie i funkcjonowanie centrów zabijania.

[2] Rul Hilberg The Destruction of the European Jews, Harper Torchbooks, 1961

[3] Wiek XX w źródłach, opr.M. Sobańska – Bondaruk, S.B.Lenard, PWN 2002

[4] Rozważania, co robić z kategorią “mieszańców (mischlingów)” zajmowały dużą część protokołu z tzw. Konferencji Wannsee odbytej 22 stycznia 1942 roku.

[5] Edwin Black: IBM i Holocaust, Muza 2001

[6] Jakub Zineman Historia Syjonizmu, PJP Publishing Kopenhaga 1979.

[7] Za http://www.wikiepedia.pl

[8] Za http://www.badzca.org

[9] Abracham Ascher „Oblężona społeczność”, VIA NOVA   2009

[10] Karol Jonca :Noc Kryształowa: i casus Herschela Grynszpana wyd. Uwr, 1998

[11] SD –   Sicherheitsdienst des Reichsführers-SS ( pol. Służba Bezpieczeństwa Reichsführera SS) – organ wywiadu, kontrwywiadu i służby bezpieczeństwa SS, działający w III Rzeszy w latach 1931–1945.

[12] Karol Jonca op.cit.

[13] A,Ascher op.cit

[14] Jw. Str 187

[15] http://www.rozbrat.org

[16] Ernst vom Rath uczęszczał do gimnazjum Marii Magdaleny we Wrocławiu, gdzie zdał maturę.

[17] Herszel Grynszpan nigdy nie stanął przed sądem, choć był w 1940 roku deportowany do Niemiec. Ostatnie wiadomości o nim pochodzą z obozu Sachsenhausen. (k.Jonca str.345). Do dzisiaj nie wiadomo czy i w jakich okolicznościach zginął. Rodzina Grynszpanów wegetowała w Zbąszynku jeszcze 1 stycznia 1939 roku, po czym dotarli do Astrachania. Brat Herszla – Mordechaj i jego rodzice po wojnie zamieszkali w Izraelu. Siostra Berta została zamordowana w Rosji przez Niemców w 1941 r.

[18] Franciszek Połomski, Prawo własności a tzw. „rozwiązanie kwestii żydowskiej” w Niemczech hitlerowskich, Wyd. UWr, 1991.

[19] Karol Jonca op.cit. str. 208

[20] Martin Gilbert „Noc Kryształowa”, preludium do zagłady.

[21] Abracham Ascher op.cit.

  • 138 [22] Biura SS-Oberabschnitt Sudost we Wrocławiu znajdowały się w dzielnicy Krzyki, począt­kowo przy dzisiejszej ul. Jaworowej 34, następnie przy ul. Jarzębinowej 14.

 

[23]Von dem Bach dowodził oddziałami SS i Osttrupen które krwawo stłumiły Powstanie Warszawskie w 1944 roku. Zmarł w więzieniu w 1972 roku.

[24] Por. Schultheis, Die Reichskristallnacht in Deutschland, Bad Neudstadt a.d.Saale 1985., s. 232-233

[25] jw. Str 183

[27] Alfred Konieczny: Tormersdorf-Gruessau-Riebnig, Obozy przejściowe dla Żydów Dolnego Śląska z lat 19411943, wyd. Uniwersytet Wrocławski 1997.

Mykwa we Wrocławiu

Mykwa w budynku przy ul Włodkowica 9 we Wrocławiu.

Mykwa we Wrocławiu w budynku przy ul. Włodkowica 9 jest jedną z nielicznych zachowanych oryginalnych obiektów w tej części Europy. Obok wrocławskiej wiadomo o mykwie w Berlinie, zbudowanej w 1902 roku jako siedziba Bna’i Brith przy ul. Joachimstaler Strasse 13, funkcjonuje obok ortodoksyjnego szul. W czeskiej Pradze funkcjonuje mykwa przy ulicy Szerokiej 13, przy synagodze Pinkasa. O ile autorowi wiadomo, na obszarze obecnej Rzeczpospolitej, wrocławska mykwa jest jedynym obiektem, który ma dwa oddzielne baseny. Jest unikalnym obiektem, zbudowanym na przełomie XIX i XX wieku. Inne takie obiekty, o ile zostały wzniesione w tej części Europy były zniszczone podczas II wojny światowej lub zrujnowane w czasie rządów PRL.

Do 1901 roku Kahał wrocławski mieścił się w budynku usytuowanym na rogu ul. Krupniczej kompleksu budynków odbyło się w latach 1900-1901. Budynek mykwy we Wrocławiu znajduje się w lewej oficynie budynku przy ulicy Włodkowica 9. Był to główny budynek zarządu Gminy Żydowskiej, tutaj znajdowały się biura zarządu, biura rabinatu, archiwum, skarbiec, mieszkania rabinów i in. Po II wojnie światowej użyczono Zrzeszeniu Religijnemu, (potem nazwę zmieniono na Kongregacja Wyznania mojżeszowego).

Użyczona część obejmowała niskie i wysokie piwnice, parter i wysokie piętro lewej oficyny budynku przy ul. Włodkowica 9. Ta część obejmowała również budynek łaźni rytualnej , która była użytkowana do 1968 roku, potem opuszczona ulegała dewastacji i powolnemu procesu rujnacji. Po zaprzestaniu użytkowania łaźni rytualnej, kanalizacja z pomieszczeń mieszkalnych położonych na I,I i III piętrze została poprowadzona do pomieszczenia mykwy.
W 1996 roku Zarząd Gminy stwierdził, że pomieszczenia łaźni rytualnej były zalane fekaliami do wysokości ok. 1,5 metra. Zarząd postanowił natychmiastowe opróżnienie pomieszczeń łaźni przez odpowiednią firmę, resztki nieczystości usunęli pracownicy i wolontariusze.

Obecnie część zespołu budynków jest własnością Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP i użytkowana przez Oddział tego Związku we Wrocławiu. Mocą ustawy z 1997 roku o „stosunku Państwa do gmin wyznaniowych żydowskich w RP”, ta część budynku stała się własnością Gminy. Pomieszczenia łaźni rytualnej pozostają nadal zrujnowane. Przekazany społeczności żydowskiej jest do dzisiaj. Pozostała część oficyny, będąca własnością Gminy jest zagospodarowana na I piętrze przez czynną bez przerwy stołówkę koszerną (z wyjątkiem okresu II wojny światowej) oraz restaurację (w części parterowej i piwnicznej). Niski parter budynku zajmują pomieszczenia mykwy, i sanitariaty, wysoki parter stołówka koszerna oraz Dom Modlitw, inaczej zwany Szulem. Na II piętrze znajdują się biura Oddziału wrocławskiego ZGWŻ i biuro oraz mieszkanie rabina. II piętro jest formalnie dzierżawione od Miasta Wrocław. W oficynie budynku przy ul. Św. Antoniego 24 znajdowała się od 1796 roku synagoga Zum Tempel, formalnie prywatna, wzniesiona przez Pierwsze Bractwo maskilów (powstałe w 1780 roku „dla wspomagania w chorobie, smutku i radości, umacnianie wiary religijnej”) . Do 1972 roku synagoga Zum Tempel i Synagoga pod Białym Bocianem były zarządzane przez liberalny odłam Żydów wrocławskich i zapewne były połączone dróżką. Tym kierował się projektant Synagogi pod Białym Bocianem,
umieszczając wejścia do budynku w ścianie zachodniej .Budynek mykwy, zbudowany został przy ścianie zachodniej łącznika wraz z murem otaczającym od zachodu pierwotny budynek Synagogi. Ten mur, postawiony jak się wydaje także w 1900 roku, odcinał przestrzeń ortodoksyjnej wówczas Synagogi pod Białym Bocianem od liberalnej Synagogi Zum Tempel.

Rys. 1. Plan kwartału budynków między ul. św. Antoniego i ul. Włodkowica.
Objaśnienia: nr 1 – Synagoga pod Białym Bocianem, nr 2 – Budynek Zarządu Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich Oddział we Wocławiu, nr 3 – główne wejście do Synagogi pod Białym Bocianem do 1900 roku, nr 4 – Synagoga Zum Tempel

Mykwa z hebrajskiego to „zbiornik wody”, jest basenem z czystą wodą dla zanurzania się w nim zgodnie z wymaganiami żydowskiego rytuału. Zasadom rytualnego zanurzania (kąpieli) poświęcony jest traktat Niddah Talmudu Babilońskiego i Tosefta do niego a także traktat Mikvaot. Basen dla celów mykwy powinien: zawierać wystarczającą ilość wody, aby dana osoba mogła się zanurzyć w całości, dalsze przepisy mówią o ilości, co najmniej 40 se’ah (250-1000 litrów) i mieć głębokość co najmniej 120 cm. Woda (tak zwana „żywa) musi pochodzić z naturalnych źródeł, a więc może to być: woda z rzeki, deszczówka lub woda ze stopionego śniegu, Do basenu woda powinna wlewać się jedyne grawitacyjnie przez korytka, nie przez rury. Do basenu zawierającego „żywą” wodę w ilości mniejszej 40 seah, można dodać inny basen z pewną ilością wody zwykłej (np. z miejskiej wody), drugi basen po uzupełnieniu do 4o se’ah także będzie mykwą .

Budynek mykwy jest jednopiętrowy, znajduje się we północno – wschodnim narożniku zespołu budynków, tj. Synagogi pod Białym Bocianem i budynku zarządu. Częściowo jego pomieszczenia usytuowano w łączniku pomiędzy Synagogą pod Białym Bocianem i budynkiem zarządu. Szatnia i umywalnie są w piwnicy w budynku zarządu Gminy, właściwa Baseny mykwy i sauna znalazły miejsce w osobnym, przyległym, parterowym budynku..

Rys. 2. Plan mykwy przy ul. Włodkowica 9 we Wrocławiu.
Objaśnienia. W górnej, zaznaczonej na żółto części znajduje się wejście do przedsionka Synagogi pod Białym Bocianem. Kierując się na prawo, wejdziemy do sali Synagogi, kierując się na lewo i schodząc do poziomu toalety damskiej, naprzeciwko znajdziemy wejście do mykwy. Kolorem niebieskim zaznaczono pomieszczenie dla koszerowania naczyń. Zostało ono przebudowane na WC dla Pań w czasie odbudowy Synagogi. W pozostałej części rysunku wykorzystano projekt opisany w przypisie nr 6. Pozostałe pomieszczania opisano w dalszej części.

Do pomieszczenia szatni prowadzi główne wejście, poprzez bramę w łączniku Synagogi. Po przejściu przez bramę, schody prowadzą w dół, gdzie po prawej jest obecnie wejście do pomieszczenia obecnej damskiej toalety w łączniku, po lewej stronie znajdują się drzwi do mykwy.

Klientki/klienci mykwy wchodzili najpierw do pomieszczenia szatni i umywalni. Tutaj klientki zdejmowały wszystkie okrycia, myły się w jednej z trzech kabin w wannami. W kabinach, prawdopodobnie znajdywały się toaletki z lustrem i przyborami takimi jak nożyczki, grzebienie itp. To przygotowało kobietę do tewilah (rytualnego zanurzenia) . Szatnia była, jak się wydaje, jednocześnie siedzibą tikerin (łaziebnej). W ścianie południowej, blisko południowo -wschodniego narożnika znajduj się otwór. Być może było to okienko wychodzące na klatkę schodową prowadzącą do sali Domu Modlitw i kuchni koszernej. Wówczas kobiety czekające w kolejce na zanurzenie w mykwie, mogły czekać na swój termin w sali byłej kuchni koszernej, która znajdowała się na parterze budynku lub w Szulu. Jak się wydaje, to okienko mogło służyć do kontaktów między tikerin a klientkami przed wejściem do mykwy, należało wcześniej uzgodnić czasu wejścia do łaźni, zapłaty za usługę itp.. Inną możliwością było umawianie się po prostu przez drzwi mykwy, wówczas można było czekać na swoją kolej na balkonie Synagogi. Wzdłuż dwóch ścian: wschodniej i północnej tego pomieszczenia do 2000 roku były drewniane szafki na ubrania i inne przybory.

Pomieszczenie szatni ma trzy prostokątne, wysoko umieszczone trzy okna (obecnie zamurowane) wychodzące na dziedziniec budynku zarządu. Plan mykwy pokazano na rys. nr 2. Pomieszczenie na niskim parterze ma kształt zbliżony do kwadratu o długości 8,58 m i szerokości 7,20m. W nim wydzielono: szatnię o szerokości 7,1 m i długości 8,6 m. Wysokość pomieszczenia wynosi 3,74 m, nad jego stropem znajduje się sala Domu Modlitw. W środkowej części szatni strop podpiera żeliwna kolumna, z bazą i głowicą neo-romańską. Ta sama kolumna podpiera strop w sali Domu Modlitw na wysokim parterze budynku.

Ściany pomieszczenia garderoby są tylko otynkowane, wszystkie pozostałe pomieszczenia na ścianach mają, jako wykładzinę ścian z płytek klinkierowych białego koloru, ze wzorem cegły układanej naprzemiennie , ułożone do wysokości około 2 m. Taka sama wykładzina stanowi elewację budynku zarządu od strony dziedzińca. W tych pomieszczeniach powyżej wykładziny ceramicznej, ściana jest otynkowana.

Ceramiczne płytki, którymi jest wyłożona podłoga mykwy są w dużej części zachowane. Płytki w części garderobianej maja kształt białych prostokątów ze ściętymi rogami, wypełnionymi małymi prostokątnymi płytkami z rysunkiem ośmiolistnego kwiatka. Płytki w części właściwej mykwy są prostokątne, białe, ukośnie karbowane.

Do garderoby przylega pomieszczenie wymiennika pary (gorącej wody) na ciepłą wodę. Obecnie przerdzewiały kocioł wymiennika jest pochylony i oparty o ścianę.

W pomieszczeniu garderoby wydzielony jest rząd trzech kabin o długości 2, 93 m i różnych szerokościach: szerokość pierwszej kabiny to 2,59 m, drugiej 2,15, trzeciej 2,27 m. W każdej kabinie jest wanna. Wanny północna i południowa (zewnętrzne) posiadają wejście z dwoma kamiennymi schodkami. Prawdopodobnie ma to ułatwić niskim lub niepełnosprawnym osobom wejście do tej wanny.. Każda z wanien ma długość 0,85 m i szerokość wewnętrzna 0,68 m, głębokość 0,44 m. W każdej wannie jeden z krótszych boków ma kamienne parcie pod kątem około 45 stopni. Każda z wanien ma otwór wlotowy wody na wys. ok. 0,4 metra i otwór wylotowy na dnie wanny. Wanny są wyłożone wewnątrz i z zewnątrz niebieskimi kafelkami w białym obrzeżem. Z każdej kabiny były przejścia do właściwej mykwy.

Po zdjęciu i schowaniu odzieży, klientka wchodziła przez drzwi do jednej z trzech kabin z wannami, w których przygotowywała się tj. zdejmowała makijaż, obcinała paznokcie itp. oraz myła się przed zanurzeniem w basenie mykwy.

Druga, część to właściwa mykwa w rzucie o kształcie wydłużonego prostokąta: o szerokości 6,30 m i długości 12.90 metra i przylega dłuższym bokiem do pomieszczenia szatni. W tym pomieszczeniu są przyległe do ściany zachodniej, centralnie umieszczone, baseny dla kąpieli rytualnych i basen na „żywą wodę”, z aneksem przylegającym do ściany południowej. Ten aneks jest przeznaczony na pomieszczenie „parówki”, czyli sauny. Sufit pomieszczenia jak się wydaje, był wykonany ze szklanych tafli, z których każda ma bok ok. 0,3 m i są osadzone w żelaznej kracie. Nad sufitem umieszczono także wykonany z kraty żelaznej wypełnionej szklanymi płytami spadzisty dach, najniższy w części wschodniej (stykającej się z budynkiem zarządu). Na szczycie dachu, w odpowiedniej odległości umieszczone są trzy wywietrzniki.

Prawdopodobnie woda deszczowa zbierana z tego dachu była „żywą wodą” dla potrzeb mykwy. Ta woda zbierana była w północno wschodnim narożniku pomieszczenia, ponad dachem, spadała rurą żeliwną o średnicy ok. 0,12 m do wnętrza mykwy. Od głównej rury, wewnątrz pomieszczenia dołączona jest na wysokości ok. 1,9 m druga, równoległa taka sama rura połączona podwójnym kolankiem skierowanym do góry, kolanko i obie rury w tym dopływie mają tę samą średnicę. Pod podłogą mykwy biegną, prawdopodobnie kamienne tuneliki: jeden biegnie wzdłuż ściany wschodniej, od niego prowadzą dwa: każdy do jednego z dwóch basenów.

Mykwę stanowią trzy przylegające do siebie baseny. Jeden, okrągły, umieszczony centralnie był prawdopodobnie zbiornikiem na „żywą wodę”. Ma on kształt odwróconego walca o zmiennym promieniu: 0,75 od północy i 0,60 od południa, wysokość tego zbiornika wynosi 3,16 m, z nieco mniejszym promieniem przekroju przy dnie basenu. Basen ten ma we wschodniej części ma kamienny otwór wlotowy w kształcie dzioba na wysokości 0,29 m, licząc od poziomu posadzki, wewnętrzna średnica otworu wynosi 0,04 m, zewnętrzna 0,12 m. W tym basenie znajdują się dodatkowe, okrągłe otwory: jeden usytuowany na wysokości ok. 0.35 m od krawędzi basenu, przebity do prawego basenu, drugi na wysokości ok. 0,1 m przebity do lewego basenu.

Powyżej poziomu posadzki, cały systemu trzech basenów ma nadmurówkę o wysokości jednego kafelka tj. 0,3 m. Ta nadmurówka zapobiega zalewaniu zbiorników mykwy przez wodę w innych części pomieszczenia. Nadmurówka jest wyłożona białymi płytkami ceramicznymi, z wyjątkiem lewego basenu, gdzie ma żółty kolor. Niezależnie od tego, podłoga posadzki w części, gdzie znajdują się baseny, jest usytuowana wyżej o ok. 0,2 m od poziomu podłogi w pozostałej części mykwy.

Rys. nr 3. . Przekrój poprzeczny przez budynek sauny. Objaśnienia: do mycia wstępnego wykorzystywano wanny – zaznaczone literą F, w sąsiednim pomieszczeniu baseny do zanurzeń rytualnych zaznaczono literą A i kolorem fioletowym, basen dla „żywej wody” oznaczono literą B i kolorem żółtym. Kanał oznaczony literą C nie ma wyjaśnionego przeznaczenia. Literą E zaznaczono wejście do sauny.

Wzdłuż schodków i stykającej się z nią ścianką basenu widoczne są mocowania uchwytów dla poręczy. Wewnętrzne ściany obu basenów dla kąpieli rytualnych są wyłożone niebies płytkami ceramicznymi z czarnym wzorem po przekątnej. Basen ma widoczne podparcia dla grzejników ogrzewanych gorącą wodą.

Prawy basen mykwy, w kształcie prostokąta, jest zagłębiony w stosunku do poziomu posadzki o 1,17 m, przy czym zaznaczona wysokość wody wynosiła ok.1,07 m. Długość basenu wynosi 3 m, szerokość 1,37 m. Do basenu prowadzi od strony północnej sześć stopni. Jak opisano wyżej, w ścianie przylegającej do basenu z żywą wodą jest wykonany jeden otwór na wysokości ok. 0, 35 m od krawędzi basenu. Przy ścianie południowej basenu znajduje się, wychodząca z posadzki, skierowana do basenu, zagięta pod kątem 45 stopni rura żeliwna o średnicy 0.24 m., zmniejszona przy wlocie do średnicy 0,15 m. .
W ściance pomiędzy basenami znajdują się następujące otwory: na wysokości ok. 0,8 m otwór o średnicy ok. 0,12 m, inny odległy od dna basenu o 0,3 m półokrągły, o średnicy ok. 0,1 m. oraz drugi półokrągły, o większej średnicy przy dnie basenu.

Stanowiący zwierciadlane odbicie basen lewy (południowy) mykwy, przy czym jego szerokość wynosi 1,53 m. W ścianie wschodniej, obok basenu z żywą wodą, w jej środkowej części znajdują się dwa okrągłe otwory: jeden na wysokości 0,2 m od krawędzi, drugi na wysokości 0,2 m od dna basenu. W dnie basenu, blisko centralnego, okrągłego basenu znajduje się otwór z zaworem dla spustu zabrudzonej wody.

W ściance wschodniej basenu znajduje się rura na wysokości ok. 0,3 m dla odprowadzenia wody do kanalizacji. Analogicznie jak w basenie północnym, przy przeciwnej ścianie basenu znajduje się, wychodząca z posadzki, zagięta pod kątem 45 stopni rura żeliwna o średnicy ok. o,25 m.

Określenie jednoznacznie, które otwory służyły dla przepływu wody, a które były wykute dla mocowania uchwytów, jest możliwe po ich oczyszczeniu. Jednak można jednoznacznie stwierdzić, że półokrągłe otwory, o dużej średnicy służyły do przepływu wody między basenami.

Oba baseny posiadają w szczątkowej postaci ogrodzenia, które zapobiegały wpływaniu wody z poziomu posadzki mykwy.

Obieg wody, sposób mieszania jej z wodą z kranu (także z wodą gorącą) nie jest jasny, gdyż instalacje wodne przebiegają pod posadzką. Według autora „woda żywa” była gromadzona w zbiorniku na dachu mykwy, do której dodawano być może wodę z innych dachów. Woda z dachu mykwy spływała przez grubą rurę w ścianie północnej wewnątrz mykwy. Nie jest jasne przeznaczenie drugiej, równoległej grubej rury odwróconym kolankiem, być może było to odpowietrzenie systemu doprowadzenia wody. Z dachu „woda żywa” wpływała do okrągłego bor (zbiornika) na środku mykwy przez widoczny do dzisiaj otwór. Według tradycji rabinicznej (minhag) objętość bor – basenu z „żywą wodą powinna wynosić co najmniej 40 seah tj. 250 –1000 litrów, wg http://www.wikipedia 575 litrów. Objętość okrągłego basenu to ok. 460 litrów, czyli nieco mniej niż wymagają tego obecne źródła rabiniczne. Zgodnie z wymaganiami rabinicznymi dopływ wody do basenu nie powinien odbywał się przez rurę żeliwną, lecz przez kamienny kanał. Przebieg tego kanału we wrocławskiej mykwie nie jest w zupełności czytelny, gdyż w całości skrywa go podłoga, widoczny jest jedynie jego wylot (zaznaczono go na rysunku nr 2 przerywaną linią).

Przed oznaczoną godziną, otwierano odpowiednie krany i wpuszczano „wodę żywą” do obu basenów, po czym uzupełniano te baseny zwykła wodą i ciepłą wodą stosownie do temperatury otoczenia i wymagań klientów.. Długość obu prostokątnych basenów wynosi 3 metry, co zapewnia możliwość „koszernego zanurzenia” w mykwie nawet dla wysokiej osoby. Osobno można było zamówić rozgrzanie ciała w saunie. W ciągu tygodnia uzupełniano baseny odpowiednio czystą wodą przez „wygięte rury” nad poziomem posadzki. Gdy woda była zanieczyszczona, całkowicie opróżniano baseny, myto je i od nowa napełniano wodą.

Z sauny (parówki) korzysta się przed zanurzeniem w mykwie, dla oczyszczenia wszystkich porów skóry z zanieczyszczeń, stąd bywają one częściami mykwy. Jak wspomniano, do ściany południowej pomieszczenia z basenami przylega pomieszczenie „parówki” o wymiarach 3,5 m x 3 m, z otworem w ścianie południowej o wymiarach 0,5x 0,5 m. Do tego małego otworu przylega „skrzynia” w której umieszczone są kamienie (widoczne jeszcze dzisiaj), rozgrzewane przed przybyciem klientów, a po ich przybyciu polewane wodą. W ten sposób pomieszczenie wypełniało się parą. Przy jednej ze ścian stały do niedawna ławki ułożone amfiteatralnie, a co jest jeszcze widoczne na ubytkach tynku na ścianach parówki.
W głównym pomieszczeniu mykwy, w pobliżu sauny znajduje się kratka ściekowa.

Drugie, pomocnicze wejście do mykwy znajdowało się obok sauny i prowadziło na małe, wewnętrzne patio budynku przy ul. Włodkowica 9. Na poziom patio prowadzi do góry kilka stopni. W przejściu, przed schodami znajduje się prostokątny otwór do kanału wody deszczowej.

Na ścianie północnej zamocowane są rurki i urządzenia dla dwóch pryszniców, używanych, jak przypuszcza autor po zanurzeniu w mykwie.

W ścianie wschodniej, przy północnym narożniku znajdowały się dwa otwory drzwiowe prowadzące do sąsiedniego, niewielkiego pomieszczenia. Jak pamięta autor, w tym pomieszczeniu znajdowało się kilka kamiennych basenów, prawdopodobnie dla mycia garnków itp. Do tego pomieszczenia, widocznego na rys. 2 i oznaczonym jako „mykwa dla naczyń” prowadziło główne wejście z łącznika między Domem Zarządu a Synagogą. Obecnie znajdują się w tym miejscu damskie toalety.

Umówione klientki, jak opisano wcześniej, przychodziły do mykwy przez schody od strony łącznika z budynkiem synagogi, z wejściem w ścianie północnej garderoby. Po rozebraniu się i przygotowaniu, myły się w jednej z dwu kabin z wannami, a potem mogły skorzystać z sauny. Po wstępnym umyciu się, kobiety przechodziły do jednego z basenów mykwy. Po zanurzeniu w mykwie, i odmówieniu odpowiednich błogosławieństw obmywały się pod jednym z natrysków w ścianie północnej, po czym ubierały się w garderobie.

Czy i gdzie znajdywały się we wnętrzu mykwy sanitariaty, trudno określić. Zachowały się zdemontowane, prowizoryczne konstrukcje dwóch sanitariatów ze spółeczkami, jak się wydaje z okresu po II wojnie światowej.

Obsługa basenów i urządzeń mykwy wymagała 1-2 pracowników dla: otwierania i zamykania odpowiednich zaworów dla przepływy wody, mieszaniu „wody żywej” z wodą z kranów miejskich. Obsługa wytwarzała parę do sauny. Dużo pracy wymagało utrzymanie całości pomieszczeń w odpowiednim porządku i czystości.

Konstrukcja mykwy w budynku przy ul. Włodkowica wydaje się sprzyjająca wygodzie klientek, także ułatwiała pracę obsłudze. Oświetlenie głównej sali przez szklany dach, liczne rury i zawory, podgrzewanie wody w wymienniku świadczą o przemyślnej i dobrej architekturze i funkcjonalności tego budynku, a także wykorzystaniu nowoczesnych materiałów i technik z końca XIX wieku.

Jak się wydaje, mykwa w budynku Zarządu przy ul Włodkowica 9 nie była jedyną taką instytucją we Wrocławiu. Stosownie do populacji Żydów we Wrocławiu mogło być ich kilka, mykwa przy ul. Włodkowica 9 była, jak się wydaje, używana przez zamożniejszą część społeczności. Z danych statystycznych wynika, że w okresie osiągnięcia przez społeczność żydowską we Wrocławiu maksymalnej ilości jej członków tj. 30.000, mykwy powinny mieć ponad 20 klientek dziennie.

Ze wspomnień seniorów- członków gminy uczęszczających do mykwy do 1968 roku wynika, że była ona miejscem nie tylko rytualnych obmywań, ale także spotkań towarzyskich, których częścią był poczęstunek z odpowiednio koszerną wódeczką.

Stan pomieszczeń i wskazania konserwatorskie.

Jedno z pomieszczeń – obok wejścia do mykwy, dawne miejsce koszerowania naczyń, zostało przebudowane w 2008 roku na damską toaletę w ramach odbudowy Synagogi. W pozostałych obiektach składających się na mykwę stan budowlany jest bardzo zły. W pomieszczeniu garderoby są zamurowane okna (z wybitym niewielkim otworem na dziedziniec Synagogi), w piec wymiennika ciepła jest obalony i wciśnięty w drewnianą ścianę. Sala pomieszczenia z basenami jest dość dobrze zachowana z wyjątkiem sufitu i dachu. Konstrukcja metalowa świetlików jest przerdzewiała, w większości świetliki pozbawione są szyb. Dach mykwy jest obecnie zabezpieczony niebieską folią budowlaną, co ma chronić mykwę przed opadami.

Wszystkie pomieszczenia pozbawiane są całego wyposażenia ruchomego i elementów drewnianych, jak stolarka drzwiowa i okienna, szafki na ubrania, siedzenia w saunie itp.. Powodem tego było zalanie w latach 1970-1975 wszystkich pomieszczeń mykwy fekaliami z kanalizacji mieszkań w tej części budynku.. Po uprzątnięciu fekalii w 1986 roku wszystkie sprzęty wyrzucono wyspecjalizowanym transportem dla uniknięcia zagrożenia sanitarno – epidemiologicznego.

Według autora możliwe są następujące rozwiązania dotyczące rewaloryzacji lub przebudowy pomieszczeń mykwy:
1. Odbudowanie i wyposażenie pomieszczeń w pełni zgonie z ich pierwotnym przeznaczeniem, to znaczy na łaźnię rytualną. W tym celu należy
a. Dokonać pełnej inwentaryzacji pomieszczeń i stanu instalacji: oświetlenia, wodnej, wentylacji itp.;
b. Wykonać projekt mykwy w konsultacji z osobą mającą odpowiedni autorytet rabinacki w zakresie projektowania i eksploatacji mykwy. Projekt winien uwzględniać możliwości współczesnych technologii i urządzeń (np. ogrzewania pomieszczeń, dostawy ciepłej wody, oświetlenia itp.)
c. Dokonać remontu pomieszczeń zgodnie z projektem.
2. Stworzoną w 1997 roku koncepcję Pracowni Architektoniczno – Konserwatorskiej Archikon wraz z autorem niniejszego opracowania nieco innego wykorzystania pomieszczeń – to znaczy niezależnie od realizacji koncepcji według punktu 1, w pomieszczeniach garderoby urządzić:
a. „Salę do kinozyterapii połączoną z rozbieralnią dla 12 osób;
b. stanowisko dla pielęgniarki lub instruktora – rehabilitanta
c. w kabinach z wannami zaprojektować kąpiele perełkowe i sztuczne (uzyskiwane przez dodanie do wanny środka leczniczego w postaci płynnej lub stałej, np. borowiny)
d. w pomieszczeniu przewidziano także boksy dla masażu suchego.
e. wykorzystaniu istniejącego pomieszczenia sauny zgodnie z jej pierwotnym celem.”
f. wykorzystaniu natrysków zgodnie z ich pierwotnym celem (po dostawieniu boksów);
g. pozostała część mykwy, a przynajmniej jeden z basenów odpowiednio odrestaurowany, pełniłaby nadal funkcję mykwy.
Jako projekt alternatywny proponowano, aby pomieszczenie garderoby wyposażyć w urządzenia do uprawiania fitness lub innych zajęć rekreacyjnych.;
3. Przebudowę całości pomieszczeń dla potrzeb kawiarni (restauracji);
4. Zburzenie wszystkich pomieszczeń i zbudowania w tym miejscu innego obiektu..

Należy przy tym pamiętać, że eksploatacja pomieszczeń mykwy (niezależnie od kosztów jej restauracji) niesie ze sobą wysokie opłaty eksploatacyjne: ogrzewanie, ciepła wodę itp.. Dla autora tekstu najbardziej wydaje się korzystne rozwiązanie 2, jako łączące potrzeby współczesnej społeczności nie tylko żydowskiej – z tradycją miejsca.
Autor dziękuje mgr inż. arch. Joannie Kościuk z Biura Projektów i Pracowni Architektoncznej „Archikon” z Wrocławia za zezwolenie z kopiowania i korzystania z rysunków wykonanych w tym Biurze Projektów.

Jerzy Kichler
czwartek, 3 lutego 2011

Jakub i szatan

Jakub i szatan.
Berejszit: 32:29 ( parsza Wajiszlach).
„Jakub zaś pozostał sam. I mocował się z nim pewien mąż aż do wzejścia zorzy. A gdy widział, że go nie przemoże, uderzył go w staw biodrowy i zwichnął staw biodrowy Jakuba, gdy się z nim mocował. I rzekł: Puść mnie, bo już wzeszła zorza. Ale on odpowiedział: Nie puszczę cię, dopóki mi nie pobłogosławisz. Wtedy rzekł do niego:Jakie jest imię twoje? I odpowiedział: Jakub. Wtedy rzekł: Nie będziesz już nazywał się Jakub, lecz Izrael, bo walczyłeś z Bogiem i z ludźmi i zwyciężyłeś. A Jakub zapytał, mówiąc: Powiedz mi, proszę, jakie jest imię twoje? Na to odpowiedział:Dlaczego pytasz o imię moje? I tam mu błogosławił.”
[tłumaczenie :Biblia warszawska, Księga Berejszit, parsza Wajiszlach, 32: 24-29}.

Ten tekst przypomina sprawozdanie z ringu zapaśniczego. Komentator tej sceny może krzyczy podniecony ” Proszę państwa, walka zapaśnicza trwa całą noc. Na macie dwóch czempionów: jeden to znany z innych zmagań, z wielu ringów – to Jaakow syn Izaaka. Jak wiadomo już jako młodzieniec wygrał podstępem rozgrywkę o pierworództwo z bratem Esawem, potem dał pokaz siły przy studni w Aram Nahraim. Drugi zawodnik ukrywa twarz, nikt go nie rozpoznaje, to zawodnik w masce. W tłumie kibiców trwa zawzięta dyskusja – kim jest ów nieznany zawodnik. Padają różne hipotezy. Jeden z kibiców krzyczy: wystarczy przeczytać z Tory, tam jest napisane, ten zawodnik nazywa się „isz – nikt”. Drugi pyta, „kim jest ten nikt?”
Na to pytanie żydowscy dają różne odpowiedzi.Rabin Sacha Pecaric odpowiada w swym tłumaczeniu – ten „nikt – to obcy. Wielki średniowieczny Rabin Raszi (1040-110) komentuje to tak: wysłannik Esawa, chciał pokonać Jakowa podstępem, przed jego spotkaniem z bratem.
Greccy i łacińscy tłumacze Biblii mówią, że to po prostu waleczny mąż (w Wulgacie „vir”).
Wróćmy do naszego sprawozdania z zapasów:
„Jeden z kibiców, który jest malarzem krzyczy: ależ to anioł, przecież muszę go jakoś namalować! Drugi krzyczy mu w odpowiedzi: głupcze, czy nie znasz iterpretacji rabiego Raszi: ta część tekstu Tory , parasza WAJISZLACH zaczyna się od tych właśnie słów: „A Jakub też poszedł drogą swoją i spotkali go aniołowie (hebr. malachim) Boży” [tłum. jw.]. Aniołowie mieli grać rolę rozjemców, mówili o dobrej woli Jaakowa, o jego darach dla Esawa, lecz wrócili z niczym. Przynieśli wiadomość „lecz on już idzie na twoje spotkanie, a jest z nim czterystu mężów” [tłum.jw.]. Nieco dalej, w wierszu 25, mówi Tora, że z Jaakowem nie mocował się anioł (hebr. malach), lecz był to „zawodnik w masce”, nikt, obcy). Nie był to anioł, lecz szatan. Współczesny rabin Abracham Twerski (urodzony w 1930 roku w USA), pisze za mędrcami Talmudu „Ów ‘mąż’, lub ‘ktoś’ mógł okazać się poganinem, lecz równie dobrze wielkim mędrcem. Jak wiadomo, opinie żydowskich myślicieli mogą się istotnie różnić: może to był anioł, a może szatan. Przebiegły szatan podszywa się pod różne postacie: wroga wszelkiej religijności – jako świecki uczony. Czasem nawet ubiera szaty czcigodnego(świętego) mędrca. Lecz to, co czyni w sposób oczywisty pokazuje, że jego celem jest podważanie wartości biblijnych. Na przykład korupcja ma wiele twarzy, także pozornie idealistyczne przemowy – często nie są niczym innym, niż moralną degeneracją lub jadowitymi słowami”.
Popatrzmy znowu na matę zapaśniczą – zawodnicy zastygli w uścisku, Jakow już ma położyć przeciwnika na łopatki, gdy ten, nieregulaminowym chwytem powoduje kontuzję kolana Jakowa. Mimo to Jakow trzyma przeciwnika w kleszczach swych ramion. Wtedy przeciwnik daje znak, poddaje się. Na znak poddania powiada zmęczony „Odtąd nie będziesz się zwał Jakow, lecz Israel”. Walka zakończona. Kibice wiedzą, że imię „Jakow” kojarzy się z piętą , z piętaszkiem. Jaakow był wcześniej poślednim zawodnikiem. A teraz otrzymał zaszczytny tytuł Isra-El, zmagający się z Bogiem, to Najwyższy Sędzia dał zwycięstwo Jakowowi. Twarz Jakowa jaśnieje w radości, wykrzykuje: „dał mi błogosławieństwo, to początek nowej, niezwyciężonej drużyny: drużyny Izraela„
Tyle o samych zawodach zapaśniczych. Można znaleźć w nich także problem, który powtarza się w historii Żydów w Diasporze do dzisiaj. Jak wiadomo, tekst z wiersza 32:32 mówi „Dlatego synowie Izraela aż do dnia dzisiejszego nie jedzą ścięgna, które jest w stawie biodrowym, ponieważ uderzył Jakuba w staw biodrowy, w to właśnie ścięgno (tłum.jw.). Inne tłumaczenie „nerw kulszowy” (tłum.jw.). Wpłynęło to oczywiście na przepisy o koszerności pożywienia, odpowiedniego uboju wołowiny. Według przepisów o koszerności pożywienia nie wolno Żydom spożywać mięsa (oczywiście wołowego) zawierającego ścięgno kulszowe, a więc tego, które było zerwane w nodze Jakowa. Jeżeli w danej gminie żydowskiej nie ma rzeźnika mające kwalifikacje, cała tylnia część ubitej krowy lub wołu jest niekoszerna. Rozbiór mięsa z wyjęciem nerwu kulszowego nazwany jest trybowaniem.
Handel mięsem nie trybowanym jest to przedmiotem wielu prac historyków. Taki ubój powodował napięcia między żydowskimi i chrześcijańskimi rzeźnikami. Żydowscy rzeźnicy, mięso nie trybowane sprzedawali za dużo niższą cenę, gdyż nie mogło być sprzedawane Żydom. W ten sposób żydowscy rzeźnicy byli konkurencyjni dla rzeźników chrześcijańskich. Z drugiej strony żydowscy rzeźnicy mieli z tego powodu duże straty, wpłacali więc dużo mniejsze datki do gminy żydowskiej. Na przykład, Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie, przed II wojną światową, zatrudniła celowo swoich rzeźników z umiejętnością trybowania wołowiny, dla zmniejszenia deficytu budżetowego.
Drużyna Jakowa – Izraela przechodziła różne koleje losu, długo o niej nie było słychać, pojawia się, gdy po podziale za króla Rehoboama w 8. wieku p.w.e. zbuntowało się 10 plemion tworząc – południowe Królestwo Judy, a pozostałe dwa plemiona północne – utworzyły królestwo Izraela (upadłe w 721 r p.w.e.). Od nazwy Królstwa Judy, potomkowie Jakowa będą nazwani „Jehudi”, Żydzi. Od Królestwa Izraela będzie nazwana ich Ziemia: Erec Israel, odrodzone państwo w 1948 roku to Izrael (zostało ono uznane przez Watykan w 1993 roku). Może się zdarzyć, że jak patriarcha Jaakow wyjdziemy z różnych zapasów z zerwanymi mięśniami i zmęczeni, lecz z Bożym błogosławieństwem.
Jerzy Kichler
(Tekst wygłoszony podczas Dni Judaizmu w Kościele Katolickim w styczniu 2011 roku, poprawiony 29 listopada 2012 roku, przed Szabatem Wajiszlach).

Edit Stein

Edyta Stein – wrocławianka

Żydzi wrocławscy wiedzą, że nasza społeczność i miasto Wrocław jest znane w świecie jako miejsce urodzenia Edith Stein. Często gościmy na spotkaniach i wystawach organizowanych w jej rodzinnym domu przy ulicy Nowowiejskiej. Ten dom wzniósł dla rodziny Siegfryd Stein, kupiec handlujący drewnem. Zmarł w 1897 roku i jest pochowany na cmentarzu żydowskim przy ulicy Ślężnej. Na tym samym cmentarzu spoczywa także matka Edyty, Auguste Stein z domu Courant (Kurant), która zmarła 39 lat później. Z pewnością narodziny córki Edith spowodowało zamieszanie w rodzinie, gdyż na ten sam dzień przypadało największe święto w żydowskim kalendarzu: Jom Kippur, dzień Pojednania. Turystom, odwiedzającym naszą Synagogę pod Białym Bocianem mówimy o miejscu na ulicy Włodkowica, gdzie przez kilkaście lat chodziła Edith wraz matką na Szabatowe i świąteczne modlitwy. Uniwersytet Wrocławski jest uczelnią, gdzie studiowała germanistykę, historię i psychologię pod kierunkiem Williama Sterna, twórcy skali IQ używanej do dzisiaj w wyznaczaniu stopnia inteligencji. Stern był wnukiem Siegisimunda (Zygismuda) Sterna, pochodzącego z rodziny żydowsko – niemieckiej. Przełom !9. i 20 wieku był czasem, gdy społeczność żydowska odgrywała znaczącą rolę we Wrocławiu, jednak znane są wewnątrz niej liczne podziały. Po wyjeździe na dalsze studia do Getyngi często odwiedzała matkę i rodzinny dom, nawet po konwersji na katolicyzm w 1922 roku.

Wrocław był, więc miastem, gdzie wyrastała w tradycyjnej rodzinie żydowskiej, gdzie spędziła 21 lat swego życia jako członek Gminy Żydowskiej. To stało się przyczyną jej śmierci, gdyż niemieccy naziści w czasie II wojny światowej skazali na śmierć każdego członka Gminy Żydowskiej, nawet wówczas, gdy ich rodzice lub dziadkowie byli jedynie formalnymi członkami takiej Gminy. Jak wiadomo, karmelitanka Teresa Benedykta została zagazowana, wraz z innymi Żydami holenderskimi w obozie Auchwitz – Birkenau w sierpniu 1942 roku.

W 1998 roku została kanonizowana w kościele katolickim, a papież Jan Paweł II ogłosił ją w 1999 roku patronką Europy. Mimo, że Edith Stein postrzegała swoje życie w perspektywie orędowania za narodem żydowskim, jej kanonizacja wywołała liczne sprzeciwy w żydowskich społecznościach. Żydzi kontestują chrześcijańską naukę o powszechnym zbawieniu przez krzyż, oraz wyrażają sprzeciw wobec roszczeń Kościoła względem tradycyjnej myśli rabinackiej.

Wśród społeczności żydowskich przetoczyła się również dyskusja wokół męczeństwa Edith Stein, czy można uznać ją za „Kidusz haSzem” męczennicę poświęcają swe życie dla Imienia Bożego,. W tej dyskusji prawie wszyscy Żydzi odmówili traktowania jej za męczeństwa w tym sensie. Znaczenie męczeństwa Eyty Stein pozostaje kontrowersyjne dla Żydów.

Wiemy jak ważną jest jej osoba dla historii Wrocławia i Europy. Może dla podkreślenia ważności, szczególnie dzisiaj filozofii Edit Stein przytoczę jedną z jej wypowiedzi: „Bóg jest prawdą. I każdy, kto szuka prawdy, ten szuka Boga, choćby o tym nie wiedział.”

Znak krzyża a Żydzi

Jerzy Kichler, lipiec 1998

Chrześcijański znak krzyża – doświadczenie żydowskie.

W kwietniu 1989 roku media zajmowały się z zainteresowaniem terenem tzw. ”żwirowiska” obozu terenu obozu Reich – Auchwisch (to miom zdaniem najwłaściwsza nazwa dla tej czarnej dziury w historii). W kwietniu 1998 roku, postanowiłem sam pojechać do Oświęcimia i zobaczyć o co chodzi Kazimierzowi Świtoniowi. Teren Obozu Reich-Auchwitz ogrodzony jest oryginalnymi murami (niezbyt systematycznie konserwowanymi).

Wejście na teren obecnego muzeum, z przeklętym napisem na bramie „Arbeit macht frei” znajduje się od strony dworca kolejowego w północno – zachodnim murze. W pobliżu drogi do Bielska Białej, przy murze południowo – zachodnim stoi budynek dawnego teatru , którym znalazły siedzibę siostry Karmelitanki (w tym samym zakonie była siostra Teresa Benedykta od Krzyża, Edyta Stein, urodzona we Wrocławiu w żydowskiej rodzinie, zamordowana w Auschwitz wraz z transportem Żydów holenderskich). Klasztor został utworzony w tym miejscu w 1984 roku – mimo stałych sprzeciwów organizacjo żydowskich, głównie z Francji, Izraela i USA, którzy słusznie wracali uwagę na możliwość „christianizacji” miejsca będącego symbolem Zagłady Żydów podczas II wojny światowej.

W 1998 roku z boku byłego klasztoru, na terenie tzw. „żwirowiska” postawiono z inicjatywy miejscowego proboszcza, ponad trzy-metrowy krzyż, jako zaznaczenie w tym miejscu kaźni kilkudziesięciu Polaków w czasie II wojny światowej oraz pamiątkę pobytu papieża Jana Pawła II w Oświęcimiu. Zapoczątkowało to długą polemikę, w którą wdali się hierarchowie najwyższego stopnia: i po stronie katolickiej i po stronie żydowskiej.

Niedługo potem, Kazimierz Świtoń rozpoczął akcję masowego ustawiania krzyży na tym terenie. Kazimierz Świtoń (ur. 4.08.1931 w Katowicach) był polskim działaczem opozycyjnym w okresie PRL. Był także aktywistą związkowym,. Członek Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela (ROPCiO), pierwszy założyciel a później działacz podziemnych Wolnych Związków Zawodowych, działacz regionu śląsko-dąbrowskiego NSZZ “Solidarność”, poseł na Sejm III RP I kadencji z listy Ruchu Autonomii Śląska. Zwolennik rządów Jana Olszewskiego polityk o przekonaniach narodowych.. Po rozwiązaniu Sejmu kandydował bezskutecznie jeszcze dwukrotnie do Sejmu RP i raz na prezydenta RP. Skłócił się z dawnymi kolegami z opozycji (KOR, ROPCiO, KPN, NSZZ “Solidarność”), których określił mianem zdrajców za poparcie wejścia Polski do NATO i UE. Ponadto uznał, że przewrót w 1989 roku był opłacony przez CIA w celu oddania Polski rządcom żydowskim. Po rozwiązaniu Sejmu RP I kadencji zaczął prowadzić działalność antysemicką. M.in. był dwukrotnie oskarżany o rozprowadzanie antyżydowskich ulotek, organizował masowe ustawianie krzyży na żwirowisku przy obozie zagłady KL Auschwitz. Opublikował także tekst p.t. Lista znanych Żydów doprowadzających Polskę do ruiny w którym umieścił znane osoby polskiego życia politycznego i kulturalnego. Na terenie „żwirowiska” Świtoń zbudował swoiste namiotowisko, gdzie przyjmował delegacje ustawiające krzyże. W sierpniu 1998 roku było już 238 krzyży. Obecność tych krzyży w sąsiedztwie baraków obozu Auschwitz wywoływało liczne protesty organizacji żydowskich. Zastanawiałem się wówczas (w 1998 roku) jak ten konflikt zażegać. Żydom przeszkadza, gdy podczas modlitwy maja w polu widzenia znak „awoda zara” (innego wyznania, w tym przypadku krzyża – o czym niżej). Gdy Żyd pragnie modlić się na wyższym piętrze baraku obozowego W Auschwitz, zbudowanego przy murze południowo – zachodnim, widzi w oknie krzyż na „żwirowisku”. Z drugiej strony powinno się z troską pochylić się nad potrzebą upamiętnienia chrześcijańskich ofiar przez postawienie krzyża. Po powrocie do Warszawy, poradziłem Agnieszce Magdziak Miszewskiej, wówczas pełnomocnikowi rządu ds. diaspory, aby wzdłuż muru, posadzić wysokie, szybko-rosnące drzewa. W ten sposób osobom spoglądającym z baraków obozowych nie zakłócałby widok krzyży. Szybko rosnące drzewa (daglezje) posadzono dopiero w 2005 roku. Daglezje to rodzaj zimozielonych drzew szpilkowych z rodziny sosnowatych, w Polsce dorasta do 40 m wysokości.

„Namiotowisko” Świtonia zlikwidowano dopiero 27 maja 1999 roku,  w wyniku donosu jakoby w namiocie Świtoń posiadał materiały wybuchowe, co było pretekstem do akcji żołnierzy Nadwiślańskich Jednostek Wojskowych. Główny, tak zwany krzyż „papieski” pozostawiono.

Znaki i symbole mają różne funkcje i specyficzny sposób oddziaływania na danego człowieka i grupy społeczne. Między innymi mają na celu wyrażenie uczuć, w tym religijnych, oznakowanie ludzi lub przedmiotów, dla zaznaczania władania nad osobą lub terenem, związane z tym oznaczenie zakresu władzy lub własności (godła państwowe, flagi). Mogą mieć formę płaską, przestrzenną, specjalnym znakiem jest sygnał dźwiękowy, który może znaczyć więcej niż obraz. Oddziaływanie symboli w każdej religii ma duże znaczenie, wiąże się koniecznymi emocjami towarzyszącymi uczuciom wiary. Symbol, jako skrót myślowy wyrażający uczucia religijne, refleksja nad nim są często bardziej inspirujące niż długie przemowy duchownych.

Znak i symbol w judaizmie.

 Dla Żydów przedmioty znajdujące się w Świątyni Jerozolimskiej, odpowiadające im symbole: tablice dekalogu, świecznik zwany menorą, stół z chlebami pokładanymi to trwałe symbole judaizmu. Wiele z symboli żydowskich stało się ważnymi także dla religii, które mają źródło w judaizmie: chrześcijaństwie i islamie. Wspólnymi dla żydów i muzułmanów jest np. symbol dłoni jako opatrzności bożej, wspólne dla chrześcijan i żydów jest symbol kielicha. Są także symbole które stały się wyróżnikami religii: dla chrześcijan-krzyż, muzułmanów półksiężyc, żydów- sześcioramienna gwiazda.

Dla Żydów, gdy chodzi o wyrażenie osoby Boga, lub nawet jego obecności od ponad tysiąca lat jest zakazane używanie jakichkolwiek symboli lub znaków.

Awoda zarah – zakaz czczenia obcych bogów, znaków.

 Chcę podkreślić, że nie jest celem moich rozważanie relacji pomiędzy judaizmem i chrześcijaństwem, w tym różnic w rozumieniu jedności Boga i bałwochwalstwa. Chcę jedynie powiedzieć, że możliwe są tutaj różne interpretacje, których wyjaśnienie jest konieczne dla zrozumienia różnic w postawach i komentarzach.

Tora, Pięcioksiąg Mojżeszowy wielokrotnie podkreśla zakaz innego uznawania Boga poza Jedynym i Jedynym Bogiem Izraela. Nauka ta dotyczy wszystkich Żydów. Gdy chodzi o nie-Żydów, to komentując Deut. 4:19 „Gdy podniesiesz oczy ku niebu i ujrzysz słonce, księżyc i gwiazdy, i wszystkie zastępy niebios, obyś nie pozwolił się zwieść, nie oddawał im pokłonu i nie służył, bo Pan, Bóg twój, przydzielił je wszystkim narodom pod niebem”, Louis Jakobs zwracając uwagę na końcową część cytatu, Bóg zezwala innym narodom czczenie innych bogów, co podkreśla cytatem z Księgi Malachiasza 1:11.

Żydom nakazana jest wiara w Boga Pięcioksięgu. Jak podkreśla Micheasz 4:5 „Choćby wszystkie ludy występowały, każdy w imię swego boga, my jednak występować będziemy w imię Pana, Boga naszego, zawsze i na wieki”. Jest wiele komentarzy talmudycznych i rabinicznych jak należy rozumieć „występowanie w imię Pana”, najważniejszym jest traktat Talmudu „Awoda zara”, czyli „obcy kult”. Zawiera on przepisy, zachowania obowiązujące żydów a związane z odrzuceniem wszystkiego, co nawet może być związane z innym rozumieniem Boga. Dotyczy to więc wszystkich rytuałów, obrzędów, a także symboli z panteonu greckiego, rzymskiego, gnostyckiego, wreszcie chrześcijaństwa.

Zakazy i przepisy te dotyczą wyłącznie Żydów. Dla Żydów nie możliwe jest zaakceptowanie chrześcijańskiego zrozumienie jedności Boga, uznanie człowieka za Boga.(Krajewski). Wydaje się, istotą konfliktów pomiędzy niektórymi chrześcijanami i żydami, jest brak zrozumienia dla takiej postawy żydowskiej.

Doświadczenie historyczne znaku krzyża dla Żydów.

 Żydzi w swojej historii mieli różne postawy wobec różnych symboli. Gdy idzie o symbole chrześcijańskie, to do piątego, szóstego wieku wspólnej ery spotykamy w synagogach i nagrobkach żydowskich te same symbole, które mogły znaleźć się w świątyniach chrześcijańskich czy rzymskich katakumbach. Dopiero konflikt między tymi religiami we wczesnym średniowieczu doprowadził, jak pokazują ostatnie prace archeologiczne do usuwania tych znaków z żydowskich miejsc religijnych.

W średniowieczu kształtowanie się znaku krzyża jako istotnego symbolu chrześcijaństwa i jednoczesne prześladowania, pogromy Żydów w Europie i Palestynie (w tym podczas wypraw krzyżowych) doprowadziło do stworzenia przepaści pomiędzy odpowiednimi symbolikami. Odtąd – w szczególności znak chrześcijańskiego krzyża – znaczy dla Żydów niebezpieczeństwo, pogromy, palenie na stosach, wygnanie ze stałych siedzib, czasem przymusowe wysłuchiwania kazań dla żydów. Odtąd kościoły, miejsca oznakowane krzyżami są wrogie Żydom, przyjmuje się wykładnia, że nawet wejście do kościoła to „awoda zara”.

Nieco zmienia się sytuacja od końca osiemnastego wieku, wraz z ruchem emancypacji Żydów. Znane są przypadki akceptacji w odpowiednich okolicznościach obecności symboli chrześcijańskich. Na przykład we Wrocławiu, w połowie dziewiętnastego wieku znany rabin Abraham Geiger przyjął zaproszenie na uroczystość w kościele (szkoda, że w ostatniej chwili zaproszenie wycofano). Podkreślić należy, że w środowiskach ortodoksyjnych, i innych bardziej konserwatywnych przestrzeganie unikania miejsc i symboli chrześcijańskich jest ściśle przestrzegane.

Doświadczenie osobiste.

Poznanie zasad judaizmu, zachowań specyficznych dla żydów poznałem dopiero w wieku dojrzałym, studiując w Akademii Religii Żydowskiej w Nowym Jorku. Była to uczelnia nie ortodoksyjna, stąd moje stosunkowo otwarte stanowisko na relacje z innymi religiami, w tym z chrześcijaństwem. Pewnym ważnym przykładem dla mnie jest osoba rabina Geigera, który we Wrocławiu przewodził gminie żydowskiej przez ponad 30 lat (w XIX wieku), a który przyjaźnił się ze znanymi teologami chrześcijańskimi.

We Wrocławiu, pięć lat temu byłem świadkiem ważnego dla mnie zdarzenia: jadąc samochodem obok kościoła prawosławnego, cerkwi zaszokował mnie widok mężczyzny, który podniósł kamień i rzucił w kierunku ikony stojącej przy murze kościoła. Pomyślałem: ile trzeba nienawiści do innego pojmowania świata, by tak haniebnie postępować. Potrzeba reakcji na takie wydarzenia dała asumpt do utworzenia Dzielnicy Wzajemnego Szacunku we Wrocławiu, gdzie cztery różne religie: katolicy, prawosławni, protestanci i żydzi współpracują w różnych dziedzinach. A więc szacunek do innego wyrażania uczuć religijnych może łączyć. Czy może też dzielić?

Podczas remontowania naszej wrocławskiej synagogi, zauważyłem, że przez jedno z okien widać krzyż na sąsiednim kościele. Jest to okno w ścianie zachodniej, a więc normalnie w tę stronę nie patrzy się podczas modlitwy. Ale przecież budując synagogę w 1829 roku, wiedziano dobrze o sąsiedztwie tego kościoła, wzniesionego ponad sto trzydzieści lat wcześniej. Więc jak to jest z „awoda zarah”, jak ustosunkować się do tradycji zastanej ?. Oczywiście okna nie zamurowaliśmy, jedna z gazet opublikowała właśnie zdjęcie z tego okna jako ilustrację tekstu o wrocławskiej Dzielnicy Wzajemnego Szacunku.

Problem krzyża na żwirowisku i Brzezince.

O konflikcie pomiędzy chrześcijanami i żydami związanym z obecnością krzyży w Auschwitz – Birkenau, miejscu będącym symbolem Szoah – Zagłady Żydów napisano już wiele. Nie jest moja intencją rozdrapywanie częściowo opatrzonych ran, jak się wydaje ran po obu stronach. Ale nie powinniśmy fałszywie udawać, że problemu już nie ma. Czy tego chcemy, czy też, jest to miejsce szczególne dla żydów, dla pamięci o historii, dla ostrzegania i nauczania przyszłych pokoleń. Dlatego apeluję, aby starać się rozwiązać te problemy właśnie w atmosferze szacunku, obowiązku wobec naszych następców.

Cierpienie ofiar nie może dzielić, poprzez wspólną refleksję nad zapobieganiem cierpieniom z powodów religijnych należy szukać rozwiązań. Naziści chcieli zabić Boga w Żydach, by móc być ponad Bogiem, aby zastąpić go. Ziemia należy do Pana, nie możemy stawiać się pond Niego. Cena za próby stawiania się przez Hitlera ponad Bogiem była bardzo wysoka dla żydów, ale nie tylko dla nich, dla chrześcijan także. Cierpienie, w tym cierpienie żydowskie w Auschwitz – Bikenau ma szczególne znaczenie. W Auschwitz jest zawarta dla żydów, a wydaje się, że i chrześcijan tajemnica sensu cierpienia, tajemnica  Szoah. Poszukujemy sensu swej relacji z Bogiem próbując rozwiązać tą tajemnicę. Nie jest to możliwe, gdy: z cierpienia robimy wyścig po nagrodę, gdy cierpienie jest źródłem konkurencji, kto jest pierwszy przed Obliczem Boga.

 Doświadczenie żydowskie.

Refleksja żydowska, w szczególności w miejscach męczeństwa podczas drugiej wojny światowej jest możliwa tylko wtedy, gdy nie zakłócają jej żadne znaki, ani gwiazda, ani krzyż ani jakiekolwiek ich przekształcenie czy interpretowanie. Cechą znaku jest jego możliwość różnej interpretacji. Dla jednych np. koło jest symbolem świata, dla innych jednością świata, dla jeszcze innych wyznaczaniem miejsc gdzie mogą wchodzić tylko kobiety. Nawet gesty, uzewnętrznienie uczuć można różnie interpretować. Np. uczniowie rabina Weissa uważali, że kiwając się podczas modlitwy upamiętniają męczenników, inni uważali, że bezczeszczą prywatną własność, a nawet uczucia chrześcijan. Wiele zależy od woli, od chęci porozumienia.

Po tym incydencie, przy okazji pobytu w 1998 roku Warszawie, w siedzibie Sejmu Papież JanPaweł II spotkał się z przedstawicielami wspólnot religijnych w Polsce. W czasie tego spotkania podszedł do Naczelnego Rabina Polski Menachema Joskowicza. Rozmowy papieża z rabinem nikt (poza najbliższymi), nie słyszał, natomiast gest widzieli wszyscy. Podczas spotkania z papieżem Janem Pawłem II w Sejmie, rabin Joskowicz powiedział „Panie Papieżu, ja byłem więźniem obozu w Auschwitz. Tam zginęła cała moja rodzina, całe moje miasteczko. Panie Papieżu, ja słyszę żydowskie wołanie w komorach gazowych „Szma Israel”, to wołanie ciągle – Jednocześnie wykonał gest zataczania koła palcem prawej dłoni – słyszę jak krąży nad Aushwitz i Birkenau. Panie Papieżu – tutaj Rabin Joskowicz miał łzy w oczach –  ja Pana Papieża proszę o spowodowanie, aby krzyże które są przedmiotem awantur zostały usunięte z tego miejsca”. Zdjęcie z tego spotkania, uchwycenie gestu rabina Menachema Joskowicza było pretekstem niewybrednych ataków antysemickich w Polsce. Te ataki były naganne nie tylko dlatego, że ich autorzy chcieli poniżyć jakże szacownego Naczelnego Rabina RP, ale także dlatego, że atakowano rabina – byłego więźnia obozu Auschwitz – Birkenau, wówczas gdy stawał w obronie swoich uczuć wobec skandalu na “żwirowisku”.

Jestem przekonany, że możliwe jest znalezienie wspólnej drogi do upamiętnienia męczenników, ale możliwe to jest wyłącznie w atmosferze szacunku, poznania, wczucia się w problem drugiej strony. Konfrontacja to uniemożliwia. Nie wydaje się, by porozumienie było możliwe z użyciem symboli wyróżniających daną religię. Szczególnie jeśli chodzi o krzyż i negatywne doświadczenie historyczne żydów z nim związane.

 Apel rabina Menachema Joskowicza w 1989 roku

Wiele nieporozumień wywołało spotkanie rabina Menachema Joskowicza podczas osobistego spotkania z papieżem Janem Pawłem II 2.09.1999 roku. Był to czas, gdy Karmelitanki odmawiały zmiany lokalizacji swego klasztoru, mimo awantur rabina Weissa z NY, a obok karmelu stał krzyż na tzw. „żwirowisku”. Znane są skandalizujące zdjęcia – gdy rabin Joskowicz wytyka palcem papieża na spotkaniu podczas spotkania w budynku Sejmu. Nikt nie skomentował tego zdjęcia, by wyjaśnić złożoność sytuacji. Jak podała KAI „Biskup, teolog i ekumenista, Alfons Nossol przedstawił Janowi Pawłowi II naczelnego rabina Polski Menachema Pinkasa Joskowicza, który właściwie już do końca spotkania zatrzymał uwagę papieża. Rabin Polski Menachem Pinkas Joskowicz zwrócił się z prośbą do Jana Pawła II, aby wezwał do usunięcia ze żwirowiska także “tego ostatniego krzyża”.

– Jest to dla mnie wielki zaszczyt wziąć udział w tym spotkaniu – przemówił rabin Joskowicz. – Ja przeżyłem w Polsce holokaust, przeżyłem Oświęcim. Jestem małym rabinem, są więksi ode mnie i bibliści, i prawnicy. Ale ja mogę tu być dzięki temu, że przeżyłem holokaust – mówił dalej rabin. – Auschwitz jest bramą do nieba i przez nią przeszło bardzo wiele ludzi. To miejsce święte, obmyte krwią. Żydom przystoi w tym miejscu zrobić rachunek sumienia, żeby wiedzieć, co tam się stało, i odmówić modlitwę Szma Israel. To jest ostatnia modlitwa, którą żydzi odmawiają przed śmiercią – objaśnił Menachem Joskowicz. Wyraził wdzięczność władzom za usunięcie z oświęcimskiego żwirowiska krzyży, które nielegalnie tam postawiono. Następnie zwrócił się z prośbą do Jana Pawła II, którego tytułował Panem Papieżem, aby wezwał do usunięcia ze żwirowiska także “tego ostatniego krzyża”. Rabin Joskowicz nie od dziś twierdzi bowiem, że widok krzyża w tym miejscu jest nie do przyjęcia dla żydów.

 

Wśród obecnych przemówienie Menachema Joskowicza wywołało zaniepokojenie. Papież z powagą wysłuchał rabina. Odpowiedział na jego wspomnienie o modlitwie Szma Israel (Słuchaj, Izraelu), nawiązującej do przymierza zawartego przez Boga z Mojżeszem, patriarchą narodu wybranego.

– Wiem, znam, tę modlitwę codziennie odmawiamy jako ostatnią modlitwę dnia – powiedział Jan Paweł II. W brewiarzu katolickim modlitwa “Słuchaj, Izraelu” nawiązuje do kontynuacji Starego Testamentu w Nowym Testamencie, czyli do Nowego Przymierza, które – jak wierzą chrześcijanie – Chrystus przez swą śmierć na krzyżu rozszerzył na wszystkich, do których dotrze Ewangelia.

 

Sprawa obecności tzw. krzyża papieskiego na żwirowisku jest lokalnym, polskim problemem i nie dotyczy Ojca Świętego ani Stolicy Apostolskiej – skomentował wypowiedź Joskowicza rzecznik Watykanu Joaquin Navarro-Valls. Dodał jednak, że “większość narodu” opowiada się za pozostawieniem krzyża w obecnym miejscu. Na tej samej konferencji prasowej bp Tadeusz Gocłowski przypomniał, że rok temu Rada Stała Episkopatu Polski opowiedziała się za pozostawieniem tego krucyfiksu na terenie Muzeum Pamięci Auschwitz-Birkenau. Stanowisko rządu polskiego zbieżne z opinią Episkopatu podtrzymał rzecznik Krzysztof Luft, dodając, że forma wystąpienia rabina była skandaliczna, nie miała nic wspólnego z dialogiem i była raczej demonstracją. Podobnie, jako niestosowną w formie i w niewłaściwym miejscu, ocenili wypowiedź Joskowicza dyrektor muzeum oświęcimskiego Jerzy Wróblewski i przewodniczący międzynarodowej rady muzeum senator Władysław Bartoszewski”Konflikt nasilił się, gdy nowojorski rabin A. Weiss w 1989 roku modlił się z grupą swoich studentów przy bramie Karmelu. Rabin A. Weiss domagł się nie tylko usunięcia klasztoru z pobliża obozu Auchwitz, ale tez i stojącego tam krzyża, wyraził też sprzeciw wobec umieszczania znaków chrześcijańskich we wszystkich miejscach zagłady Żydów (nawet jeśli w tych miejscach ginęli także Polacy). Po licznych polemikach, wiosną  1993 roku siostry Karmelitanki na prośbę papieża Jana Pawła II  przeniosły się do nowego klasztoru (budowę zaczęto w 1990 roku), kilkadziesiąt metrów w kierunku Bielska

 

Możliwości porozumienia.

Jak już pisałem, był czas: wieki od drugiego do czwartego we. gdy żydzi i chrześcijanie na swych świątyniach i nagrobkach umieszczali te same symbole: grona winorośli, kielichy. Nie wydaje się jednak możliwe, aby takie rozumienie wspólnoty symboli było szybko możliwe, zbyt dużo stało się w przeszłych 1600 lat. Czy symbole muszą dzielić, być źródłem zadrażnień i konfliktów. Dokąd każda z religii wyraża się w obrębie zarówno duchowym jak i terytorialnym danej religii, nie ma powodu do konfliktu. Jednak konflikt może wystąpić, gdy różne religie, czy nawet denominacje pretendują do tych samych miejsc geograficznych. Można tu, niestety wymienić wiele przykładów, jak Meczet Al. Aksa w Jerozolimie, który zbudowano w miejscu HaMikdasz, czyli Świątyni zbudowanej przez Salomona. W Polsce, niestety takim miejscem stał się teren byłego obozu zbudowanego przez nazistów w niemieckim Auschwtz, obecnie Oświęcimiu.

Pragnę apelować, by starano się zrozumieć i szanować postawę wierzących żydów: w obliczu kultu, obrzędów czy znaków innych religii, w tym chrześcijańskich, żydzi nie mogą wyrażać swej religii, a więc modlić się. Gdy pragną modlić się za swoich bliskich, za swych męczenników, nie mogą tego robić widząc symbole innych religii, w tym chrześcijański symbol krzyża.

Czy w miejscach ważnych i dla żydów i dla chrześcijan, w tym Auschwitz, Brzezince można znaleźć takie rozwiązanie, aby każdy mógł być wierny swej religii. Przecież żydowskie ofiary Hitlera ginęły tylko, dlatego, że urodziły się w gminie żydowskiej, że były wierne swemu rozumieniu Boga. Ich krewni, inni żydzi pragną wyrazić pamięć o męczennikach w ramach żydowskiej religii, a także wszystkich przepisów z tym związanych.

Możliwa jest refleksja nad tym, co łączy, bez symboli, lecz też emocjonalna. Krew

wszystkich niewinnych ofiar Auschwitz i Brzezinki była tak samo czerwona. Możemy ufać, ze Wiekuisty wszystkich przyjął pod swe skrzydła. Te ofiary, jako bliskie Bogu winny łączyć, a nie dzielić.

Z drugiej strony trudności na drodze do zrozumienia drugiej strony jest wiele: obok innego pojmowania symboli, są : inne spojrzenie na osobę mesjasza, inna rola męczenników, inne tradycje modlitw.

Czy potrafimy znaleźć taki symbol, taka formę wypowiedzi, aby wniosła się ponad podziały, aby nie dzieliła, lecz łączyła, aby była wyrazem naszej pamięci o męczennikach, lecz jednocześnie wyrażała relację ze Stwórcą całej ziemi i nas wszystkich?

Pozwolę sobie przytoczyć znaną chasydzką przypowieść:

Był żydowski chłopiec, który jako sierota został przygarnięty przez życzliwą rodzinę, która dała mu utrzymanie w zamian za pasienie bydła. Nie miał możliwości uczenia się z innymi dziećmi, a wszystko, co umiał, to gwizdać na krowy na gwizdawce, którą sobie wystrugał. Gdy trochę podrósł, zaprowadzono go na modlitwy w najbardziej uroczysty dzień w roku, w Jom Kippur, w Dzień Pojednania z Bogiem. W ten dzień modlitwy całego zgromadzenia wybaczenie win. Modlono się długi czas żarliwie, lecz rabin ciągle kręcił głową, bramy miały wybłagać otwarcie bram niebios i sprawić, aby Wiekuisty wysłuchał próśb o miłosierdzie, niebios pozostawały zamknięte, modlitwy nie ustawały: i ciągle nic. Nagle wszyscy zastygli w przerażeniu: to mały chłopiec, pragnący wyrazić swe uczucia, a nie umiejący się modlić, wyciągnął swą gwizdawkę i wydobył z niej głośny jęk. Wśród ciszy rozległo się błogosławieństwo rabina: Chwała Wiekuistemu, który otworzył bramy niebios po szczerej modlitwie chłopca.

Wydaje się, że najważniejsze jest to, co żydzi nazywają „kawannah” intencja. Jeżeli będziemy mieli szczere intencje i w nich będzie zawarty szacunek dla cierpienia ofiar – znajdziemy dla nich formę.

 

 

Rabini we Wrocławiu

Jerzy Kichler

GMINA ŻYDOWSKA WE WROCŁAWIU I JEJ RABINI

Tekst z „W Oblicza Wrocławia , historia, kultura, rozwój, wyd.NOVA 2009”

 

Historia gminy żydowskiej we Wrocławiu liczy co najmniej osiem­set lat o czym świadczą dokumenty i zachowane nagrobki. Rodzi­ny żydowskie osiedlały się we Wrocławiu od IX do XV wieku. Naj­starszymi dokumentami są: akt potwierdzający posiadanie ziemi w 1204 roku (w osadzie Sokolniki) przez Żydów Józefa i Chaskela (obecnie teren między placem Jana Pawla II a ulicą Odrzańską) Oraz dokument poświadczający o żydowskiej własności wsi Tyniec, Bez wątpienia do wygnania Żydów w 1454 roku we Wrocławiu działała silna, dobrze zorganizowana gmina żydowska, Miała kilka domów modlitwy, cmentarz i łaźnie rytualną, W jej demokratycz­nej strukturze istotną rolę odgrywają prezes gminy (rosz kehillah), zajmujący się jej administrowaniem, oraz rabin, który powinien in­terpretować przepisy ‘lory (Pięcioksięgu Mojżeszowego) i nauczać ich członków gminy. W historii judaizmu zapisały się spory między wrocławskimi rabinami w XIX wieku.

Kabin, którego wybiera zarząd gminy, powinien mieć formalny certyfikat, zwany smicha, do sprawowania tej funkcji, odznaczać się znajomością teologii i być przykładem moralności. Główną rolą ra­bina jest podejmowanie decyzji w sprawach religijnych i prawa rabinackiego, jego komentowanie i nauczanie. Ważnym zadaniem jest przewodzenie sądowi religijnemu (bet din). Według Talmudu, do wyłącznych obowiązków rabina należą: udzielanie rozwodów (bardzo rzadkie), orzekanie o koszerności (szczególnie żywności, także elementów ubioru), wygłaszanie kazań dwa razy do roku: przed świętami Pesach i postem Tisza be-Aw. Kwalifikacje ortodok­syjni rabini uzyskują w jesziwach, uczelniach talmudycznych, po zdaniu specjalnego egzaminu ze znajomości i właściwej interpre­tacji wszystkich pism rabinicznych, czyli Tory i Talmudu (63 trak­taty) z komentarzami. Pozostałe funkcje, jak prowadzenie modlitw, ślubów i innych uroczystości, nie należą do obowiązków rabina i je­go udział w nich zależy od tradycji danej gminy.

W historii gminy żydowskiej we Wrocławiu nie zachowały się imiona rabinów średniowiecznych, choć ulicę przy obecnym koście­le uniwersyteckim nazywano w XIV wieku Rabinacką. Najstarszy, zachowany do dzisiaj kamień nagrobny (po hebrajsku macewa), da­towany na 1203 rok, mówi o kantorze Dawidzie, synu Sara Szaloma (kamień znaleziony w 1917 roku we Wrocławiu). Jeśli Dawid był kantorem, to musiał mieć wiedzę rabina, dodatkowo pięknie intonował modlitwy. Inna macewa z 1303 roku mówi o nauczycie­lu, czyli rabinie, Szneurze, synu Arona, Rabinem mógł być także Mojżesz, syn Abrahama, zmarły w 1332 roku, gdyż nagrobek mówi o nim jako rozświetlającym (wiedzą) swoją społeczność. O synu uczonego, czyli rabina, Chaima mówi inskrypcja z nagrob­ka z 1334 roku. Nagrobki te znajdowano w różnych miejscach we Wrocławiu: na dnie Odry, w podziemiach pobliskiej katedry, niedaleko kaplicy św. św. Piotra i Pawia, w ratuszowych podzie­miach, Pochodzą one ze średniowiecznego cmentarza za bramą Oławską, z którego kamienie sprzedał lub przekazał jako rekom­pensatę samorządowi miejskiemu w 1345 roku król czeski Jan Luksemburski (sani zmarł rok później). Gmina żydowska we Wroc­ławiu formalnie istniała do 1453 roku, gdy po procesie pod prze­wodnictwem franciszkanina Jana Kapistrana spalono 4 sierpnia na placu Solnym czterdziestu jeden Żydów (według niektórych źró­deł – od piętnastu do nawet stu pięćdziesięciu osób wyznania moj­żeszowego). Jak podają źródła chrześcijańskie, rabin Pinchas powie­sił się przed egzekucją, co wydaje się mało prawdopodobne, gdyż żydowskie prawo religijne zabrania samobójstwa.

Wrocław miał tak zwany przywilej, czyli zakazywanie osiedla­nia się w nim Żydów (de non tolerandis Judeis), od 1455 roku, wy­dany przez króla czeskiego i węgierskiego Władysława Pogrobowca. Ten stan zachowali władcy czescy i węgierscy, także Habsburgowie władający Wrocławiem. Dopiero król Pruski Fryderyk II dekretem z 1744 roku zezwolił na osiedlanie się Żydów we Wrocławiu, tak więc następuje przerwa w opisach życia religijnego Żydów wrocławskich do początku XVIII wieku, gdy mianowano rabinem Barucha Wesela, który otwiera nowożytną historię rabinów wroc­ławskich.

Baruch Wesel (Bendix Ruben Gumpertz) stał się rabinem we Wrocławiu głównie dzięki rodzinnym koneksjom. Jego dziadek Eliasz Gomperz był tak zwanym Żydem dworskim króla pruskiego Fryderyka Wilhelma I (1688-1740), a brat – bogatym kupcem w Berlinie. Dzięki ich protekcji Baruch Wesel został członkiem bet dinu sądu rabinackiego w Wrocławiu w 1724 roku. Napisał w związku tym uczoną pracę – komentarz do Szaarrej Ttfilah Solomona Salmana Hanau. Otrzyma! wówczas ogromny spadek po oj­cu i nie pobierał) pensji rabinackiej od swojej gminy. W 1728 roku polski Sejm Czterech Ziem mianował go rabinem we Wrocławiu, w tym samym roku Baruch Wesel napisał wstęp do wydania Pięcioksięgu w zasłużonej i słynnej żydowskiej drukarni w Brzegu Dolnym (Dyhrenfurcie). Jednak w finansach mu się nic powodziło i od 1733 roku utrzymywał się z pensji otrzymywanej z gminy żydowskiej. Kłopoty finansowe rabina nie obchodziły urzędników austriackich i zakwalifikowano go do wysokiej, drugiej klasy podat­kowej. Z powodu niezapłacenia tych podatków został wtrącony do więzienia, utracił także tytuł i pensję rabina. Został karnie usu­nięty z miasta w 1738 roku, zezwolono mu jednak na zamieszka­nie poza jego murami, prawdopodobnie przy dzisiejszej ulicy Paw­ła Włodkowica,

Gdy po zajęciu Wrocławia przez Prusy w 1740 roku zezwolono Żydom na osiedlanie się we Wrocławiu, rabin Baruch Wesel wy­siał do Fryderyka II poemat pochwalny po hebrajsku i niemiecku, w którym jako akrostych umieścił imię królewskie, Dzięki temu, po wydaniu odpowiedniego dekretu w 1711 roku, pozwolono mu – obok innych jedenastu rodzin żydowskich – zamieszkać we Wrocławiu, a jego samego wyznaczono na wrocławskiego rabina. Wówczas także, dzięki staraniom nowego rabina, po ponad trzystu latach przerwy, zezwolono Żydom na założenie cmentarza w tym mieście. Teren pod cmentarz wrocławski kupiono od Jana Antoniego Langego na Przedmieściu Świdnickim i pierwszy pochó­wek na nim odbył się w 1761 roku. Jest to teren przy dzisiejszej ulicy Gwarnej. Rabin Baruch Wesel zebrał konieczne fundusze na wykup ziemi, jednak nie doczekał otwarcia cmentarza i został pochowany w Brzegu Dolnym w 1753 roku.

Po Baruchu Weselu rabinem został Józef Jonas Frenkel, które­mu przypadło formalne otwarcie pierwszego nowożytnego cmenta­rza żydowskiego. Pierwszym wybitnym – należy też. dodać: orto­doksyjnym – rabinem wrocławskim był Isaja ben Juda Lejb Berlin, znany także jako Isaja Pick, urodzony w 1725 roku w Eisenstadt na Węgrzech, znakomity klasyczny komentator Talmudu. Dzięki naukom swojego ojca, rabina Pressburaga, a potem finansowemu wsparciu teścia Wolfa Picka z Wrocławia, studiował w Berlinie i w jesziwie rabina Zeewa Hirsza Białe (zwanego Harif) w Halberstacie. W 1755 roku ożenił się we Wrocławiu, gdzie z powodzeniem prowadził interesy. Po wieloletnich sporach z miejscowymi maskilami. czyli wyznawcami nurtu liberalnego w judaizmie, w wieku sześć­dziesięciu ośmiu lat został rabinem wrocławskim. Swoją pierwszą publikację, wydaną w Brzegu Dolnym w 1786 roku, zatytułował Szeelat Szalom (Wyrazy wdzięczności dla pokoju). Formalnie dzieło to jest komentarzem do Szeiltotol na szabat autorstwa Ahaja z Szabha, żyjącego na przełomie VIII i IX wieku klasycznego autorytetu rabinicznego z. akademii w Pumpedicie w Babilonii. W swoim dziele wrocławski rabin Pick Berlin napisał: „przez cale swe życie zważa­łem na to, by nie ubliżać mym bliźnim brakiem szacunku, nawet wówczas, gdy wygłaszam wobec nich zdawkowe pochwały”. Rabin Pick Berlin był komentatorem Biblii, Miszny, Talmudu, Alfasiego, Majmonidesa, Szulchan Aruclui i innych dziel rabinicznych. Naj­bardziej znanym jego dziełem, zawartym w każdej edycji Talmudu, jest Masoret ha Szas (Tradycja talmudyczna), wydane po raz pierwszy w Brzegu Dolnym w latach 1800-1804, w którym cytuje teksty równolegle traktujące ten sam problem, z wyodrębnieniem najtrud­niejszych fragmentów i komentarzami do nich. Opublikował także w 1860 roku w Królewcu dzieło Kaszot Mejuszaw, w którym są za­warte wszystkie wersety “Talmudu zawierające słowo „kaszia”, czyli „trudność”, i komentarze do nich. Dzięki tym pracom Pick Berlin stal się pierwszym Żydem niemieckim, który zajmował się literatu­rą ery post-talmudycznej.

Obie grupy – ortodoksi i liberałowie – musiały zmagać się z for­malnymi wymaganiami prawa pruskiego. Zgodnie z dekretami i edyktami z 1744 i 1790 roku, we Wrocławiu (także w innych mia­stach) mogła działać tylko jedna gmina żydowska (Synagogengemeinde) i mogła mieć tylko jednego rabina, choć mogli być mianowani in­ni funkcyjni, jak dajani (członkowie sądu religijnego), kantorzy czy szamesi (pomocnicy synagogalni). Warto dodać, że system pra­wa wyznaniowego dla gmin wyznaniowych żydowskich w II Rzecz­pospolitej był wzorowany na prawie pruskim i w tym zakresie nie zmienił się istotnie do dzisiaj.

Napór liberałów wrocławskich nasilił się po śmierci Picka Berli­na. Ponieważ liberałowie nie mogli utworzyć oddzielnej liberalnej gminy, zorganizowali się w bractwo. Nazwali je Gesellschaft der Brueder (Stowarzyszenie Braci, hewrah). Wrocławska liberalna hewra wynajęła na potrzeby modlitw, a później zakupiła w 1796 ro­ku budynek z salą modlitw (zum Tempel) przy obecnej ulicy Św. Anto­niego 22. Zmiany, jakie maskilim chcieli wprowadzić do judaizmu, były trojakie: estetyczne, ideologiczne i organizacyjne. Przywódcy liberałów, w tym Jod Brill, Isaak Jeremias Warburg, Benjamin Dohm i Elias Henschel, pisali komentarze i jednocześnie byli cenio­nymi lekarzami, kupcami, nauczycielami. Znaleźli w 1834 roku chętnego do przyjazdu do Wrocławia na stanowisko liberalnego rabina Abrahama Geigera (1810-1874). Nie widzieli, że stanie się to jednym z kluczowych zagadnień judaizmu XIX wieku, którego skutki są widoczne do dzisiaj na całym świecie.

Abraham Geiger otrzymał staranne, ortodoksyjne wykształce­nie rabinackie, a dzięki funduszom rodzinnym odbył świeckie stu­dia języków orientalnych w Heidelbergu i Bonn (1829-1833), koń­cząc naukę pracą doktorską Co Mahomet przejął z tradycji żydowskiej. W 1932 roku został rabinem w Wiesbaden, gdzie redagował znany z liberalnych poglądów „Wissenschaftliche Zeitschrift fuer juedische Theologie” („Pismo Naukowe Żydowskiej Teologii” w latach 1835-1847 ukazało się sześć tomów). Sam tytuł był prowokacyjny, gdyż na początku XIX wieku w tradycji ortodoksyjnej nie używano takich określeń, jak „judaizm” czy „teologia”, a tym bardziej nie­możliwe było nazywanie ją nauką uniwersytecką. Wybór Abraha­ma Geigera spotkał się z natychmiastowym gwałtownym oporem urzędującego wówczas we Wrocławiu ortodoksyjnego rabina Salo­mona Tiktina.

Abraham Tiktin (1764-1820) był rabinem w Swarzędzu, póź­niej w Łęczycy i w Głogowie. Dzięki swojej lojalności wobec władz pruskich stał się naczelnym rabinem Śląska i Wrocławia. Do dzisiaj zachował się tylko jeden niewielki jego komentarz Petah-lui Bajit (1820). Jego syn, Salomon Tiktin (1791-1843), uzyskał urząd dzięki wsparciu ojca. Rabin Tiktin używał wszystkich możliwych sposobów, aby nie dopuścić do instalacji we Wrocławiu Abrahama Geigera: donosił do władz pruskich o rzekomym atakowaniu świę­tej religii żydowskiej w jego periodyku, o stopniu doktorskim, któ­ry otrzymał na świeckim uniwersytecie, wreszcie o braku obywatel­stwa pruskiego. Dopiero po dwóch latach starań w ministerstwie w Berlinie Abraham Geiger mógł zamieszkać we Wrocławiu, co z kolei spowodowało następne konflikty. Salomon Tiktin doku­czał Abrahamowi Geigerowi przy każdej okazji, na przykład odma­wiał uczestnictwa w tych ceremoniach, w których ten brał udział (jak śluby czy pogrzeby). W 1841 roku pruskiemu ministrowi spraw wewnętrznych doniesiono o skandalu: podczas pogrzebu na cmentarzu żydowskim przy ulicy Gwarnej, gdy zaczął przema­wiać rabin Abraham Geiger, oficjalny rabin Salomon Tiktin ze zło­ści zepchnął go ze ścieżki i len wpadł do grobu. Jakie rewolucyjne zmiany wprowadził Abraham Geiger? Dzisiaj spór wydaje się dziwaczny. Abraham Geiger wprowadził cotygo­dniowe kazania w synagodze „Pod Białym Bocianem” w literackim języku narodowym, czyli w języku niemieckim (powinien nauczać w języku jidysz, który dla niemieckich liberałów był żargonem), a do prowadzenia nabożeństwa ubierał specjalny strój (rodzaj togi). Nabożeństwom w synagodze „Pod Białym Bocianem” towarzyszył śpiew mieszanego chóru, dla którego specjalnie komponował przy­jaciel Abrahama Geigera, Moritz Deutsch (dzisiaj pieśni te śpiewa chór synagogi „Pod Białym Bocianem” pod dyrekcją Stanisława Rybarczyka). Najbardziej rozsierdziło ortodoksów wzywanie uczestników nabożeństwa do odpowiednich ról w liturgii przez wymienianie imion niemieckich, a nie – jak uczy tradycja – imion hebrajskich. Abraham Geiger dążył do utworzenia we Wrocławiu uczelni kształcącej rabinów według wzoru studiów uniwersytec­kich. Spuścizna literacka Abrahama Geigera jest olbrzymia. Podsta­wowymi jego dziełami są: Judaizm i jego historia (1865), Urschrift wid ubersetzungen der Bibel (1857), Saduceusze i Faryzeusze (1863), Lehr und Lesebuch zur Sprache der Miszna (1845) oraz setki artykułów i tysiące listów. Dzieła te opracował syn Abrahama, Ludwig Geiger, profesor literatury na uniwersytecie w Berlinie. Przykładem na­uczania Abrahama Geigera może być komentarz do tłumaczenia Biblii na język niemiecki, wydanego we Frankfurcie nad Menem w 1928 roku. W Księdze Liczb (10,29-32) czytamy: „Rzeki Moj­żesz do Chobaba, syna Reuela, Madianity, swojego teścia: «ldziemy do kraju, o którym Pan powiedział: Daję go wam. Pójdź z nami, a będziemy ci świadczyć dobro, bowiem Pan przyrzekł dobra Izra­elowi*. Ten mu powiedział: «Nic mogę iść z tobą, lecz wrócę raczej do mego kraju i do mojej rodziny*. «Nie opuszczaj nas – rzekł Moj­żesz – ty bowiem znasz miejsca na pustyni, gdzie możemy rozbić obóz, ty będziesz naszym przewodnikiem. Gdy zaś wyruszysz z na­mi, dopuścimy cię do udziału we wszystkich dobrach, jakich nam udzieli Pan»”. Abraham Geiger w komentarzu pyta: „Dlaczego Moj­żesz prosi Chobaba, Madianitę, aby nie odchodził, aby poszedł z narodem Izraela na pustynię? Tb jasne: jak mówi Mojżesz, Chobab jest doświadczony w obozowaniu na pustyni”. Tutaj Abraham Geiger – inaczej, bardziej zgodnie z oryginałem hebrajskim – poda­je tłumaczenie „[…] i ty [Chobabie] powinieneś być dla nas – zamiast oczu […]”. Zgodnie z komentarzem, ten tekst wydaje się niezrozumiały – przecież Izrael ma doskonałego przewodniki (o którym czytamy dalej w Biblii), a jest nim obłok Pana. Czy po- trzeba lepszego przewodniku, i to na dodatek Madianity, nie- -Żyda? Jak pisze Abraham Geiger: „Z tego powodu poprzedni tłu­macze żydowscy (Targum, Sifrei) zmieniają interpretację tego wer­setu, a przecież chodzi o to, że nie tylko Żydzi odbyli wędrówkę po Synaju”.

W historii judaizmu Wrocław jest miejscem działania tych wy­bitnych rabinów, a także symbolem utworzonej – po wielu skanda­lach i sporach – „Einheitsgemainde”, czyli „jednolitej” gminy (zgodnie ze statutem z 6 marca 1856 roku). W ramach jednej gmi­ny funkcjonowały dwie komisje: ortodoksyjna i liberalna, z których każda miała oddzielnych przywódców duchowych, rabinów, kanto­rów, odrębne szkoły i domy modlitw. Wspólne dla wszystkich były instytucje charytatywne i cmentarz. Taka ugoda w społeczności ży­dowskiej w 1836 roku była możliwa dzięki sile i uporowi rabina Abrahama Geigera i zgodzie na to porozumienie rabina Salomo­na Tiktina.

Uczeni i rabini z całego świata przyjeżdżali do Wrocławia, mia­sta sławnych rabinów. Ortodoksi ze względu na Isajaha Picka, kon­serwatywni – Zachariasza Frankla, liberalni – Abrahama Geigera. Do dzisiaj są studiowane, redagowane przez wybitnych żydowskich uczonych we Wrocławiu, dziewiętnastowieczne periodyki: „Zeitschrift fur die religiosen Interessen des Judentums”, „Monatsschrift fur Geschichte und Wissenschaft des Judentums”, „Wissenschaftliche Zeitschrift fur judische Theologie”.

Trzecim wybitnym rabinem i uczonym wrocławskim, obok Picka Berlina i Abrahama Geigera, był Zachariasz Frankel (IS01-1875), zajmujący ideowo miejsce pośrednie między swoimi poprzednikami. Urodzony w Pradze, otrzymał talmudyczne wy­kształcenie, studiował także filozofię, filologię i nauki stosowane w Budapeszcie. Był rabinem w Litomierzycach, czeskim Teplitz i w Dreźnie. W 1854 roku został mianowany pierwszym rektorem (ku rozczarowaniu Abrahama Geigera) Żydowskiego Seminarium Teologicznego we Wrocławiu. Zachariasz Frankel był zwolennikiem syntez)* historycznej koncepcji judaizmu i potrzeb współczesności przez stopniowe, organiczne zmiany. Stał się liderem szkoły, znanej jako „pozytywistyczno – historyczna”, a kojarzonej z Wrocławiem. Pozostawił dużą spuściznę literacką, związaną głównie z historycz­nymi aspektami prawa biblijno-talmudycznego, na przykład pracę Die Eidesleislwig der Juden in theologischer und historischer Beziechung (1840) o przysiędze składanej przez Żydów w sądach pruskich, a także wiele innych rozpraw, w tym na temat rozwoju historyczne­go prawa według greckiego tłumaczenia Biblii(1841), badań nad Miszną i Talmudem (1870, 1875). Istotną zasługą Zacharia­sza Frankla jest wydawanie od 1851 roku przez siedemnaście lat „Monatsschrift fuerr Geschichte und Wissenschaft des Judentums”. Był on też jednym z twórców nowoczesnych standardów naucza­nia w uczelniach rabinackich. Prominentnym żydowskim history­kiem był wykładowca seminarium Heinrich Graetz (1817-1891). Wrocławskie seminarium wykształciło w latach 1854-1938 ponad dwustu pięćdziesięciu rabinów i drugie tyle nauczycieli judaizmu.

Innymi wybitnymi postaciami związanymi z Wrocławiem i gmi­ną żydowską są: twórca partii socjaldemokratycznej Fcrdinand Lassalle (1825-1864) oraz laureaci Nagrody Nobla – chemik Fritz Haber (1868-1934) i fizyk Max Born (1882-1970). Osobne miej­sce zajmuje Edyta Stein (1891-1942). Urodzona i wychowana w judaizmie, przeszła na katolicyzm i wstąpiła do zakonu karmeli­tanek. Była wybitnym filozofem. Została stracona w Auschwitz. W 1998 roku papież Jan Paweł II kanonizował ją, a rok później ogłosił patronką Europy.

Po drugiej wojnie światowej przez krótki czas (do 1947 roku) funkcjonowały we Wrocławiu dwie grupy Żydów: niemieckich, w większości liberalnych, i polskich, w większości ortodoksyjnych. Wówczas także Wrocław stal się jednym z głównych etapów na wpół legalnej, prowadzonej przez organizacje syjonistyczne, emigracji do Palestyny. Od 1949 roku władze zezwoliły na funk­cjonowanie dwóch instytucji żydowskich: religijnej Kongregacji Wyznania Mojżeszowego i świeckiego Towarzystwa Społeczno- -Kulturalnego Żydów. Po wydarzeniach marcowych 1968 roku część Żydów wrocławskich wyjechała z Polski, w tym także rabin Uszer Ziebes, pozostali w większości akulturowali się do społeczno­ści polskiej.

Powrót pokolenia urodzonego po drugiej wojnie światowej do aktywności w społeczności żydowskiej rozpoczął się za sprawą Henryka Grubera (obecnie w Kanadzie) i moją. Pierwsze spotka­nie udało się zorganizować w 1986 roku w klubie Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów. Przełomem stały się występy we Wrocławiu izraelskiego zespołu „Szalom” w grudniu 1987 roku. Władze Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów nie zezwoliły na zaproszenie Izraelczyków do towarzystwa, ale Mozes Finkelsztajn, ówczesny przewodniczący kongregacji, nie miał żadnych obiekcji i wówczas po raz pierwszy po 1968 roku można było otwarcie mówić o państwie Izrael i o życiu żydowskim. Po moim powrocie ze stypendium w Stanach Zjednoczonych udało się utwo­rzyć Centrum Edukacyjne Fundacji Ronalda S. Laudera, począt­kowo w klubie Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Żydów, od 1994 roku przy ulicy Pawia Włodkowica 9, w odremontowanym lokalu w Gminie Wyznaniowej Żydowskiej (na początku lat dzie­więćdziesiątych XX wieku kongregacja zmieniła nazwę na Gmina Wyznaniowa Żydowska). W tym okresie umożliwiono członkostwo w gminie osobom pochodzenia żydowskiego (a więc także mają­cych ojców Żydów), zrównano też prawa wyborcze kobiet z męż­czyznami. Wówczas gmina znacznie powiększyła liczbę swoich członków (obecnie trzysta osób we Wrocławiu, w Wałbrzychu, Dzierżoniowie i Świdnicy). We Wrocławiu utworzono w 1998 roku Szkołę Podstawową Lauder Etz Chaim, sponsorowaną przez Fun­dację Ronalda S. Laudera, od tego roku także odbywa się Festiwal Kultury Żydowskiej „Simcha”. Obok powyższych instytucji działa­ją w społeczności: Stowarzyszenie Żydów Kombatantów i Poszko­dowanych w II Wojnie Światowej i Stowarzyszenie Dzieci Holo­kaustu, a od 2006 roku Fundacja Bente Kahan, prowadzona przez tę wybitną artystkę urodzoną w Norwegii. W latach 1999-2004 gmina pozyskała rabinów z ruchu Masorti (konserwatywnego): Rona Hoffberga[i], a po nim Ivana Caine’a[ii]. Od 2006 roku rabinem Wrocławia i Śląska jest ortodoksyjny Icchak Rapoport[iii].

Warto wspomnieć o znanych Żydach mieszkających we Wrocła­wiu po wojnie. Pierwszym prezydentem polskiego Wrocławia był Bolesław Drobner (1883-1968), którego poznałem po jego powro­cie do Krakowa. Innymi osobami związanymi z Wrocławiem są: twórca Instytutu Immunologii Ludwik Hirszfeld (1884-1954), znany matematyk Hugo Steinhaus (1887-1972), Lia Rotbaum (1907-1994), reżyser operowy, i jej brat Jakub (1901-1994), reży­ser teatralny.

Po odejściu z ziemskiego padołu Żydzi wrocławscy są grzebani na cmentarzu przy ulicy Lotniczej, gdzie spoczywają obok siebie ortodoksi i liberałowie, żołnierze armii niemieckiej z czasów pierwszej wojny światowej i ofiary zagłady z lat 1939-1945. O ten cmentarz muszą dbać aktywni członkowie żydowskiej społeczności, w ten sposób splatając przeszłość z teraźniejszością.


[i]Ron Hoffber jest przedstawicielem ruchu Masorti, odłamu judaizmu konserwatywnego w Stanach Zjednoczonych. Otrzymał smicha w Żydowskim Seminariu Teologicznym w Nowym Jorku. Przed objęciem urzędu we Wrocławiu, był rabinem w Tuckhoe in Nowym Jorku (2 lata) i w kongregacji Canford Masorti w New Jersey (przez 20 lat). Przez 20 years był yrektorem Conversion Institute of Rabbinical Assembly w Northern New Jersey. We Wrocławiu był rabinem w latach 2000 – 2001. Po pobycie we Wrocławiu został rabinem liberalnej społeczności w czeskiej Pradze. Podczas pobytu w Pradze naucz w Uniwersytcie Charles program CIEE. Rabin Ron Hoffber został nominowany na rabina Wrocławia przez zarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej z przewodniczącym Jerzym Kichlerem.

[ii]Ivan Caine (ur. 1918) – amerykański rabin konserwatywny, w latach 20022003 naczelny rabin Wrocławia.

Studiował na University of Pennsylvania. Konserwatywną smichę rabinacką otrzymał na Jewish Theological Seminary w Nowym Jorku, gdzie uzyskał również tytuł magistra z literatury hebrajskiej. Następnie był kapelanem w armii amerykańskiej, m.in. w Korei. Wraz z żoną, Deborą, prawie 4 lata mieszkali w Izraelu, gdzie studiował na Uniwersytecie Hebrajskim w Jerozolimie, po czym przeniół się do Filadelfii. Na tamtejszym University of Pennsylvania uzyskał tytuł doktora. W 1967 związał się z Reconstructionist Rabbinical College, gdzie przez 18 lat pełnił funkcję dyrektora studiów hebrajskich. W latach 19682001 był rabinem Society Hill Synagogue w Filadelfii. We wrześniu 2001 po raz pierwszy przyjechał do Polski. W kwietniu 2002 został wybrany na rabina Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu, drugiego od 1968[1].

Jesienią 2002 ogłosił przygotowania do konwersji na judaizm w duchu konserwatywnym 19 osób. Konwersja zakończyła się we wrześniu 2003. Jednak naczelny rabin Polski, Michael Schudrich nie zezwolił, aby konwertyci dokonali rytualnego obmycia w mykwie warszawskiej. Ostatecznie skorzystano z prywatnej mykwy w Krakowie. Cała konwersja wywołała wiele kontrowersji wśród ortodoksyjnej społeczności żydowskiej.

Ivan Caine przyczynił się do otwarcia w październiku 2002 chederu dla żydowskiej młodzieży z Dolnego Śląska oraz do organizacji w Synagodze pod Białym Bocianem pierwszej bat micwy dwóch dziewczynek oraz pierwszych od ponad 40 lat ślubów religijnych. Rabin Ron Hoffber został nominowany na rabina Wrocławia przez zarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej z przewodniczącym Jerzym Kichlerem.

[iii] Icchak Chaim Rapoport (ur. 1977 w Szwecji) – polski rabin, w latach 2006-2011 Naczelny Rabin Wrocławia i Śląska. Urodził się w Szwecji, 8 lat po tym jak jego matka opuściła Polskę w wyniku antysemickiej kampanii, będącej następstwem wydarzeń marcowych. Ordynację rabinacką otrzymał w 2002 w jesziwie Hamivtar w Efracie. W latach 2002–2006 pracował jako rabin w gminie żydowskiej w Oslo. W 2006 jako emisariusz organizacji Shavei Israel przybył do Polski, gdzie objął posadę rabina Gminy Wyznaniowej Żydowskiej we Wrocławiu. Przysługiwał mu tytuł Naczelnego Rabina Wrocławia i Śląska. Od 23 lutego 2008 był członkiem Rabinatu Rzeczypospolitej Polskiej. Ma żonę Nurit, dwóch synów – Haninę i Hillela Elijahu (ur. 2004) oraz córkę – Batję Miriam (ur. 2007 we Wrocławiu). Rabin Icchak Rapoport został nominowany przez zarząd Gminy Wyznaniowej Żydowskiej z przewodniczącym Karolem Lewkowiczem z rekomendacji rabina Michaela Schudricha. (Rabinem we Wrocławiu był do 2011 roku.).

 

Pomoc społeczna we wspólnocie żydowskiej w Polsce w 1988 roku

System pomocy społecznej we wspólnocie żydowskiej w Polsce w 1988 roku

Jerzy Kichler

Fragmenty wystąpienia Jerzego Kichlera na sympozjum „Przyszłość pomocy wzajemnej” zorganizowanym przez American Joint Distribution Committee w Warszawie,

24 maja 1998 r.. Wystąpienie zamieszczone w „AlmanachuŻydowskim 1998-1999” wydawanym przez Związek Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP.

Księga Powtórzonego Prawa (15:7,10) mówi „Jeśli będzie u ciebie ubogi któryś z twych braci, nie okażesz twardego serca wobec niego, ani nie zamkniesz swej ręki przed ubogim swym bratem, lecz wyposażysz go zgodnie z jego potrzebami. Daj mu chętnie, niech serce twe nie boleje, że dajesz. Za to będzie ci pan, Bóg twój błogosławił w każdej pracy twej ręki”[1].

W Biblii hebrajskiej, choć temat dobroczynności występuje dość często, nie ma dla niej szczególnej nazwy. W Talmudzie dobroczynność nazwana jest cedaka, od hebrajskich określeń na „prawość” lub „sprawiedliwość”. Cedaka – dobroczynność, ma największą siłę z wszystkich pozytywnych nakazów Tory, bok modlitwy i pokuty jest ona aktem mogącym odwrócić wyroki boskie i jest jedynym z pozytywnych nakazów (hebr, micwot) [2] , a które można czynić określając warunki – można wnieść modlitwy o spełnienie określonej prośby, zapowiadając, że w wypadku jej zadośćuczynienia prze­znaczy się określoną sumę na dobroczynność. Cedaka nie jest aktem, do który jest wyrazem współczucia dla potrzebującego, ale takim, do którego biedny ma prawo. Jest ona powinnością ona powinnością religią donatora. temat dobroczynności występuje dość często, nie ma dla niej szczególnej nazwy. W Talmudzie dobroczynność nazwana jest cedaka, od hebrajskich określeń na  „prawość” lub „sprawiedliwość”. Cedaka – dobroczynność, ma największą siłę z wszystkich pozytywnych nakazów Tory, bok modlitwy i pokuty jest ona aktem mogącym odwrócić wyroki boskie i jest jedynym z pozytywnych nakazów (hebr, micwot) [3] , które można spełnić stawiając określając warunki (np. w modlitwie Kadisz)

Psalm 24:1 mówi  „Pańska jest ziemia i to, co ją napełnia, Świat i ci, którzy na nim mieszkają”[4]. Dlatego rabini uczą, że wszystko, co posiadamy: nasze umiejętności, zdolności, zarobione pieniądze, wszelkie zgromadzone przez danego Żyda dobra – należą do Boga, a on nakazuje się tymi dobrami dzielić się z potrzebującymi. A więc cedaka jest formą oddania Bogu tego, co jest w istocie Jego własnością. Należy oddać na cele dobroczynne określoną część dochodów, pozostałą możemy pozo­stawić sobie[5].

Potrzebę dobroczynności rabini tłumaczą także jako misję każ­dego człowieka w kontynuacji dzieła stworzenia świata. Rabi Akiwa w Midraszu Tanchuma (zamieszczonym w Talmudzie) zadaje pytanie: skoro Bóg może wszys­tko, to dlaczego nie stworzył drzewa, na którym rośnie chleb? Tak się nie stało, gdyż Bóg wymaga od nas, zwykłych ludzi byśmy włączyli się w proces tworzenia, byśmy np. siali zboże, zbierali je, mielili mąkę i wypiekali chleb. W codziennej modlitwie Alejnu wyrażamy przekonanie o naprawie, uszlachetnianiu świata (hebr. tikkun olam). Udzia­łem człowieka w dziele tokkun olam jest cedaka.

Zgonie z zasadami judaizmu jest określona jest hierarchia micwy cedaka: najwyżej jest stawiane dawanie podarków matce i ojcu, jeżeli oni istotnie ich potrzebują[6] ;biedny z two­jego domu (krewny) ma pierwszeństwo przed biednym z innego domu; biedni z twego miasta nad biednym z innego miasta, biedni Ziemi Izraela nad biednymi mieszkańcami Diaspory[7]. Nie powinno się odejść od biednego, jeżeli ma pustą rękę, wówczas można dać mały datek, gdy nie ma się nawet drobnej sumy, należy pocieszyć go dobrym słowem. Cedaka winna być dawana z radością i godnością. Jeśli daje się dużą sumę, lecz ze złą miną, niweczy to zasługę wynikającą z tego czynu [8]. Nie wolno pozostawić bliźniego samemu sobie, gdy jest on załamany. Należy zachęcać innych do czynienia cedaka i jest to większą za­sługą niż jej czynienie przez osobę zachęcającą do tego aktu.

Jest osiem stopni cedaka [9], oto one wymienione od najniższego do najwyższego:

8. Dawanie z niechęcią;

7. Dawanie mniej niż chce obdarowany, lecz z radością;

6. Dawanie bezpośrednio potrzebującemu, lecz wówczas gdy o on o to prosi ;

5. Dawanie bezpośrednio potrzebującemu bez proszenia;

4. Dawanie  pośrednio (poprzez odpowiednie instytucje);

3. Dawanie gdy darczyńca jest znany, lecz otrzymujący dar jest nieznany;

2. Dawanie gdy darczyńca jest nieznany, lecz otrzymujący dar jest znany.

1. Pomaganie potrzebującemu, zanim stanie się on biedny (dawanie pracy, pomoc w życiowym uniezależnianiu się ). Obrazowo określa się to powie­dzeniem: „lepiej dać wędkę niż rybę”. [10]

W ciągu swej długiej historii społeczność żydowska dopra­cowała się wielu instytucji dobroczynnych. W gminach żydowskich od średniowiecza po dzień dzisiejszy funkcjonują różnego rodzaju bractwa (hebr. chewrot lub chawurot) dobroczynne związane z różnego rodzaju powinnościami religijnymi i społecznymi. Tak na przykład działają: Chewra Kadisza (dosł. święte bractwo), które zajmuje się wszystkimi sprawami związanymi z pochówkiem na cmentarzu[11], a w niektórych gminach także zakładaniem i utrzymaniem cmentarzy, Chewra Hachnasat Orehim – opieki nad podróżnymi, dzię­ki któremu podróżni zawsze znajdują nocleg i kolację w żydowskim domu[12], Chewra Gemilut Chasadim –  kasa pożyczek bezprocen­towych;, Chewra Bikkur Cholim[13] – odwiedzania chorych i opieki nad nimi;

Prawie każda sfera życia żydowskiego objęta jest opieką: położnicy towarzyszą specjalnie przygotowane kobiety, szczególną troską otacza się szkoły i uczniów, także przyjezdnych do danego miasta lub kraju[14].

W czasach nowożytnych, w społecznościach żydowskich po­wstają różnego rodzaju instytucje świadczące pomoc socjalną i charytatywno-opiekuńczą. Najstarszymi z nich to utworzony w Lon­dynie w 1703 roku dom pomocy społecznej i żydowski sierociniec, szpital otwarty w 1747 roku. W roku 1796[15], w Ham­burgu gmina żydowska otworzyła dom starców, później powstały w Europie i Ameryce Północnej podobne instytucję: zakłady opieki dla ociemniałych, głuchoniemych, dla osób z ograniczonymi możliwościami ruchu itp. Statutowo, we wszystkich gminach żydowskich istnieją instytucje charyta­tywno-opiekuńcze.

Od połowy XIX wieku powstają liczne instytucje koordynujące działalność dobroczynną w różnych krajach, a niektóre z nich prze­kształcają się w organizacje o zasięgu ogólnoświatowym. W Ameryce Północnej organizacje zajmujące się tą działalnością są rozdzielone na dwie grupy: jedna to organizacje gromadzące środki i druga to organizacje je rozdzielające. Pozwala to na efektywną organizację pomocy społecznej.

Obecnie największą organizacją żydowską zaj­mującą się pozyskiwaniem funduszy na działalność dobroczynną jest United Jewish Appeal [16], Te fundusze są przekazywane instytucjom dokonującym podziału tych środków (np. AJDC) lub wprost instytucjom, do których jest adresowana pomoc (np. Agencji Żydowskiej). Najbar­dziej znane instytucje dokonujące podziału środków finansowych to: The American Jewish Joint Distribution Committee[17], oraz The ORT Federation [18].

Jednym z przesłań judaizmu jest stwierdzenie, że przyczy­ną biedy określonych osób nie są oni sami, lecz historia danej społeczności, stosunki polityczne i ekonomiczne w krajach w oni których żyją.

Społeczność żydowska w Polsce jest w szczególnie trudnej sytuacji, ponieważ dużą część jej człon­ków stanowią osoby cudem ocalałe z Holokaustu. Obowiązkiem tej społeczności jest również opieka nad biednymi, starymi, chorymi, sierotami i wdowami, pomoc bezrobotnym.. Obecnie (w 199 roku) całością spraw związanych z pomocą społeczną zajmują się terenowe Komisje. Przed wszystkimi organizacjami żydo­wskimi w Polsce stoi zadanie połączenia się w dziele zapewnienia Żydom polskim odpowiedniej pomocy dobroczynnej, uru­chomienie całego zespołu instytucji charytatywno-opiekuń­czych: domów starców, hospicjów, szpitali itp[19].

 


[1] Biblia Warszawska

[2] Tora, traktowana dosłowne, jest to  Pięcioksiąg Mojżesza, w przenośni cała nauka hebrajskiej Biblii i wszystkie nauki stąd wypływające (przy. autora)

[3] Tora, traktowana dosłowne, jest to  Pięcioksiąg Mojżesza, w przenośni cała nauka hebrajskiej Biblii i wszystkie nauki stąd wypływające (przy. autora)

[4] Biblia Warszawska

[5] Judaizm nakazuje oddanie na cele dobroczyn­ne od 10 do 20% dochodów. Olbrzymia większość religijnych Żydów przestrzega tej powinności, stąd łatwo zrozumieć, dlaczego żydowskie instytucje charytatywne odnoszą duże sukcesy (przyp. autora)

[6] Rozumiane jest to jako konieczność opieki nad rodzicami w każdych warunkach, szczególnie gdy są w starszym wieku i obłożnie chorzy. Spełnianie tej micwy w okresie Holokaustu skłaniało dzieci do towarzyszenia rodzicom wyznaczonym do deportacji .Starcy i chorzy byli wyznaczani do deportacji w pierwszej kolejności, młode osoby miały szansę dalszego przeżycia. (przyp. autora)

[7] Z tej zasady zrodziła się pomoc dla jiszuwu w Palestynie

[8] Księga Powtórzonego Prawa 15:10. Talmud uczy „Niech będzie przeklęty, kto zawstydza biednego (Rabbi Hayim Halevy Donin. To be a Jew. Basic Books. 1972

[9] żródło jw.

[10] Dało to powstanie w wielu krajach (w tym we Wrocławiu) od XIX licznych fundacji statutowo zajmujących się: przyznawaniem bezprocentowych kredytów, pomocy w zakładaniu własnych firm, wynajmowaniem mieszkań z niskim czynszem itp. (przy. autora).

[11] Pochówek jest nakazany przez Torę, także konieczne jest zawiadamianie rodziny o śmierci danej osoby, organizacja pogrzebu i itp. (przyp. autora)

[12] Przyczyniało się to do możliwości podróży, nawet bardzo dalekich, żydowskich kupców.

[13] Wrocławska Chewra była inicjatorem z końcem XIX wieku budowy dużego szpitala (dzisiaj Kolejowego, przy. autora).

[14] Stąd działalność instytucji izraelskich pozwalająca na absorpcję imigrantów. W Nowym Jorku działa na tę rzecz HIAS. Taka działalność ma aspekt nie tylko polityczny, w istocie jest to nakaz judaizmu.(przyp. autora)

[15] Encyklopedia Judaica, Jerozolima 1972.

[16]  Pol. Zjednoczony Komitet dla Pozyskiwania Funduszy), powstał w Stanach Zjednoczonych w 1939 roku.. W 1999 roku dysponował funduszami zbieranymi w 639 amerykańskich gminach żydowskich (przyp .j.w.)

[17] Zwyczajowa nazwa tej instytucji to jont. Nazwa po polsku znaczy: Amerykański Połączony Komitet Rozdzielniczy. Został powołany przez amerykańskie miny żydowskie (kongregacje)w 1914  dla pomocy rosyjskim osadnikom w Palestynie. Od tego czasu pomógł Żydom w 85 krajach.  (przyp. j.w.)

[18]  ros. Общество Ремесленного Труда (pol. Organizacja dla Kształ­cenia Zawodowego), powstały w 1880 roku (żródło Encyklopedia Judaica, Jerozolima 1972.

[19] Rok późnej z inicjatywy The American Jewish Joint Distribution Committee, którego przedstawicielem w Polsce był Yosi Erez oraz Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP, w którym przewodniczącym zarządu był autor artykułu (Jerzy Kichler), utworzono centralną Komisję Pomocy Społecznej. W skład tej Komisji wchodzą oprócz Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP: Towarzystwo Społeczno Kulturalne Żydów w Polsce, Stowarzyszenie Żydów Kombatantów i Poszkodowanych w II wojnie światowej, Stowarzyszenie Dzieci Holokaustu. Komisja ma nadzór nad dyrektorem ds. opieki społecznej Związku Gmin Wyznaniowych Żydowskich w RP (pierwszym dyrektorem była Ewa Spaczyńska. Niestety, do 2012 roku nie udało się utworzyć innych centralnych  instytucji charytatywno – społecznych. (przyp. j.w.)

 

Żydzi w Polsce w 1992 roku

 

 

 

Jerzy Kichler

Przedstawiciel Gnilny Żydowskiej w Polsce

Wydano w „Życie w cieniu,,, doświadczenia Mniejszości w środku Europy

VI Konferencja Międzynarodowej Wspólnoty Pracy “Krzyżowa” Świdnica, 1-3 maja 1992

Wydawca Biuro Zarządu Fundacji “Krzyżowa” dla Porozumienia Europejskiego PL, 50-069 Wrocław ul. Ofiar Oświęcimskich 7/13 tel/fax: (071)446829

Jeżeli to spotkanie jest o doświadczeniu, to samo spotkanie jest dla mnie doświad­czeniem. Dlaczego? Ponieważ panowie Brehmer i Okińczyc przedstawili pewne aspekty, które wydają mi się bardzo ważne. Otóż, w nas, którzy działamy w swoich mniejszościach, jest coś rzeczywiście wspólnego: tzn. gdy chcemy wyjść z naszego ogródka – jak to się mówi po polsku – wyjść na zewnątrz, to zwykle napotykamy gwałtowny sprzeciw. Jeżeli np. p. Brehmer mówi: “My, Niemcy(…) mamy wejść w Europę”, to zostaje sam. Podobnie, gdy p. Okińczyc mówi: “Musimy (…) przybliżyć się do Litwinów, do Europy”, to też zostaje sam. Ja mam podobne doświadczenie. Jeżeli mówię do swych żydowskich przyjaciół: „Wyjdźmy z naszej żydowskości – do Polaków, do Europy”, to oni mówią, że mam nie po kolei w głowie. To jest w pewnym stopniu wspólne doświadczenie. Takie spotkania są konieczne, abyśmy się mogli przekonać(…) że dobrze(…). Jak bardzo jest to trudne – sami panowie wiecie.

21

Zacznę od tego, co jest mi najbliższe – od Tory, czyli hebrajskiej Biblii. W księdze “Exodus” są słowa: ‘Nie będziesz uciskał żadnego, kto jest obcy, gdyż znasz życie (duchowe) cudzoziemca, bo sam byłeś cudzoziemcem w Egipcie”

Są to dla mnie święte słowa. Jeżeli mówimy o mniejszościach narodowych, to w przypadku Żydów Jest to problem bardzo trudny. Kim w ogóle są Żydzi i kto w ogóle jest Żydem? Czy Żydzi są mniejszością narodową, czy religijną? Słuszne tu było pytanie p. Skaradzlńskiego: “jaką jesteśmy mniejszością?”. Ale też i wśród samych Żydów nie ma co do tego Jednoznacznej odpowiedzi. Żydzi ortodoksyjni powiedzą: “wyłącznie religijną, łączy nas wyłącznie Tora, wiara w jedynego Boga i to, co jest z tym związane”. Ale są też z kolei tzw. ortodoksyjni syjoniści, którzy mówią: “Nieważne, w co wierzymy. Tak naprawdę ważne jest to, abyśmy stworzyli własne, niezależne i niepodległe partstwo”. To jest swego rodzaju ortodoksja. Dla syjonistów Robotyrtskiego nieważne było, kim jest matka. Różnili się w tym od halachistów, bo według halachio – prawa talmudycznego – Żydem jest się wyłącznie z matki-Żydówki. Oni na to nie zważali. Ważne było, o co i w jaki sposób się walczy. Między tymi biegunami mamy różne odmiany tzw. żydowskości: zarówno bardzo narodową (walczącą o swój naród i partstwo), jak i bardzo religijną, walczącą o judaizm, o religię, o Torę. Między nimi są jeszcze tzw. zasymilowani, czyli ci, którzy uważają: “jeszcze jestem Żydem, dotychczas się tego nie wyparłem”. Istnieje bardzo ciekawy pogląd Jean-Paul Sartra, że Żydem jest ten, kogo uważają za Żyda. To jest oczywiście zupełnie inna kategoria, nie zaliczana do narodu żydowskiego. Bardzo aktualne w Polsce jest zjawisko, że Polacy znajdują wśród siebie bardzo wielu Żydów, co ma służyć konkretnym politycznym celom.

Jeżeli w ogóle możemy mówić o narodowości żydowskiej, to pierwszym, niezaprze­czalnym prawem każdej mniejszości jest dołożenie wszelkich starań, aby zachować swoją tożsamość i świadomość narodową. To jest pierwsza powinność zarówno członków mniejszości, jak i Ich przywódców. Proszę pod tym kątem na te mniejszości spojrzeć. Jeżeli istnieją antagonizmy, konflikty, a są one nieuniknione, to będą wynikać z tego, że powinnością mniejszości jest jej przetrwanie. I proszę nie mieć pretensji, że te mniejszości o to walczą – choć z różnym skutkiem.

Są mniejszości, które rozpłynęły się w przeszłości; są też takie, które przetrwały kilkaset lat, jak mniejszość polska na Litwie czy niemiecka w Polsce. Jest też mniejszość, która przetrwała kilka tysięcy lat, jak Żydzi w Europie i na świecie, pomimo tego, że nie byłe sprzyjających warunków do przetrwania.

Jest wiele narodów i religii, które rozpłynęły się dlatego, że nie umiały zachować swojej tożsamości, ich przywódcy o to odpowiednio nie zadbali. W naszej narodowej tradycji jest powiedzenie: ‘trzymajcie to, co najważniejsze, bo możecie stracić wszystko”. Proszę więc nie mieć pretensji, że i sam naród, i jego przywódcy robią wszystko, żeby to zachować. Tak też było w     Polsce przedwojennej. O tym się zapomina, Olbrzymia większość to Żydzi religijni (ok. 80-90%), mocno religijni; ja bym nawet powiedział: za mocno, ponieważ stwarzało to trudności podczas wojny – to był jeden z powodów tak masowej zagłady. Utrzymywanie swej silnej religijności to także zamykanie się we własnym kręgu. Ważne było przede wszystkim to, czy Zyd zdąży trzy razy dziennie na modlitwę, czy wychowa swe dzieci po żydowsku, tzn. od hederu do jesziwy, ile godzin spędzi nad Torą czy Talmudem, czy utrzyma rodzinę. Wszystko inne było nieważne, np. czy umie po polsku, czy orientuje się w aktualnej sytuacji politycznej i wiele innych spraw, które dla Polaka były oczywiste. I kiedy przyszedł ten straszliwy czas, nie było się gdzie schować, łatwym łupem byli Żydzi, którzy “żydłaczyli”, czyli nie umieli najprostszych słów po polsku. Tacy szli do gazu. Byli tacy religijni, którzy nawet znali język polski, ale względy religijne nie pozwalały im się schronić. Może mało kto z Państwa wie, ale Talmud mówi: “Jeżeli masz do wyboru swoją krew i cudzą krew, nigdy nie wiesz, kto jest bardziej wartościowy*. A za przechowanie Żyda w Polsce groziła tylko jedna kara: śmierć.

Wobec tego, żaden naprawdę religijny Żyd nie miał prawa wybierać, nie miał prawa narażać Polaka na ten wybór. To jest tragiczne, ale prawdziwe. W wielu gettach czy obozach nie było w ogóle ogrodzeń, stał tylko jeden wachmann czy nawet policjant polski – i to wszystko. Oni nie wychodzili; ten płot – choć niewidzialny – dla nich istniał. Nie wychodzili, bo – po pierwsze – zakazywała Im tego religia, a po drugie – nie mieli dokąd iść. To jest to nasze doświadczenie, dla mnie bardzo tragiczne, ponieważ prawie cała moja rodzina nie żyje. Część przeżyła, ale wśród zmarłych jest moja ciocia Fela, która – i tu paradoks – włączyła się w polski ruch oporu w AK i wydał ją Polak kilka dni przed wyzwoleniem, prawdopodobnie za butelkę wódki. W mojej rodzinie jest dziadek, którego zastrzelił nie Niemiec, ale polski policjant. dla Polaków Syberia jest symbolem prześladowań, cierpień, – i tu znowu paradoks – dla Żydów była ona wyzwoleniem, możliwością przetrwania. Ten, którego wywieziono, miał daleko większą szansę przeżycia niż pod okupacją niemiecką. Wujkowie wyjechali do Rosji i przetrwali. I znowu paradoks – mój ojciec, który był komunistą, wyciągnął braci zwollenników syjonizmu – z tego łagru, ponieważ był w ZPP (i oczywiście dlatego, że kochał ich jako braci). Jedna z możliwości wyciągania ludzi z łagrów była taka, że należało wskazać, w którym łagrze kto siedzi, a ojciec Nesanel miał listę z ZPP, z której dowiedział się, gdzie są jego bracia. Prawdopodobnie gdyby nie był komunistą, nie miaby tej szansy. Dzięki temu, że wyciągnął ich tuż przed momentem, gdy umierali z powodu głodowej śmierci, oni przeżyli. Wiele milionów ludzi tej szansy nie miało.

I znowu paradoks: mój komunistyczny ojciec, po powrocie z wojskiem polskim do Polski, dowiedział się, który z Polaków wydał moją ciocię i kto zabił mojego dziadka. Znał nazwiska i imiona. Pytałem go potem: Tato, i co zrobiłeś?1. On powiedział: „Nic”. To też jest moje doświadczenie.

Ci, którzy przeżyli Syberię, łagry, przyjechali do Polski, nieraz cudem docierali do Krakowa, Katowic czy Wrocławia. W drodze narażeni byli na ataki siekierami ze strony polskich chłopów, jak opowidał mój wujek Markus, w ten sposób napadli na pociąg z emigrantami z ZSRR w 1945 roku. Srzelały tzw grupy polskich narodowców do Żydów z karabinów jak w czasie prób dotarcia do granicy czeskiej (i dalej do Palestyny) ciężarówkami w 1946 roku. O tym też zapominamy, to jest nasze żydowskie doświadczenie dotyczące Polaków. Działo się tak dlatego, że życie wtedy było bardzo tanie, a Żydzi chcieli wrócić do swoich domów. Wiem, że np. w Holandii na wracających ocalałych Żydów czekały ich mieszkania z filiżankami ustawionymi tak, jak je zostawili. Ale Holandia jest bogatszym krajem niż Polska. W Polsce nie do pomyślenia było pozostawienie takich pustych przestrzeni. Opuszczone mieszkania przez deportowanych Żydów do obozów koncentracyjnych lub miejsc straceń, były natychmiast zajmowane przez Polaków. Polska była po prostu biednym krajem. Skutek był taki, że Żydzi nie mieli dokąd wracać. Moja ciocia Lena miała szczęście w 1945 roku w rodzinnej Wieliczce: chciała wrócić do mieszkania, gdzie spędziła swoje dzieciństwo i młodość, i zapytać, co się stało z resztą rodziny, może ktoś przeżył i się zgłosił?. Lena została “tylko” zrzucona ze schodów. A znamy kilka tysięcy przypadków, kiedy te osoby mordo­wano – szczególnie w małych miasteczkach. Ludzie ginęli w lasach, mieszkaniach, gdziekolwiek…

Dlaczego Żydzi nie byli dopuszczani do ruchu oporu tzw. prawicowego? Byli po prostu niebezpieczni dla partyzantów: Żyda można było łatwo rozpoznać. Przyjmowani byli natomiast do lewicowej Gwardii Ludowej, chociaż i tu istnieją udokumentowane wyjątki.

To wszystko nie jest takie proste, jak się nam to dziś wydaje. To doświadczenie nie jest zupełnie jednoznaczne. Ale właśnie: prawie cała moja rodzina po powrocie do rodzinnego miasta i po stwierdzeniu, że ich dom rodzinny zajęty został przez Polaków, skupiła się w innych mieszkaniach, a niedługo potem opuściła Połskę, mając perspektywę wyjazdu do Izraela.

Znowu pewne tragiczne wydarzenie z historiimojej rodziny: moja ciocia przed wojną ukończyła polski uniwersytet, a wojnę przeżyła na aryjskich papierach dzięki Polakom, a którzy domyślali się, że jest ona Żydówką, ale nie wiedzieli tego na pewno albo udawali, że nie wiedzą. Po wojnie stwierdziła ona, że w Krakowie jest kilkaset ocalonych żydowskich dzieci – ocalonych przez Polaków i nie tylko przez nich. Jest to problem dżieci, przechowanych dzięki wspaniałej ofiarności katolików. Większość z tych dzieci została oddana w ręce żydowskie, ale wiele z nich zostało w chrześcijańskich rodzinach lub klasztorach. Co się stało z tymi dziećmi – nikt nie wie. Osobiście znam jedną panią, która została w takiej chrześcijańskiej rodzinie wychowana. Ojciec tak ją bardzo pokochał, polski ojciec, że nie powiedział jej, iż jest Żydówką. Dowiedziała się o tym w 1968 roku i było to dla niej tak silne, że doprowadziła do barmicwy swojego syna (w 1990 roku), a córka wyjeżdża teraz do Izraela. To są nasze żydowskie doświadczenia.

Jest też np. doświadczenie ojca Rufeisena, o którym Państwo na pewno słyszeliście. Jest to Żyd, który w czasie wojny ukrywał się w klasztorze, potem się ochrzcił i wyjechał na misje do Izraela. Rozpętała się istna burza, gdy zaczął starać się o obywatelstwo izraelskie jako Żyd. Jest to ksiądz katolicki, mieszka w Hajfie – bardzo sympatyczny człowiek. Niedawno na kilka tygodni przyjechał do Polski.

A więc ta moja ciocia stwierdziła, że są takie dzieci żydowskie w Krakowie i z pomocą mojego ojca, który był oficerem WP, założyła dla nich sierociniec. Ponieważ w Krakowie nie było takiej możliwości, zrobiła to w Zakopanem, u podnóża gór. Chciała, aby te dzieci chodziły do polskiej szkoły, by odetchnęły uzdrowiskowym powietrzem i doszły do zdrowia. Okazało się, że gdy poszły do szkoły, zostały bardzo mocno pobite, uczyła więc je potem w sierocińcu. Po kilku tygodniach sierociniec został zaatakowany przez bandę ONR (polskich nacjonalistów, których dowódcą był „Ogień. Dzieci zostały zaatakowane przez żołnierzy. Na szczęście, ciocia spodziewała się tego, bo wcześniej był napad na sierociniec w Rabce, i była zaopatrzona w karabiny i granaty, które te dzieci trzymały w rękach. Prawdopodobnie tylko dlatego żołnierze odeszli. Wkrótce potem ciocia wywiozła dzieci do Francji, a potem do Izraela.

Są to bardzo tragiczne doświadczenia i – jak mi się wydaje – dość mało znane wśród Polaków. Niewielkie znaczenie miało wówczas to, czy ktoś jest religijny czy nie: najważniejsze było przetrwać – przetrwać jako naród.

Powiem teraz o doświadczeniu pokolenia, które przeżyło wojnę i zostało w Polsce.

Zaraz po wojnie ci Żydzi, którzy przetrwali – na aryjskich papierach, na Syberii, w obozach – zorganizowali się w Centralny Komitet Żydów w Polsce. Była to stosunkowo demokratyczna organizacja. W 1948 roku władze stwierdziły, że muszą tą demokracją steroć. Wszyscy syjoniści otrzymali zgodę na wyjazd do Izraela, a zostali tylko ci, którzy zgodzili się – i tu użyję tytułu spotkania – pozostać w cieniu. Szacuje się, że wojnę przeżyto 200-250 tys. Żydów polskich, w tym na aryjskich papierach 30-70 tys. I tu znowu polsko-żydowskie doświadczenie: nie jest znana dokiadna liczba osób, które przecho­wywały Żydów – nie dlatego, że Żydzi nie chcą o nich wiedzieć, a dlatego, że Polacy boją się do tego przyznawać przed swoimi polskimi sąsiadami. Znane są przypadki, kiedy

Żydzi chcieli podziękować swym dobroczyńcom, ale oni bali się swych sąsiadów. To jest polskie doświadczenie – nie żydowskie.

Z tych 250 tys. w Polsce pozostało po 1989 roku ok. 80 tys., a reszta przez zielone granice (wtedy dość płynne, obojętnie z jakim paszportem) wyjechała na Zachód, a potem na ogół do Izraela lub innych krajów. Do Izraela nie było wcale tak łatwo trafić, ponieważ Anglicy nie wpuszczali Żydów. Na tych, którzy pozostali w Polsce, została wymuszona lojalność wobec państwa polskiego i wobec komunizmu. Nie mieli wyboru – podobnie jak mniejszość niemiecka: lepiej siedzieć cicho i przetrwać, niż sprzeciwiać sięPRL-owskiej władzy. Potem przyszedł rok 1956, do władzy doszedł Gomółka, który wypuścił – jak się szacuje – dwadzieście kilka tysięcy Żydów. Wtedy Polacy nie mieli paszportów, otrzymywało się je w wyjątkowych sytuacjach, a jeśli chodzi o Żydów, to tylko pod warunkiem, że pozbędą się oni całego swojego mienia. Określoną część mogli zabrać z sobą, całą resztę, włącznie z mieszkaniami, musieli zostawić – nie sprzedać, lecz przekazać państwu. Do dzisiaj jedna z dzielnic Tel-Awiwu nosi nazwę “Gomółkowo” – od nazwiska sekretarza, który wtedy otworzył granice dla tej niewielkiej grupy ludzi. Od 1956 roku panuje względna stabilizacja.

Jako młody chłopak jeździłem na obozy letnie, organizowane przez Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce. Ta organizacja była pod pełną kontrolą rządu polskiego, jak wszystkie zresztą organizacje mniejszościowe w Polsce, powtarzam: wszystkie. Istniał specjalny departament do spraw mniejszości w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i wysoko kwalifikowani ludzie, którzy to wszystko kontrolowali. Na czele organizacji stali ludzie, którzy mieli wykonywać dane im polecenia. Tak było również z Żydami.

To życie tliło się jakoś aż do 1968 roku, kiedy ta względna stabilizacja okazała się zbyt nietrwała. Wskutek zmowy partyjno-rządowej ustalono, że wszystko, co budziło niezadowolenie społeczne, można zrzucić na Żydów (a było to akurat po wojnie sześciodniowej na Bliskim Wschodzie). Część społeczeństwa polskiego stwierdziła: ‘jak dobrze, że ci Ruscy dostają w kość”, a to z kolei nie podobało się Rosjanom. Wszystko więc rozegrano w ten sposób, że wyrzucono z Polski resztę Żydów. Po prostu wyrzucono – na skutek ohydnej kampanii we wszystkich środkach przekazu, kampanii prowadzonej przez ludzi, którzy do dzisiaj są w pewnych strukturach decyzyjnych, a których my doskonale pamiętamy. Nawet jeśli część z nich oświadczyła, że wstydzi się tego. co się stało. Właściwie nie wiadomo, ilu Żydów zostało w Polsce, bo ci, którzy zostali po 68 roku, żyją nie tyle w cieniu, co w kompletnym mroku. Ja po 68 roku, na skutek tego, że moja rodzina nie chciała wyjechać, po prostu przestałem być Żydem. Nie sposób było z tym żyć. Jako inżynier po studiach (część kolegów z powodu ich żydowskości wyrzucono ze studiów) stanąłem przed komisją poborową. Gdy spytano mnie o narodowość, odpowie­działem: żydowska. Wówczas powiedziano, że dostanę jeszcze wezwanie do wojska. Czekam na nie do dziś. W organizacjach żydowskich zostali po 1968 roku tylko ludzie lojalni wobec władzy.

Potem przychodzą lata osiemdziesiąte, okres „Solidarności”. W Polsce już wówczas mało kto przyznawał się do żydowstwa . Część z nas tutaj (np. p. Dietmar) prawdopodobnie zna środowisko warszawskie. To było środowisko “latających uniwersytetów”. Wiele spotkań na tych uniwersytetach ( nawiasem mówiąc, bardzo niebezpiecznych,ponieważ zaginięcie z  takiego spotkania kończyło się więzieniem) było poświęconych Żydom. Część uczest­ników tych spotkań nagle sobie przypominała, że któreś z rodziców było Żydem. Ale to nie są liczne przypadki. Ja do tej grupy dołączyłem z początkiem lat 80. Pomógł mi w tym ojciec, który krótko przed śmiercią zaczął jeździć do swojego sztetel, czyli żydowskie­go miasteczka, do mieszkania, z którego moja rodzina została wyrzucona. Wtedy nas też tam nie wpuszczono. W 1980 roku nie wpuszczono nas do mieszkania mojego ojca. Ale tam też znajduje się grób, w którym leży ponad 1000 wielickich Żydów (mowa o Wieliczce koło Krakowa) i tam chodził mój ojciec, ponieważ leży tam mój dziadek i moja babcia. Wtedy uświadomiłem coś sobie na tym zniszczonym cmentarzu, podobnie jak te niemieckie zniszczonym. Przepraszam za dygresję, ale podobnie jak boli mnie stan cmentarzy żydowskich w Polsce, cmentarzy pozbawionych opiekunów, podobnie nie mogłem długo spać, gdy zobaczyłem, w jakim stanie są niemieckie cmentarze na terenie Śląska. Uważam, że to jest hańba dla nas, Europejczyków – nie Polaków, nie Żydów – hańbą jest to, co zrobiono z pamięcią o zmarłych. Wtedy namówiłem tatę, abyśmy postawili coś na grobie dziadka, na tej zbiorowej mogile. Ojciec pisał do całej swojej rodziny: do Izraela, do Stanów, do swych znajomych wielickich. Wszystkie odpowiedzi brzmiały: nie, cokolwiek tu postawimy, będzie zburzone przez Polaków. Proszę zauważyć, jakie jest żydowskie doświadczenie. Ale byliśmy na tyle uparci, że postawiliśmy tam duży kamień, aby nie było go łatwo zwalić i stoi on tam do dziś. Wtedy sobie przypomniałem, że jestem Żydem. Ten powrót też nie był taki łatwy. W 1983 roku okazało się, że jestem pojedynczym Żydem z mojego pokolenia . Wokół mnie nie było ani jednego młodego Żyda. Byłem wtedy w Krakowie, tam mieszkałem i tam zacząłem szukać adresów, kontaktów, no ale nie ma, nie mai Ani jednego młodego Żyda w Krakowie, w którym przed wojną na pół miliona mieszkańców przypadała mniej więcej połowa Żydów. Po kilku latach znalazłem nieliczną grupę, a potem przeniosłem się do Wrocławia, ponieważ pomyślałem, że tu może być więcej Żydów. I rzeczywiście! W 1987 roku zrobiliśmy spotkanie wszystkich Żydów, których adresy posiadaliśmy. Przyszło prawie 80 osób – młodych, z generacji powojennej, z których nikt nawzajem się nie znał. Kiedy zaczęliśmy szukać formuły, wokół której możemy się spotykać, okazało się, że prócz tego, że jedno z naszych rodziców jest Żydem, nic nas nie łączy. Nic! Nie religia, bo nasi rodzice byli zateizowani albo celowo ukrywali swoje pochodzenie, ani kultura, ponieważ żydowska kultura w Polsce ograniczała się do kultury jidisz, która w gruncie rzeczy zatrzymała się w wieku dziewiętnastym. Dla niektórych jest ona atrakcyjna, ale dla nas, żyjących w epoce atomu, już nie tak bardzo. Do Izraela nie wolno się było jeszcze wtedy przyznawać, a więc co mamy z sobą wspólnego? I znowu szukaliśmy czegoś wspólnego. Mieliśmy te same kłopoty, o których mówił pan Brehmer, tj. język. W jakim języku mamy mówić? Okazało się, że nie ma nas kto nauczyć. Język niemiecki, na szczęście, jest językiem europejskim, współczesnym i wielu Europejczyków nim mówi, łatwo znaleźć nauczyciela, natomiast po żydowsku (w jidisz) mówi w Polsce garstka ludzi, a po hebrajsku w 1989 roku  nie mówił w Polsce nikt Nawet z nauką języka mieliśmy więc problemy. Muszę powiedzieć, że praca nasza jest trudna i żmudna. Mało tego: olbrzymia większość, która odnalazła tożsamość żydowską, w polskiej społeczności i rzeczywistości nie potrafi żyć. Tu jest podobnie jak z Niemcami: nie sposób odróżnić przyczyn ekonomicznych od narodowych. Mówi się, że ludzie wyjeżdżają właśnie z tego powodu. Ale trudno jest żyć tutaj z taką świadomością, więc Żydzi wyjeżdżają do Izraela, bo Izrael, zgodnie ze swoim prawodawstwem, przyjmie każdego Żyda. Podobnie jest z Niemcami. A przy okazji: muszę tutaj podziękować władzom niemieckim, że – obok Izraela – Niemcy są jedynym krajem, gdzie nie ma ograniczeń co do imigracji Żydów, co w obecnej sytuacji jest dla społeczności żydowskiej bardzo ważne. Znam wiele przypadków osiedlania się Żydów rosyjskich w Niemczech. Niedawno odwiedziła nas koleżanka, która wyjechała z Polski do Niemiec. Większość z nas atakowała ją, że przecież to nie jest w porządku. Jak to? Po holokauście jechać jako Żyd do Niemiec? Ja jednak Jej dość zdecydowanie broniłem. Uważam że we współczesnej Europie Żyd może jechać do Niemiec, jeżeli jest to jego wolny wybór i jeżeli chce, żeby to była jego nowa ojczyzna.

Były duże problemy z akceptacją w stosunku do tych, którzy zaczęli wychodzić z cienia. Gdzie ich przyjąć, jak ich znaleźć? W organizacji postkomunistycznej, jaką

było Towarzystwo Społeczno-Kulturalne Żydów w Polsce, czuliśmy się źle. Źle ocenialiśmy jego przywódców, którzy do dzisiaj są – jeśli chodzi o środowisko żydowskie – nie do zniesienia. Tych władz się nie da zmienić. Dlaczego? Myślę, że jest w tym podobieństwo do innych mniejszości. Z kolei kongregacja religijna nie chciała nas uczyć, bo jesteśmy dla nich kłopotem. Czego nas uczyć? Nie wiadomo, czy jesteśmy pół-Żydami czy ćwierć-Żydami. Będąc w Stanach,  zacząłem być oficjalnie akceptowany, ale olbrzymia większość z nas nie ma tej możliwości, i co z nimi począć?

Znaleźliśmy taką koncepcję, którą nazwaliśmy Bractwem dla Poznawania Judaizmu. W tej chwili skupia ono kilkadziesiąt osób. Spotykamy się we Wrocławiu i uczymy się być Żydami. Nie jest to łatwe, znów nie ma nas kto tego uczyć. Na szczęście, mamy dojeżdżającego raz na parę miesięcy rabina ze Stanów, i to dzięki fundacji Ronalda Laudera, który postanowił, że zrobi wszystko, co może dla kontynuowania życia żydo­wskiego w jakiejkolwiek formie w Polsce.

Teraz chciałbym powiedzieć kilka słów o wrocławskiej synagodze, która znajduje się przy ulicy Włodkowica, przed wojną – Wallstrasse. Kamienica, w której mieści się ta synagoga, nosi nazwę “Pod Białym Bocianem”. Synagoga była użytkowana przez gminę żydowską do 1969 roku, kiedy jeszcze gmina była w stanie ją utrzymać. W 1969 roku, po masowej emigracji, została formalnie przekazana państwu i po kilku latach zamknięto ją. Nic więcej. Drzwi zostały dosłownie zamknięte na kłódkę. Po kilku latach w środku nie było już nic. Łącznie z podłogą i dachem. I dzisiaj jest to waląca się ruina, a ponieważ została ona zbudowana w 1827 roku przez Gesellschaft der Bruder we Wrocławiu, uważamy, że naszą powinnością jest przywrócić ją do dawnej świetności. Oczywiście, mamy z tym tylko kłopot i nic więcej. To jest tak, jak w tej starej anegdocie na temat Żyda, który przyszedł do rabina i mówi: “Rabbi, zbliża się Pesach (to największe żydowskie święto), a ja nie mam ani macy, ani świecznika, ani obrusa, ani garnka (bo trzeba mieć wówczas specjalne garnki), ani nie mam nic do jedzenia. Jestem biednym krawcem, co mam dalej robić?” A on pyta: “Ile kosztuje świecznik?” “Dwie korony.” “A ile kosztuje to i to?” Razem podsumowali to na 100 koron. “To ty masz jedyny kłopot: brakuje ci 100 koron.”

I my tutaj mamy też pewien kłopot. Brakuje nam kilkudziesięciu miliardów złotych. Ale chcemy, by ta synagoga była nie tylko synagogą w sensie religijnym, chcemy także, by była symbolem pojednania. Chociaż muszę powiedzieć, że to słowo w przypadku stosun­ków polsko-niemiecko-żydowskich jest bardzo trudno wymawiane. Ja mam odwagę, by je do Państwa wypowiedzieć, bo prawdopodobnie poza mną nie ma tu żadnego Żyda na sali. Ale wiem, że gdyby tu było kilku innych Żydów, to oni by natychmiast wstali zaprotestowali. Nie ma mowy o pojednaniu. Zdarzyło się tak wiele, że poczekajmy jeszcze. Ale wydaje mi się, że odbudowanie tej synagogi zgodnie z jej przeznaczeniem ułatwiłoby drogę do tego słowa “pojednanie”. I tam znalazłby także miejsce ośrodek walki z nietolerancją i nienawiścią, bo tego nam nie brakuje – jeszcze dzisiaj, we współczesnej Polsce. Ja mam duży szacunek do ministra Stelmachowskiego, ministra Edukacji Naro­dowej, który bardzo ułatwił tzw. “Marsz Żydów”. Jeżeli ujrzymy kogoś z przypiętą gwiazdą, to jest to oznaka, iż jest on uczestnikiem “Marszu Żywych Żydów”, Żydów urodzonych 18-20 lat temu, którzy w liczbie ok. 3 tys. przemaszerowali z Auschwitz do Birkenau. To było wczoraj. Była to kolosalna impreza: między Warszawą a Tel-Awiwem kursowało w ciągu jednego dnia, zdaje się, siedem samolotów. Proszę to sobie wyobrazić! I ta cała młodzież zwiedzała Polskę.

Tenże sam minister Stelmachowski – ja wiem, że w imię wolności i demokracji – proponuje, by umieszczać krzyże w szkołach. Nie chciałbym tu nikogo urazić – żadnego katolika czy chrześcijanina – ale w mojej świadomości krzyż jest nie tylko symbolem chrześcijaństwa. Jest także symbolem prześladowań, symbolem represji. I ja bym nie chciał, by moje dzieci chodziły do szkoły, w której ten krzyż będzie wisiał. Wniosek jest taki: będę musiał zorganizować im inną szkołę. Czyli okazuje się, że ciągle my, Polacy – mówię ‘my Polacy”, bo jestem też lojalny wobec państwa polskiego, moim językiem jest język polski, nie hebrajski ani żydowski, w tym języku myślę, potrafię sobie coś wyobrazić, w tym języku myślę o Bogu – więc my, Polacy ciągle nie mamy wyczulenia na to, co może kogoś innego razić. To dotyczy wszystkich mniejszości. Tak mi się wydaje.

Wracając do “Marszu Żywych”: to też są doświadczenia żydowskie. Te dzieci przy­jeżdżają do Polski zgodnie z programem Izraelskiego Ministerstwa Edukacji. Po co? Po to, żeby potem było im łatwiej w wojsku. Nie po to, żeby poznać polską rzeczywistość, ekonomię, młodzież. Nie! One tutaj mają specjalnie opracowany program: od obozu do obozu (bardzo męczący zresztą). I w każdym z tych obozów słyszą, co tam się stało, a potem są szybko wywożone do Izraela, gdzie następnie idą do wojska. Żeby się to więcej nie powtórzyło. I zawsze, kiedy się spotykam z tą młodzieżą, a spotkałem się przedwczoraj, mało się nie pobijemy. Ja mówię: “Chwileczkę, nie wszyscy Polacy byli winni Zagładzie. Jeżeli byli Polacy, którzy wydawali Żydów, to przynajmniej w tej samej liczbie byli Polacy, którzy narażali się, aby tych Żydów ratować”. Ale ich stereotyp jest zupełnie inny. “Wszyscy Polacy – jak mówią – wyssali antysemityzm z mlekiem matki”. Mój przyjaciel, Kostek Gebbert (Dawid Warszawski) napisał artykuł pełen oburzenia, że tak nie wolno mówić. I został natychmiast zasypany stekiem obelg przez moich przyjaciół Żydów, jak on w ogóle może protestować. A więc to są wszystko sprawy, które trzeba załatwić. To nie są sprawy, które wygasły.

. Oczywiście, nie wszyscy Polacy wyssali antysemityzm z mlekiem matki. Jest to smutne dziedzictwo z przeszłości, z którym trzeba walczyć. Nie wszyscy Polacy wyssali z mlekiem matki antyniemieckość. I z tym także trzeba walczyć. Temu właśnie mają służyć takie konferencje jak ta.

I wreszcie pytanie kardynalne, które zawsze sobie zadaję. Po co ja tu w ogóle jestem? Tu, w Polsce. Chyba nie tylko mnie nurtuje to pytanie. Wszyscy członkowie mniejszości, których ojczyzny położone są bardziej na zachód, zadają sobie to pytanie.

Po co my tu w ogóle jeszcze jesteśmy?

I oczywiście wielu z naszych przyjaciół, najbliższych, czasami są to nawet nasze żony czy mężowie, wielu odpowiada negatywnie na to pytanie, czyli wyjeżdża, bo nie wytrzy­muje tego ciśnienia. Ale ja, jak dotychczas, odpowiadam sobie pozytywnie. Jest po co tutaj zostaćl

Pierwszy powód, dla którego warto zostać, to taki, że “wpadłem” zarówno w Fundację “Krzyżowa*, jak i w pewien krąg ludzi tym zainteresowanych.

Mniej więcej cztery lata temu (w 1988 roku) zostałem zaproszony na jeden z odczytów nt. stosunków polsko-żydowskich. Potem była ożywiona dyskusja, po czym wstaje pan, który mówi: “Przepraszam bardzo, ale wy, Żydzi, byliście przed wojną komunistami, kapitalistami, kamienicznikami, złodziejami” itd., itp. Wymienił całą litanię żydowskich przewinień i stwierdził, że wszystko, co do dziś jest złe w Polsce, to przez Żydów. Dyskusja trwała do późna wieczorem, ale w zgodzie się wtedy nie rozstaliśmy. Rok temu miałem wykład w Klubie Inteligencji Katolickiej we Wrocławiu. Po moim wykładzie wstaje jako pierwszy tenże sam pan i mówi: “Specjalnie przyszedłem na ten wykład po to, żeby pana przeprosić. Nie miałem racji. Mój Kościół mówi i naucza czegoś innego. Ja teraz chodzę po kościołach i mówię, że nie miałem racji”. Wydaje mi się, że choćby tylko dla tego jednego człowieka warto nawiązywać dyskusję. Następny przykład: parę tygodni temu (chyba cztery), w 1992 roku zostało zniszczonych ponad czterdzieści nagrobków na cmentarzu żydo­wskim we Wrocławiu. Nowych nagrobków, powojennych. W sposób okrutny, bestialski porozbijano je na kawałki. Tak się złożyło, że policja tych chłopców dosyć szybko ujęła. To byli uczniowie wrocławskich szkół podstawowych i średnich. Ale po raz pierwszy się zdarzyło, że te dzieci i ich rodzice przyszli do właściciela, czyli do kongregacji religijnej, z prośbą o przebaczenie i z przyrzeczeniem naprawienia wszystkich szkód. Mało tego: okazało się, że część z nich poszła do księdza wyspowiadać się z tego czynu. A w ostatnią niedzielę ze wszystkich ambon kościołów wrocławskich był odczytany list księdza kardynała, iż czyn ten to wstyd dla społeczności katolickiej i że powinno się zrobić wszystko, by to jakoś naprawić. Wydaje mi się, że powinniśmy strzec prochów naszych przodków, choćby nas było niewielu, bo jest nas rzeczywiście niewielu. Obecnie szacu­jemy, że jest nas 4-60 tys. Nikt tego nie wie dokładnie, nawet MSW, mimo że miało kiedyś szczegółowe listy. W społeczności aktywnych jest ok. 6 tys. osób. W samym Wrocławiu jest nas 400-500 osób, w tym z pokolenia wojennego jest w tej chwili 60 dorosłych plus 30 dzieci. Jest sens być tu po to, by strzec prochów swoich ojców i aby czynić pokój.

Szalom

Jerzy Kichler

 

Rabin Abraham Geiger we Wrocławiu (Breslau)

 

Jerzy KICHLER

Wrocławskie lata Abrahama Geigera

Acta  Universitatis Wratislaviensis No 1568 – Z historii ludności żydowskiej w Polsce i na Śląsku pod redakcją Krystyna Matwijowskiego, Wrocław 1994 Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego

Oświecenie żydowskie — Haskala — zapoczątkowane w połowie XVIII w., dotarło również do Wrocławia, gdzie Żydzi po 1790 r. uzyskali pewne swobody, a po edykcie marcowym 1812 r. zostali formalnie zrównani w prawach obywatelskich z chrześcijanami. Część Żydów pragnęła włączyć się w całej pełni w życie państwa pruskiego. Nie chcieli być dłużej Żydami w tradycyjnym tego słowa znaczeniu, lecz Niemcami wyznania mojże­szowego. Łączyło się to z traktowaniem religii przodków jedynie jako abstrakcyjnej wiary, pozbawionej elementów narodowych.

Żydzi liberalni, stanowiący mniejszość gminy wrocławskiej, byli w dużym stopniu elitą intelektualną i finansową. Dzieci liberałów zdobywały świecką wiedzę w utworzonej w 1791 r. Szkole Wilhelma, a w 1801 r. otworzono Szkołę Przemysłową dla Dziewcząt. W 1780 r. powstaje liberalne Bractwo (Gesellschaft der Brueder 1), które dla zreformowania nabożeństw buduje w 1796 r. własny dom modlitewny (tzw. Tempel) przy ul. św. Antoniego 30. Wkrótce stał się on zbyt ciasny, więc Bractwo wg projektu architekta K. F. Langhansa zbudowało okazałą świątynię „Zum weissen Storch” (Pod Białym Bocianem), przez współczesnych nazywaną po prostu „die grossc Synagogę”, poświęconą w 1829 r.[1] Liberałowie, którym prze­wodził m.in. filolog klasyczny W. Freund (1806-1896), wydawca miesięcznika „Zur Judenfrage in Deutschland”, pragnęli aktywnie włączyć się w nurt reformy religijnej, lecz brak im było przywódcy religijnego,jakim mógł być rabin.  rabinem gminy był ortodoksyjny Salomon Tiktin, syn Gedalii. W 1838 r. liberalna część gminy ogłosiła, że zarząd poszukuje Gottesgelehrtera, uczonego w świętej teologii, który połączy szeroką wiedzę biblijną i talmudyczną z odpowiednią wiedzą świecką, będąc jednocześnie bardzo świątobliwym. Ma on mieć kwa­lifikacje do pełnienia nie tylko funkcji dajana (sędziego, pełnomocnika ra­bina), lecz także pozwalające mu na wygłaszanie zajmujących i pouczają­cych kazań w synagodze w płynnej niemczyźnie[2] Jako gościnnego kaznodzieję i prowadzącego modlitwy zaproszono 28-letniego rabina z Wiesbaden Abrahama Geigera. Pochodził on ze znanej we Frankfurcie nad Menem rodziny. W dzieciństwie otrzymał tradycyjne żydowskie wykształcenie. Jego pierwszym nauczycielem był starszy brat Salomon. Abraham był jednym z tzw. cudownych dzieci: w wieku 3 lat studiował Torę, Misznę, gdy miał 4 lata, a naukę Talmudu rozpoczął po skończeniu 6 lat. [3]Otrzymał też staranne wykształcenie świeckie. Studiował na uniwersytetach w Heidelbergu i Bonn, interesował się szczególnie filo­zofią i językami orientalnymi. Studia zakończył doktoratem na temat „Co Mahomet zaczerpnął z judaizmu”, opublikowanym w 1833 r. Certyfikat rabinacki otrzymał od rabina z Marburga Gossena. W 1832 r. zostaje rabinem w Wiesbaden, od 1835 r. wydaje „Wissenschaftliche Zeitschrift fuer juedische Teologie” (do 1847), dzięki czemu jego poglądy stają się szeroko znane w Niemczech. Jego pragnieniem było, by judaizm stał się „integralną częścią kultury europejskiej w kontekście niemieckim”. Do­ceniał rolę proroków i tradycji, niezmiernie ważne dla niego było utrzymanie żydowskiej kontynuacji, lecz pragnął, by judaizm dostosował się w taki sposób, aby mógł wypełnić żydowską misję propagowania racjonalnej wiary w Jednego Boga i Jego moralne prawo, dlatego widział potrzebę modyfikacji żydowskiej drogi i sposobu myślenia. Przeciwstawiał się poglądom orto­doksyjnym, które uważał za skostniałe i pozbawione form estetycznych, mogących satysfakcjonować kulturalnego człowieka.

Gdy o zaproszeniu Geigera dowiedział się rabin Tiktin, wysłał ostry protest do miejscowych władz [4], a gdy ten pozostał bez echa, odwołał się do ministerstwa w Berlinie. Jak się zdaje, termin wyznaczony na kazanie Geigera nie był wybrany przypadkowo, początek wakacji w Berlinie spowo­dował opieszałość w podejmowaniu decyzji. Tak więc Geiger po błyskot­liwym kazaniu 21 VI 1838 r. podczas szabasowego nabożeństwa z paraszą Matot został niemal jednogłośnie przyjęty na wcześniej zgłoszony etat.

Jednak rabin Tiktin rozpoczął walkę o niedopuszczenie do objęcia urzędu przez Geigera. Przed otrzymaniem stanowiska we Wrocławiu Geiger jako dotychczasowy obywatel księstwa Nassau musiał zmienić obywatel­stwo na pruskie. Rabin Tiktin poinformował wówczas władze pruskie, że niejaki Geiger atakuje żydowską religię na łamach wydawanego przez siebie pisma, nie posiada odpowiednich kwalifikacji, by piastować urząd choćby po­mocnika rabina, gdyż uczęszczał do świeckich szkół, a do tego, jak mówią, był zmuszony do opuszczenia Wiesbaden po tym, gdy jakoby publicznie omijał przepisy związane ze świętym szabasem. Najpoważniejszym zarzu­tem było to, że Geiger podczas swego inauguracyjnego nabożeństwa prze­kroczył dekret rządowy z 1823 r. zabraniający wszelkich innowacji w nabożeństwie synagogalnym, a to: był ubrany w sutannę duchownego chrześ­cijańskiego oraz wygłosił kazanie w czystej niemczyźnie (zamiast tradycyj­nej deraszy w języku jidisz).

Brak odzewu ze strony rządowej spowodował, że odwołano się do króla Fryderyka Wilhelma III. Monarcha skierował sprawę z powrotem do mini­sterstwa. Sprawa ciągnęła się 15 miesięcy, podczas których Geiger nie mógł formalnie objąć swego urzędu we Wrocławiu. Wreszcie dzięki życzliwości Aleksandra von Humboldta, który poparł sprawę Geigera u ministra Alten- steina, Geiger otrzymał obywatelstwo pruskie, a 6 III 1840 r. odpowiedni patent.

Zgodnie z kontraktem do jego obowiązków należało prowadzenie nabo­żeństw w każdy szabat i święto oraz wygłaszanie kazań. Jednak nie miał wydawać żadnych werdyktów odnośnie do prawa talmudycznego. Wówczas Geiger powołany na stanowisko dajana, czyli sędziego w sprawach religij­nych, został pozbawiony możliwości praktycznego wykonywania funkcji. Można dodać, że połowa uposażenia w wys. 800 talarów była płacona przez osoby prywatne.

Tuż przed formalnym objęciem urzędu we Wrocławiu poślubił uko­chaną Emilie Oppenheimer, która go będzie wspierać podczas całego wro­cławskiego okresu. We Wrocławiu urodziło się im 4 dzieci (2 chłopców i 2 dziewczynki, w tym Ludwig, znany później literaturoznawca i biograf ojca)[5]

Niebawem jednak znowu dochodzi do próby usunięcia Geigera ze sta­nowiska. Pretekstem staje się jego esej Zadanie czasu obecnego z 1839 r., w którym starał się wykazać, że jego pokolenie ma prawo dokonywania zmian w porządku modlitw, do nabożeństw, którym będzie towarzyszyła muzyka, a wygłaszane kazania inspirowały zarówno intelektualnie, jak i duchowo. Geiger przytacza przy tym te wątki talmudyczne, które podkreślają prawo mędrców do ich własnej interpretacji Tory. W swym wystąpieniu do władz ortodoksi starali się wykazać, że te postulaty przekraczają postanowienia dekretu z 1823 r. Urzędnicy ministerialni po zbadaniu całokształtu sprawy uznali jednak, że Geiger nie zmienił istoty wiary ani nie miał zamiaru ustanowienia nowej sekty.

Pozycja Geigera wzmocniła się, gdy nowy władca Fryderyk Wilhelm IV odwiedził Wrocław 13 X 1841 r. Spotkał się wówczas z deputacją żydowską, a mówcą był Geiger. W imieniu 200 tys. żydowskich obywateli Prus dopominał się o rozszerzenie ich praw. Dla Geigera istotne było też to, że król w odpowiedzi podkreślił swe uznanie dla faktu wygłaszania kazań we wrocławskiej synagodze po niemiecku.

Rabin Tiktin, widząc poparcie władz dla Geigera, zmienił taktykę postępowania. Rozpoczął niemal codzienne, ustawiczne utarczki. Równo­cześnie unikał spotkania z Geigerem, odmawiał uczestnictwa we wspólnych ceremoniach, takich jak ślub i pogrzeb. Jego derasza w szabat przed świętem Pesach była poświęcona zaciekłemu zwalczaniu wszelkich innowacji i tych, którzy je wprowadzają. 3 IV podczas pogrzebu H. Oppenheima, gdy na prośbę rodziny zmarłego przemawiał rabin Geiger, Tiktin przerwał rap­townie, obrzucając inwektywami jego i popierającą go część społeczności. Spowodowało to zamieszanie na cmentarzu. Informacja na ten temat doszła do szefa policji, a ten skierował raport do ministerstwa.

W lipcu 1842 r. zarząd gminy zawiesił rabina Tiktina. Równocześnie sugerowano zawarcie kompromisu, który miał polegać na utworzeniu dwóch grup religijnych ze wspólną administracją. Lecz S. Tiktin zdecydowanie odrzucił możliwość swego wejścia do jakiejkolwiek instytucji, która miałaby w swych szeregach liberałów. W tej sytuacji zarząd ogłosił, że przywódca ortodoksów dobrowolnie zrezygnował ze swego urzędu.

W obronie rabina Tiktina stanęli jego ortodoksyjni koledzy: Eiger z Poznania i rabin z Leszna. Zarząd gminy dwukrotnie, jesienią 1842 r. i wiosną 1843 r., opublikował opinie 17 liberalnych rabinów o tej sprawie. Wśród nich byli m. in. Hexheimer, Holdheim, Kohn, Hess, Gutmann, Wassermann, Einhorn. Opowiedzieli się oni za Geigerem. Z kolei w obronie Tiktina wystąpili Z. Frenkel i S. L. Papoport. Niektórzy, jak na przykład L. Philippson, starali się zachować neutralność.

W tym czasie ortodoksi starali się dowieść, iż Geiger obok wcześniej­szych zmian wprowadził nowe, sprzeczne z dekretem z 1823 r. Zaliczyli do nich: wygłaszanie kazań i intonowanie pewnych modlitw po niemiecku, wprowadzenie śpiewu chóralnego w czasie nabożeństw, pomijanie w trakcie modlitw zwyczajowych melodii i wprowadzanie nowych, wzywanie do czytania Tory imieniem niemieckim i wreszcie ubieranie przez rabina spe­cjalnej togi. Geiger w Ansprache an meine Gemeinde z 15 VI 1842 r. wyjaś­nił, że istota różnic między ortodoksami a liberałami jest trudna do uchwy­cenia i uzewnętrznia się w zwalczaniu drugich przez pierwszych, gdy ci dru­dzy darzą swych adwersarzy szacunkiem. Przyjmowanie pewnych zewnętrz­nych form nie tylko uszlachetnia obrzędy religijne, ale sprawia, że różnice duchowe między wiernymi stają się mniejsze.

Sprawa dotarła do 2 ministerstw: Spraw Wewnętrznych i Wyznań, które nie podjęły żadnej decyzji, sugerując, że powinien tym się zająć zwykły sąd. Za najbardziej kontrowersyjną kwestię uznano strój rabina. Spór dotarł do monarchy. Radził on utworzenie 2 oddzielnych synagog dla obu odłamów. Równocześnie zakazał naśladowania chrześcijańskich obyczajów w żydow­skim domu modlitwy (sutanny). W ten sposób po raz pierwszy zatwierdzono wprowadzone zmiany do żydowskiego rytuału, chociaż pozornie wydają się one dzisiaj mało istotne.

Pozostała sprawa togi czy sutanny rabinackiej, to znaczy czy rabin podczas nabożeństwa może ubierać specjalny strój analogiczny do stroju duchownych chrześcijańskich. W tej sprawie zabierali głos żydowscy i chrześcijańscy kapłani. Ortodoksi, i to zarówno żydowscy, jak chrześci­jańscy, występowali przeciwko upodobnieniu ubiorów. Byli jednak i tacy, jak kanonik Heinrich Foerster, późniejszy biskup, czy kanonik Ludwig Falk, którzy stwierdzili, zajmując co najmniej neutralną postawę, że strój Geigera wyraźnie odróżnia się od ubiorów katolickich i ewangelickich duchownych. Jak się jednak wydaje, zaczął przeważać pogląd ortodoksyjny. Gdy 3 VI 1843 r. planowano uroczystość objęcia urzędu przez nowego burmistrza Wrocławia, a część ceremonii miała odbyć się w kościele, początkowo prze­widywano zaproszenie starszych gminy żydowskiej wraz z rabinem. W ostatniej chwili wycofano się z tego pomysłu. W raporcie do Ministerstwa Stanu motywowano to tym, że pojawienie się rabina w kościele mogło obrazić uczucia chrześcijańskich uczestników nabożeństwa. Skądinąd wia­domo, że Geiger był gotów pokazać się na nabożeństwie w kościele w swej rabinackiej todze. Może to też przyczyniło się do zrezygnowania z udziału przedstawicieli ludności żydowskiej?

Sprawa miejsca i roli liberalnego rabina we wrocławskiej gminie nabrała nowego wymiaru, gdy 20 III 1843 r. zmarł rabin Salomon Tiktin. Geiger dla uniknięcia zadrażnień nie uczestniczył w obrzędzie pogrzebowym, a przy najbliższej okazji wygłosił kazanie o pobożności i zasługach zmarłego.

Zakończył się okres zawieszenia dla rabina ortodoksyjnego, dlatego na następcę zaproponowano syna Salomona, Gedalię. Jednak władze nie spie­szyły się z podjęciem konkretnych decyzji. Wreszcie po długich dyskusjach obie strony zgodziły się na formalne oddzielenie ortodoksów od liberałów i równoległe objęcie urzędów przez obu rabinów, reprezentujących oba odła­my. Lecz wówczas władze pruskie nie zatwierdziły nominacji Gedalii Tikti­na, wysuwając na to stanowisko Hirscha B. Fassela. Jednak dzięki uporowi wrocławskich ortodoksów zgodziły się w 1846 r., by Tiktin został zatwier-dzony jako rabin, lecz bez tytułu Gemeinderabinera, na co znowu nie zgodził się ten odłam Żydów wrocławskich. Sytuacja patowa trwała do 1 XI 1851 r. gdy król zarekomendował na jeszcze wyższe stanowisko – Landrabbinera całego Śląska – Gedalię Tiktina. Król dodał na marginesie dokumentu: „W istocie Tiktin nie ma prawa do noszenia takiego tytułu. Jestem jednak skłonny nadać mu ten tytuł, aby kierunek, który reprezentuje, otrzymał poparcie, co może być istotne ze względów politycznych”. Pamiętajmy, że jest to okres po Wiośnie Ludów, gdy władcy zależało na uspokojeniu nastrojów społecznych. Jednak minister spraw wewnętrznych nie spieszył się z wydaniem odpowiedniego dokumentu, dopiero 2,5 roku później, 30 I 1854 r. wydano dekret mianujący Gedalię Tiktina Landrabbinerem.

Była to bez wątpienia porażka Geigera. Popierany przez ortodoksów Gedalia Tiktin miał funkcję Landrabbinera, a Geiger — duchowy przy­wódca liberałów — pozostawał formalnie na stanowisku pomocnika rabina. Sytuacja ta trwała do 1858 r., gdy statut z 6 III tegoż roku wprowadził dwie komisje kultowe, lecz w ramach jednej gminy. Każda z komisji miała mieć swego rabina, synagogę i szkołę, ale wspólny winien być zarząd gminy, cmentarz i pozostałe instytucje.

Podstawową pracą, jaką wykonywał Geiger we Wrocławiu, było oczy­wiście sprawowanie funkcji rabina w liberalnej części gminy. Przygotowy­wał nabożeństwa, wygłaszał kazania, nadzorował pracę religijną szkoły.

Punktem wyjścia zapatrywań Geigera było dążenie do uczynienia z judaizmu doskonałej religii. W odróżnieniu od tradycyjnego pojmowania judaizmu jako całego zespołu zachowań, rytuałów i wartości obejmujących całe życie świąteczne i codzienne, Geiger uważał, że każde nowe pokolenie ma prawo po swojemu interpretować swój stosunek do tradycji. Jedno­cześnie Żydzi powinni odrzucić te pierwiastki, które są związane ideolo­gicznie z upadkiem Drugiej Świątyni, a kraj diaspory, których są obywate­lami, uważać za swoją ojczyznę. Zmiany w teologii i praktykach religijnych powinny wypływać z Wissenschaft — określenie, które oznaczało dla Gei­gera zrozumienie potrzeb historycznej ewolucji religii. Taki stosunek do judaizmu, wypływający z analizy zmian społecznych i politycznych w Europie XVIII i XIX w. uczynił Geigera jedną z czołowych postaci ruchu liberalnego, który w różnych krajach i w różnym czasie otrzymywał różne nazwy: reformowany, konserwatywny, rekonstruowany.

Dla oceny drogi, którą wybrał Geiger, można porównać jego poglądy z innymi współczesnymi mu myślicielami widzącymi także potrzebę zmian w judaizmie. Rabin reformistów berlińskich Samuel Holheim uważał, że tylko to, co ma znaczenie ściśle religijne, a więc monoteizm, zasady etyczne, na­leży uwzględnić, a odrzucić wszystko pozostałe. Z drugiej strony przyjaciel

Geigera z czasów uniwersyteckich, Samson Raphael Hirsch, nie widział konfliktu pomiędzy współczesną wiedzą świecką a naukami judaizmu, stał się też jednym z protoplastów neoortodoksji.

Geiger miał dość rewolucyjne poglądy. Wyrażał je w swoich pracach, których większość odnajdziemy na łamach jego „Zeitschriftu”, lecz w praktyce religijnej swej gminy był dość ostrożny. W Wielkiej Synagodze wygłaszał kazania podczas nabożeństw szabasowych (w 1840 r. — 39 kazań, w 1841 r. — 47 kazań), wyjaśniał Pirkei Awot, czyli Sentencje Praojców w szabasowe popołudnia między Pesach a Rosz Ha-szana, prowadził wykłady z historii literatury Żydów. Wyjeżdżał także na kazania do sąsiednich gmin.

Od 1843 r. wprowadza Geiger innowację, jaką była szkoła dla dzieci, któ­re miały mieć konfirmację, odbywaną w szabat przed świętem Szawuot. Kon­firmacji czyli uroczystego wejścia w dorosłą gminę, dokonywali chłopcy w wieku 13 lat, dziewczęta w wieku 15 lat. Nowość polegała na nieco innych wymaganiach dla chłopców niż ortodoksyjna „bar micwah”, a dziewczętom dawała możliwość pierwszego publicznego wystąpienia w synagodze. Do pierwszej konfirmacji 18 V 1844 r. przystępuje 15 dziewcząt, do następnej 16 V 1845 — 3 chłopców i 13 dziewcząt. Do rytuału synagogalnego Geiger wprowadza pewne zmiany: śpiew chóralny podczas nabożeństw, muzykę (choć nie w szabas), nie obchodzi w synagodze drugich dni świątecznych.

Geiger przez długi czas przygotowywał specjalny modlitewnik dla swojej gminy. W 1849 r. publikuje „Zarys i plan nowego modlitewnika”, a w 5 lat później wprowadza podczas nabożeństwa „Modlitewnik dla Izraelitów do nabożeństw publicznych na cały rok…. „Modlitewnik jest wyrazem podstawo­wych idei, którymi się kierował. Miał on głęboki szacunek do tradycji, a jak pisze we wstępie, „Powaga modlitw związana jest nie tylko z ich treścią, lecz także z tradycyjną formą […], dlatego pozostają one, z kilkoma wyjątkami, w języku hebrajskim” [6]. Zachował także całą tradycyjną strukturę i układ formalny modlitw. Usunął natomiast wzmianki o odbudowie Świątyni w Jerozolimie, o odnowieniu ofiar świątynnych, pozostawiając wszystkie fragmenty dotyczące Syjonu i Jerozolimy. Nieco skrócił nabożeństwo, lecz utrzymał w całości obrzęd czytania Tory, przy czym cykl czytania był trzy­letni. Istotne zmiany występują w tekstach niemieckich, towarzyszących hebrajskiemu. Nie są one dosłownym tłumaczeniem, lecz wolną parafrazą. Jak pisze Geiger, „Ktoś, dla którego modlitwa w języku hebrajskim brzmi całkowicie obco, pragnie, by treść i forma pozwoliła mu na włączenie się do modlitwy całym jego sercem, dlatego […] zostały modlitwy w języku niemieckim ułożone od nowa przeze mnie”. Ominął też odniesienia do aniołów oraz wzmianki o dosłownym zmartwychwstaniu ciał. Dla nadania, jak mu[7]

się wydawało, większej płynności nabożeństwu ominął kilka pijutim i ograniczył powtórzenia modlitw.

Wymieńmy też ważniejsze dzieła Geigera powstałe we Wrocławiu [8]

—   roczniki „ Wissenschaftliiche Zeitschrift fuer juedische Teologie” 1844-1847;

—  Lehrbuch zur Sprache der Mischna (Podręcznik języka Miszny), 1845;

—  Lesestuecke aus der Mischna (Czytanie z Miszny), 1845;

—   Beitraege zur juedischen Literaturgeschichte (Przyczynki do historii literatury żydowskiej), 1847;

—  Moses ben Maimon, 1850;

—  Diwa des Diwa des Castilieres Abu’l — Hassan Juda ha Lewi (wraz z biografią i przypisami), 1851;

—  Isaak Troki. Apologeta judaizmu, 1853;

—  Leon de Modena — rabin z Wenecji, 1856;

—   Urschriften und Uebersetzungen der Biblia (oryginał i tłumaczenia Biblii w zależności od wewnętrznego rozwoju judaizmu), 1857;

—   „Juedische Zeitschrift fuer Wissenschaft und Leben” (Pismo ży­dowskie o nauce i życiu), 1.1/1862 – t. III/1866;

—  Sadducaer und Pharisaer (Sadyceusze i faryzeusze), 1863;

—  Das Judentum und seine Geschichte (Judaizm i jego historia), 1864.

Najżywiej było przyjęte dzieło „Urschriften und Uebersetzungen” — szcze­gólnie w kręgach biblistów. Przychylnie przyjęli je M. Steischneider, L. Loew i uczeni chrześcijańscy – T. Noeldecke i J. Welhausen. Zostało ono jednak potępione przez H. Graetza.

Geiger brał czynny udział w synodach liberalnych rabinów w Brunszwiku (1844) i Frankfurcie nad Menem (1845). Sam z kolei był gospodarzem synodu wrocławskiego w 1846 r. Spotkania te były platformą wymiany poglądów i doświadczeń rabinów, a niekiedy i miejscem ostrych starć. W 1845 r. np. gwałtownie opuścił synod Z. Frankel po przyjęciu rezolucji niechętnej używaniu języka hebrajskiego[9]

Wspomnijmy też o roli Geigera w utworzeniu żydowskiego seminarium rabinackiego. Od początku swej działalności apelował Geiger o powołanie fakultetu kształcącego rabinów, w którym obok wiedzy teologicznej, tj. dotyczącej Tory i Talmudu, program studiów zawierałby przedmioty odpo­wiadające potrzebom współczesności, jak historia , filozofia, filologia. Gei­ger myślał o wydziale czy uczelni mającej poziom uniwersytecki — stopnie

uzyskiwane po jej ukończeniu odpowiadałyby stopniom akademickim. Nauczanie na takim fakultecie było głębokim marzeniem Geigera. Skłoniło to prawdopodobnie J. Fraenkla, zaprzyjaźnionego z Geigerem, by w swym testamencie uczynił zapis na mającą kształcić rabinów uczelnię. Fraenkel zmarł w 1846 roku i chociaż W.Freund, którego poproszono o radę wskazał jako kierownika uczelni na Geigera, kuratorzy testamentu nie kwapili się z decyzją. Pamiętajmy, że był to okres najostrzejszych sporów w gminie. Pieniądze Fundacji pozostały w banku przez wiele lat, wreszcie J. Leman jako wyjście kompromisowe polecił na kierownika seminarium Z. Frenkla, wówczas rabina w Dreźnie. Ten, daleki od skłonności reformatorskich, wprowadził statut seminarium wymagający od nauczycieli „historyczno- -pozytywnego stosunku do judaizmu”, co praktycznie eliminowało takie osoby jak Geiger. Marzenie Geigera spełniło się dopiero pod koniec jego życia, gdy stał się współtwórcą, a od 1872 r. dyrektorem Hochschule fuer die Wissenschaft des Judentums w Berlinie. Był nim do śmierci w 1874 r.

Aktywność Geigera wyrażała się także w sprawach swej społeczności. Prawdopodobnie ze względu na swoją niepewną sytuację życiową zajął negatywne stanowisko w kwestii wspólnego wystąpienia społeczności ży­dowskiej w tzw. sprawie damasceńskiej w 1840 r. Później jednak, gdy objął urząd we Wrocławiu, włączył się w walkę w przypadkach nietolerancji wobec Żydów. Wystąpił publicznie, gdy w 1842 r. fakultet filozoficzny Uniwersytetu Wrocławskiego zabronił nadawania godności doktorskich Ży­dom, a także w 1844 r., gdy szpital miejski nie chciał przyjmować żydow­skich pacjentów.

Dom Abrahama Geigera przy ul. Ruskiej 12, prowadzony przez żonę Emilie, pełen był gości. W kręgu przyjaciół byli m.in. B. Lasker, Fried- laenderowie, Eppsteinowie, Caro, Bauerowie, Cassierer, Guttentag, Woll- heim, Pringsheim. Jego uczniem był późniejszy znany botanik F. Cohn. Przyjaźnił się także z teologiem protestanckim R. Schoeterem.

W 1860 r., po długiej chorobie umiera w berlińskim szpitalu ukochana żona Geigera, Emilie. Spoczywa ona na wrocławskim cmentarzu przy ul. Ślężnej, jej grobowiec jest oparty o wschodni mur [10]. Śmierć Emilie skłoniła prawdopodobnie Geigera do przyjęcia funkcji rabina w rodzinnym Frank­furcie. Chociaż zarząd gminy wrocławskiej starał się go zatrzymać, m.in. poprzez zwiększenie uposażenia, Geiger i jego rodzina opuścili Wrocław w lipcu 1863 r. Po wakacjach w Kołobrzegu, we wrześniu, Geiger objął urząd we Frankfurcie.

Po Geigerze rabinem liberałów we Wrocławiu został wybrany Manuel Joel.

Działalność Abrahama Geigera we Wrocławiu pokazuje, iż pomimo ogromnych różnic poglądów, a nawet wytworzenia się odrębnych grup można zachować jedność danej społeczności, i to nic tylko organizacyjną, ale i duchową spójność, która umożliwia zaszczepienie potrzeby pracy dla wspólnego dobra. Geiger spędził we Wrocławiu 23 najbardziej twórcze lata. Tutaj powstały jego najważniejsze dzieła. Prace teoretyczne Geigera, wpro­wadzane zmiany do liturgii, wreszcie spory z Salomonem, a potem Gedalią Tiktinami odbijały się szerokim echem w Niemczech i Europie. Sprawił on, że jego osoba, jego synagoga, wreszcie miasto Wrocław weszły na stałe do historii liberalnego judaizmu.


[1] Powyższe dane wg: L. Ziątkowski, Historia gminy żydowskiej we Wrocławiu od XII w. do 1945 r., Wrocław 1987 (mpis w Biurze Studiów i Dokumentacji Zabytków we Wro­cławiu).

[2] “Allgemende Zeitung des Judentums” Lipsk, 12.04.1936

[3] D.Rudavsky, Modern Jewish Religios Movements, New York 1967.

4.  M. W i e ii e r, Abraham Geiger and Liberał Judaism, New   York 1962. Stąd także zaczerpnięto wiele innych danych.

[5] Ludwig Geiger: Leben und Lebenswerk von Abraham Geiger, Berlin 1910 – jest to podstawowa praca dotycząca jego ojca.

[6] J. J. P e t u c h o w s k i, Prayerbook Reform in Europe, New York 1968.

 

8 Pełna bibliografia dziel A. Geigera — zeslawiona przez M. Sterna — w: L. G e i g e r, op. cit.

[9] The Jew in the Modern World, wyd. P.Mendes I Reinharz, New York – Oxford 1980.

[10]M. Łagicwski, Macewy mówią, Wrocław 1991.